niedziela, 25 marca 2018

Dlaczego NIE warto uczyć się języka hiszpańskiego?


Język hiszpański to drugi najczęściej używany język na świecie. Posługuje się nim aż 650 milionów ludzi na siedmiu kontynentach. Nie podlega zatem wątpliwości, że umiejętność biegłego posługiwania się tym językiem ma mnóstwo zalet, o których nawet kiedyś pisałam. Czy zatem bylibyśmy w stanie wymienić choć jedną negatywną stronę tej zdolności? Okazuje się, że tak. Przygotowałam dzisiaj listę kilku argumentów, które przemawiają za tym, aby NIE uczyć się języka hiszpańskiego. Zaskoczeni? Przeczytajcie!

1. Zrozumiesz wszystko

Zdolność posługiwania się językiem hiszpańskim da Ci możliwość zrozumienia większej części świata. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że będziesz w stanie porozumieć się z kimś niemalże w każdym miejscu na globie. Umiejętność bezproblemowego komunikowania się z milionami ludzi jest bez wątpienia ogromną zaletą. Jak zatem można kwalifikować ten fakt jako wadę? Problem pojawić się może, gdy okaże się, że rozumiesz wszystko i wszystkich, nawet to, czego usłyszeć wcale nie chcesz. Niewygodne rozmowy, krępujące zwierzenia, niemiłe komentarze, męczące kłótnie, nieoczekiwane komplementy, niechciane propozycje. A skoro już zrozumiesz, to nie wypada nie odpowiedzieć. Gorzej, gdy oprócz tego, że nie przystoi milczeć, usłyszane zdanie wymagać będzie Twojej interwencji, ponieważ może okazać się obelgą, czy przekleństwem rzuconym w Twoją stronę, a takie konwersacje nigdy nie prowadzą do niczego dobrego. 

2. Enrique Kościoły

Podążając tropem poprzedniego podpunktu, możemy odnieść go również do rozrywki, w tym głównie muzyki. Nagle zdasz sobie sprawę, że Enrique Iglesias nazywa się Enrique Kościoły, Antonio Banderas to Antonio Flagi, a Mario Casas to nikt inny jak Mario Domy. Brzmi wystarczająco dziwnie? Dzięki znajomości języka hiszpańskiego będziesz w stanie zrozumieć, o czym śpiewają wszyscy słynni hiszpańskojęzyczni muzycy. Niektóre piosenki mogą stracić jednak swój urok, gdy zdasz sobie sprawę, że ich teksty są często płytkie lub niemające sensu. Kolejnym rozczarowaniem może być fakt, iż wszystkie utwory z gatunku reggeaton mówią o kobietach lub o… kobietach. 

3. Całe życie po hiszpańsku

Gdy nauczysz się już posługiwać biegle językiem hiszpańskim, pragnienie posiadania go w Twym codziennym życiu może stać się obsesją. Emocje związane z faktem nieposiadania problemów ze zrozumieniem Hiszpana mogą całkowicie Tobą owładnąć. Twój dysk komputerowy wypełnią hiszpańskojęzyczne filmy, Twój telefon hiszpańskie utwory muzyczne, a półkę w pokoju książki napisane przez hiszpańskich pisarzy lub te w ojczystym języku Cervantesa. Na szczycie listy największych marzeń znajdzie się wyjazd do Hiszpanii, a najlepiej w poszukiwaniu męża. Hiszpański omami Cię swym urokiem i ciężko będzie Ci wrócić do polskiej rzeczywistości.


4. Kto ze mną porozmawia?

Jaki sens ma uczenie się języka obcego, gdy po długich i męczących miesiącach nauki nie można go praktykować? Dlatego, gdy poczujesz się już swobodnie, a bariera językowa odejdzie w niepamięć, zapragniesz praktykować język hiszpański w swym codziennym życiu. A że język ten jest wyjątkowo piękny, pragnienie to przerośnie Twoje wyobrażenia. Szukać będziesz osób, które będą w stanie utrzymać z Tobą swobodną pogawędkę, przejrzysz cały Internet w poszukiwaniu Hiszpanów chętnych na wymiany językowe, a na Facebooku zapiszesz się do każdej grupy, która będzie miała coś wspólnego z tym językiem. Pokochasz jego delikatne brzmienie na tyle, że w pewnym momencie przestaniesz już rozmawiać z osobami, z którymi rozmawiałaś dotychczas jedynie po polsku.

5. Tłumacz

Nie opędzisz się od znajomych, rodziny, przyjaciół, którzy będą prosić Cię, abyś przetłumaczyła wszystko, co tylko związane jest z językiem hiszpańskim. Nowa piosenka Shakiry? Ty będziesz zmuszona podzielić się jej tłumaczeniem szybciej, niż znajdzie się ono w Internecie. Poznasz wszystkie wywiady z Romeo Santosem, które streszczać będziesz dla zakochanej w nim przyjaciółki. A sposoby na hiszpański flirt znać będziesz na pamięć dzięki koledze, który próbuje poderwać czarnooką Hiszpankę.

6. Miłość

Znajomość języka hiszpańskiego rozbudzi w Tobie miłość i pasję, jakiej jeszcze nie znałaś i nie miałaś okazji doświadczyć. Wszystko wydawać Ci się będzie piękniejsze, subtelniejsze i przyjemniejsze dla ucha, gdy wymawiane w tłumaczeniu na język hiszpański. Zapragniesz żyć w tym języku, otaczać się nim i zapomnieć, że nie jest on nawet Twym ojczystym językiem. Namiastka hiszpańskiego rozpali chęć dalszej nauki i owładnięcia języka do perfekcji. Hiszpański bowiem potrafi zawrócić w głowie. 


Czy wymienione argumenty wydają Wam się wystarczająco przekonywujące do tego, aby zniechęcić kogoś do nauki języka hiszpańskiego? Dla pewności dodam, że tekst napisany jest oczywiście w totalnie żartobliwej formie i ma za zadanie rozbawić, a nie zmusić do refleksji. Znajomość języków obcych otwiera nam drzwi na świat, więc im więcej, tym lepiej i gdyby wziąć temat na poważnie, nie sposób byłoby wymienić nawet jedną wadę umiejętności jaką jest biegłe posługiwanie się językiem hiszpańskim, ponieważ takowa zwyczajnie nie istnieje. Chciałam raczej ukazać, iż uzależnić może nie tylko sama Hiszpania, ale już jej ojczysty język, którego nauka wciąga i staje się nałogiem. A wiem, co mówię, ponieważ sama doświadczyłam tego lata temu. Także nie zdziwcie się, jeśli po niedługim czasie kształcenia się w tym kierunku zaczniecie odczuwać efekty opisane w dzisiejszym wpisie. 

niedziela, 18 marca 2018

Czy wrócę do Polski? Czyli plany na najbliższą przyszłość...




Problemami, z którymi zmaga się wielu emigrantów jest brak akceptacji nowej sytuacji, długotrwała aklimatyzacja i rozerwanie między nowym krajem, a ojczyzną. Decyzja o przeprowadzce najczęściej zostaje podjęta samodzielnie, nieprzymuszenie, choć być może nie do końca świadomie. Emigracja z wyobrażeń rzadko przypomina rzeczywistość, czy to w pozytywnym, czy negatywnym aspekcie. Wielu ludzi pyta mnie, czy zostanę w Hiszpanii na zawsze, czy to właśnie tutaj chcę spędzić resztę mojego życia. Pytanie niełatwe, nie zwykłam bowiem zaglądać tak daleko w przyszłość, ponieważ z doświadczenia wiem, że los lubi płatać figle i zupełnie poprzestawiać przygotowane wcześniej plany. Jedno jednak wiem na pewno. Wiem, co czuję i czego pragnę właśnie w tym momencie. A jest to Hiszpania.

Hiszpania jest bowiem moim domem. Polska na zawsze pozostanie w mym sercu i z głębokim sentymentem wspominam spędzone tam lata oraz cieszę się jak dziecko, gdy kupuję bilety lotnicze na święta, jednak z dniem decyzji o przeprowadzce wiedziałam, że aby osiągnąć pełną akceptację nowego życia, będę musiała przestawić swą mentalność i myśleć o Polsce w czasie przeszłym, nie teraźniejszym. Nie było to zadanie trudne, ponieważ o Hiszpanii marzyłam od nastoletnich lat, także emigracja była poniekąd spełnieniem skrytego pragnienia. Mój staż nie należy do najdłuższych, jednak mimo to, jestem w stanie otwarcie i szczerze przyznać, że Hiszpania stała się moim domem. To tutaj poznałam miłość mojego życia, założyłam rodzinę oraz spełniam się jako partnerka, matka, kobieta i człowiek.


Wielu emigrantów wciąż tęskni za Polską, odczuwa pustkę, smutek i brak czegoś, co ciężko określić słowami. Ja również tęsknię i oddałabym wiele, aby moi bliscy mieszkali zaledwie parę ulic, czy choćby kilometrów dalej. Zaakceptowałam jednak myśl, że jest to obecnie zwyczajnie niemożliwe, a owa wewnętrzna akceptacja mojej sytuacji przyniosła spokój ducha. Nie czuję, abym opuszczając Polskę coś straciła, abym nieustannie zmagała się z brakiem czegoś, co posiadałabym w Polsce, a co poprzez decyzję wyjazdu do tak odległego kraju codziennie tracę. Czy niczego mi zatem nie brakuje? Brakuje mi ludzi. Rodziny, przyjaciół, znajomych twarzy. Gdybym mogła coś zmienić, przeniosłabym ich wszystkich tu, do mojej Hiszpanii. Za czym innym mogłabym tęsknić na tyle, aby nie móc sobie z tym uczuciem poradzić? Rzeczy materialne są do odtworzenia. W Europie coraz łatwiej o polskie produkty wszelkiego rodzaju. Jeśli chodzi o mentalność, mam wrażenie, że lepiej odnajduję się w hiszpańskim stylu życia. Uwielbiam urlopy w Polsce, ale tylko te chwilowe, bo wtedy właśnie uczę się doceniać ojczyznę. Żyjąc w Polsce każdego dnia marzyłam o wyjeździe, przeprowadzce do słonecznej Hiszpanii, w której wszystko wydaje się łatwiejsze, piękniejsze, prostsze. Gdy sen miał się ziścić, odliczałam dni do wylotu, aby ostatecznie ze łzami w oczach, lecz ogromną ekscytacją w sercu opuścić dotychczasowy dom. Teraz jednak, gdy pojawiam się tam zaledwie parę razy w roku, nauczyłam się zauważać drobne szczegóły, zwracać uwagę na aspekty, które kiedyś kompletnie mi umykały. Rozmowa w ojczystym języku bez najmniejszej trwogi, że rozmówca mnie nie zrozumie, głośne kolędy i mnóstwo rodzajów ryb na wigilijnym stole, prószący delikatnie śnieg, zjeżdżanie na workach wypchanych słomą, biblioteka pełna polskich książek i film w kinie w ojczystym języku, pierogi ruskie na obiad i śledź w lodówce, bycie „panią” Aurelią, srebrzyste jeziora z wędkarzami na pomostach, przestrzeganie przepisów drogowych, stare, budzące wspomnienia pociągi bez przedziałów… Wszystkie te aspekty przypominają mi o mojej ojczyźnie, jednak zadowalam się nimi w pełni te kilka razy w roku i może dzięki temu potrafię je docenić.

Nie żal ci tego wszystkiego, co zostawiłaś za sobą? Usłyszałam nie raz. I tym razem się powtórzę. Żal mi bliskich osób, które zostały kilka tysięcy kilometrów za mną. Czy jednak odczuwam na co dzień tę różnicę odległości? W wieku 18 lat wyjechałam na studia do Warszawy, ponad 400 km od mojej rodzinnej miejscowości. Tak, podróżowanie między miastami było łatwiejsze, ponieważ wystarczyło wskoczyć do pociągu, jednak wbrew pozorom wcale nie wskakiwałam do niego tak często. Wizyty w rodzinnym domu nie odbywały się dużo częściej niż te obecne, a różnica odległości jest przecież ogromna. Poniekąd więc zahartowałam się i przywykłam do rzadkich spotkań z najbliższymi, choć nie oznacza to, że przy pożegnaniu przed przeprowadzką do Hiszpanii nie polały się litry łez. Mogę pokusić się jednak o stwierdzenie, że studia w pewien sposób przygotowały mnie na kolejną, jedynie dalszą rozłąkę. A przyjaciele? Tęsknię, dlatego staram się, aby owa tęsknota nie owładnęła mną całą i utrzymuję codzienny kontakt z tymi, na których najbardziej mi zależy.


Nie odrzucam myśli powrotu do Polski, ponieważ nie jestem w stanie przewidzieć przyszłości i tego, co mnie czeka. Jednak po latach platonicznej miłości do Hiszpanii, a naprawdę były to długie lata, po spełnieniu marzenia, o którym wiedziała każda osoba, która zamieniła ze mną więcej niż dwa słowa, nie wyobrażam sobie na ten moment porzucenia życia, które tu zbudowałam. Hiszpania nie była dla mnie nowym miejscem, ponieważ miałam okazję odwiedzić jej sporą część dużo wcześniej. A skoro była, i nadal jest moją pasją, czytałam, szukałam, oglądałam i poznałam choć odrobinę jej specyfikę, zanim przeniosłam się tu na stałe. Prawdziwe życie nie przypomina wyobrażeń, dlatego tak jak i w każdym miejscu, również w Hiszpanii przyszło mi zmagać się z problemami, niedociągnięciami, zagwozdkami. Czy w Polsce nie byłoby pod tym względem podobnie? Problemów nie uniknie się nigdzie, jedynie ich osobliwość może się zmieniać w zależności od kraju. Dlatego cieszę się, że emigracja nie jest moim brzmieniem, że nie muszę płakać po każdej rozmowie przez Skype i pluć sobie w brodę, dlaczego zdecydowałam się na wyjazd, ponieważ mogę sobie wyobrazić, jak trudne musi być to przeżycie. Zakończę prostym, acz prawdziwym zdaniem. Jestem szczęśliwa w Hiszpanii i mam głęboką nadzieję, że tak też pozostanie, a jeśli nie? Dopiero wtedy zacznę się o to martwić.  

niedziela, 11 marca 2018

Jak wygląda związek z Hiszpanem?




Czy związek z Hiszpanem różni się czymś od związku z Polakiem? Nie mogłabym zaprzeczyć, w końcu oprócz różnic charakterów, czy wychowania dochodzi jeszcze całe mnóstwo rozbieżności kulturowych. Choć przecież nasze kolejne relacje zazwyczaj kontrastują z tymi poprzednimi. Chyba każdy z nas choć raz porównywał wzajemnie swych partnerów, mniej lub bardziej świadomie doszukując się sprzeczności i podobieństw. Porównania rodzą pytania, dlatego wiele już razy zostałam poproszona o podzielenie się doświadczeniami z życia z Hiszpanem. Każdy człowiek jest inny, więc zapewne nie wszystko zależy od narodowości, ja jednak podjęłam się zebrania kilku cech charakterystycznych mojego związku z Alberto i spróbowałam przedstawić Wam, jak wygląda codzienność z Katalończykiem.

1. ¿Hablas castellano?

Zapewne dla nikogo nie będzie zaskoczeniem fakt, iż między sobą porozumiewamy się tylko po hiszpańsku i tak było od początku. Co się z tym wiąże? Musiałam np. przywyknąć do żartów Alberto związanych z językiem, wciąż zdarzy mi się bowiem popełnić drobny błąd, gafę, zmyślić słowo, czy źle coś przetłumaczyć. Nie są to oczywiście żadne złośliwości z jego strony, a żartobliwe dogryzanie, za które ja odpłacam się podśmiewując się, gdy to on przekręci polskie lub angielskie słowo. Językowe docinki to jednak nie wszystko. Związek z Hiszpanem oznacza życie po hiszpańsku. Co chcę przez to powiedzieć? Oglądamy filmy z dubbingiem, które uda mu się wywalczyć raz na jakiś czas. Gdy Alberto jest domowym DJ-em, w głośnikach słychać gównie hiszpańską muzykę. Co tydzień włączamy uwielbiany przez każdego mieszkańca tej części Półwyspu Iberyjskiego serial - La que se avecina oraz przyzwyczaić się musiałam, że spajdermen to espiderman, kolgejt, to kolgate, a U2 to UDos.

2. Czy codziennie na obiad jecie zupę?

Kuchnia polska i hiszpańska nie mają ze sobą nic wspólnego, musieliśmy więc dojść do pewnych kompromisów. Zupy serwujemy głównie zimą, Alberto nauczył się jeść gotowane ziemniaki, a przy stole zawsze towarzyszy nam chleb. Po obiedzie koniecznie podany musi zostać deser nawet, jeśli miałby to być mały jogurt czy owoc. Nigdy nie byłam miłośniczką słodkości, ale odkąd niemalże każdego dnia słyszę "Co na deser?", sama przywykłam do sięgania po jakąś smaczną zagryzkę. Nauczyliśmy się więc łączyć obie kuchnie i nie zamykać się na nowe smaki.

3. Vamos de fiesta

Zanim założyłam rodzinę, nie różniłam się wiele od reszty młodych ludzi, których typową rozrywką wielu weekendów jest imprezowanie. W tej kwestii posiadam doświadczenia z obu krajów. Zabawy w Polsce i w Hiszpanii nieco się jednak różnią. W Hiszpanii okazało, że z domu wychodzimy grubo po północy, a dyskoteki nie są otwierane wcześniej niż przed 2. Tak zwany "before" to zazwyczaj spotkania w barach przy drinkach i piwach. Ogromnym zaskoczeniem był dla Alberto polski zwyczaj domówek i studenckiego picia wódki z kieliszków przed wyjściem do klubu. Do dziś opowiada o tym swoim znajomym. Bo przy okazji wódkę pije się tu rzadko, o czym mieliśmy okazję przekonać się po kilku polskich imprezach i doświadczeniach Alberto z tym trunkiem. Domyślacie się zapewne, że nie były to doświadczenia pozytywne, aczkolwiek zabawne. W hiszpańskich dyskotekach tańczyliśmy głównie do reggaetonu, a do domu wracaliśmy, gdy na zewnątrz robiło się już jasno podczas, gdy o tej samej porze w Polsce dawno bym już spała. Dlatego w międzynarodowym związku nawet imprezowanie może być ciekawe, gdy łączysz przyzwyczajenia dwóch różnych krajów.

4. No pasa nada

Mimo, iż stale próbuje temu zaprzeczyć, Alberto również posiada kilka typowych dla Hiszpanów cech. Niektóre zaliczymy do zalet, ale niejedną niestety do wad. Ogromnym walorem będzie na pewno hiszpańskie radosne i luźne podejście do życia, którego wciąż się od niego uczę. Alberto narzeka czasami, że za bardzo się wszystkim przejmuję i stara się przekonać mnie, iż życie jest dużo przyjemniejsze, gdy nie zadręczamy się każdą błahostką, a przede wszystkim tą, na którą zupełnie nie mamy wpływu. Często ma on rację, jednak owy atut może chwilami przekształcić się w minus, ponieważ przychodzi taki moment, gdy faktycznie należałoby się nad czymś poważnie zastanowić lub czymś przejąć, a nie powtarzać, że "no pasa nada", a wszystko jakoś się rozwiąże.  Dlatego może dobrze się uzupełniamy i właśnie wtedy, gdy należy zachować otwarty i trzeźwy umysł, wkraczam ja z rzeczowym podejściem do sprawy.

5. Już zawsze będziesz "guiri"

Guiri to kolokwialne określenie turysty, obcokrajowca przebywającego w Hiszpanii. Moje życie niczym nie przypomina już wakacji, a o samym kraju myślę, że wiem więcej niż niejeden Hiszpan. Wbrew temu dla Alberto już chyba do końca życia pozostanę "guiri". Mimo bardzo dobrej znajomości hiszpańskiego istnieje mnóstwo zwrotów, których nie znam i nigdy nie słyszałam, mowa tu zwłaszcza o kolokwializmach, dlatego bywa, iż muszę poprosić Alberto o wytłumaczenie ich znaczenia. "Zapomniałem, że jesteś guiri", słyszę w odpowiedzi. Czasami się ze mną w ten sposób drażni, śmiejąc się, że my, "los guiris" to i tamto, ale wiem, że nie robi tego w żadnym wypadku, aby sprawić mi przykrość.

Związek z obcokrajowcem jest bez wątpienia ciekawy i inny. Bywa zabawnie, bywa intrygująco i zawsze emocjonująco. Oprócz drugiego człowieka, uczymy się także zupełnie innej kultury, tradycji, stylu życia. Uczymy się akceptować, tolerować, dochodzić do kompromisów. Często dociera do nas, że do jednej sprawy podejść można na wiele sposobów, świat posiada bowiem wiele punktów widzenia, a ten nasz wcale nie musi być tym odpowiednim. Poza wypisanymi różnicami codziennie dochodzi do drobnych niespodzianek i mimo, iż wydawałoby się, że znamy się już na wylot, życie ukazuje nam, że inna kultura może zaskoczyć nas pod wieloma względami. I czyż nie jest to właśnie cudowne?

środa, 28 lutego 2018

8 zasad prawidłowego życia w Hiszpanii



Świat jest pełen niespodzianek, bowiem każde miejsce zaskakuje nas czymś nowym. Podróżując poznajemy zupełnie nową kulturę, mamy okazję przeżyć mnóstwo przygód, których nie doświadczylibyśmy nigdzie indziej oraz zgłębiamy tajemnice wszelkich zakątków globu z osobna. Każdy kraj ma własne, niezastąpione tradycje, zwyczaje, symbole, charakterystyczne znaki. Wiele ludzi pyta mnie, czym Hiszpania różni się od Polski, co jest w niej wyjątkowego, czym mnie zaskoczyła. Bliscy proszą, abym podzieliła się moimi spostrzeżeniami co do najbardziej charakterystycznych cech tego kraju. Zastanawiają się, jakie są przyzwyczajenia Hiszpanów, do czego musiałam przywyknąć ja oraz na jakie kompromisy przyszło mi przystać. I właśnie tym zajęłam się dzisiaj pisząc tekst, w którym opowiem Wam o tym, jak żyć w kraju oliwą płynącym. Przeczytajcie zestawienie ośmiu zasad egzystencji w Hiszpanii, dzięki którym Wasz pobyt w tym miejscu będzie łatwiejszy oraz być może przyjemniejszy.

1. POWOLI, ALE DOBRZE

Hiszpanie niespecjalnie lubią się przemęczać, więc jeśli chodzi o pracę, starają się oni, aby nie była ona zbyt skomplikowana. Jednym z pomysłów, który w mniemaniu Hiszpanów miał ułatwić funkcjonowanie było skomputeryzowanie wszystkiego co możliwe. Dlatego do wszelkich urzędów bardzo często umawiać się będziesz telefonicznie lub internetowo i nie ma mowy o zrobieniu wyjątku, ponieważ zepsuł Ci się akurat komputer. A jak już się umówisz, to nie oczekuj, że przyjęta zostaniesz koniecznie o umówionej godzinie. Nie spiesz się do lekarza, ponieważ szanse na to, że wejdziesz o czasie są nikłe. A ostry dyżur to przynajmniej dwugodzinna impreza w poczekalni. Pocieszeniem może być naprawdę dobra opieka medyczna, więc ostatecznie możesz dojść do wniosku, iż spędzony na oczekiwaniu czas nie poszedł na marne.


2. WSZYSCY JESTEŚMY BRAĆMI

Jedną z ważniejszych zasad życia w Hiszpanii jest wszechstronna otwartość. Zagaduj do wszystkich, uśmiechaj się, odpowiadaj na zadawane pytania, nie krępuj się dzielić swymi przygodami z zupełnie obcymi osobami. Pamiętaj, że zakupy w supermarkecie pod domem nie muszą być nudne, a wizyta listonosza jedynie formalnością. Nie zapomnij, aby zwracać się do wszystkich na ty, no, może z wyjątkiem tych najstarszych. I nie przestawaj prawić komplementów, zamiast po imieniu, łatwiej będzie zwrócić się  do koleżanki  po prostu "piękna". A witając się koniecznie ucałuj swego rozmówcę, którego w trakcie rozmowy możesz bez skrępowania poklepywać po plecach, łapać za dłoń, czy głaskać po ramieniu. I przede wszystkim rozmawiaj, dużo rozmawiaj. Generalnie po prostu nie przestawaj gadać, jednak pamiętaj, że pytanie "qué tal?" nie oczekuje wcale odpowiedzi, więc nie ma potrzeby, abyś żaliła się na nowego szefa w pracy i brudne naczynia w zlewie.

3. POSIŁEK ŚWIĘTY ŚWIĘCIĆ

Wino to Twój ukochany napój, a jamón, oliwki i chorizo to uwielbiane przysmaki. A jeśli wspomniałam już o napojach, zapomnij o herbacie chyba, że lubisz tę parzoną w mikrofali. A zupę jeść będziesz tylko zimą. Przestrzegaj godzin posiłków, obiadu i kolacji nie możesz serwować kiedy masz ochotę, a kiedy pozwoli Ci na to hiszpański świat. I nigdy nie zapomnij o bagietce, która według Hiszpana idealnie pasuje do każdego rodzaju dania.

4. PIRAT DROGOWY

Jazda samochodem nie powinna sprawiać Ci większych kłopotów, jeździsz bowiem tak, jak Ci się podoba, a kierunkowskazy zarosnąć powinny kurzem. A gdy przyjdzie Ci parkować, podobnie jak wyżej - według Twojego uznania. Może zdarzyć się tak, że zostawisz samochód na środku jednokierunkowej jezdni, bo najdzie Cię akurat ochota na puszkę coca-coli. Jako pieszy również nie powinnaś się martwić, ponieważ zasady ustalasz Ty i żadne czerwone światło nie jest w stanie Cię zatrzymać.


5. THIS IS NOT SPAIN

Może okazać się, że Hiszpania to wcale nie Hiszpania i zbuntowany Katalończyk powie Ci, że jesteśmy w Katalonii, która z Hiszpanią nie ma nic wspólnego. Przygotuj się zatem również na takie rozmowy.

6. NIESPODZIANKA

Musisz pamiętać, że w Hiszpanii parasol to ten parasol od słońca, a nie od deszczu. Oraz o tym, że salon nie jest traktowany jako pokój, jest on po prostu salonem, a nie "dużym pokojem", w którym śpią rodzice. Choć w owym mieszkaniu nie powinnaś spędzać dużo czasu, ponieważ życie toczy się głównie na zewnątrz, a że słońce wschodzi tak późno, to najlepiej balować w środku nocy, by następnie spać do południa.

7. WSZYSTKO JEST POD KONTROLĄ

"No pasa nada" stanie się Twoją życiową dewizą. Bar obok bloku będzie Twoim drugim domem, a obsługujący Cię codziennie barman traktować będzie Cię jak rodzinę. Rozmawiać będziesz z nim jedynie po hiszpańsku, angielski nie będzie jego mocną stroną. Możesz liczyć ewentualnie na tzw. spanglish, zobaczymy, ile uda Ci się zrozumieć. Nie będziesz nikomu przeszkadzać w trakcie sjesty i pamiętać będziesz, iż większość sklepów jest wtedy zamknięta.

8. ROSJA

Na koniec równie ważna zasada życia w Hiszpanii. Przywyknij, że dla wielu już zawsze będziesz Rosjanką, ewentualnie Rumunką lub Ukrainką. Polką będziesz rzadko, lecz gdy już nią będziesz, nie martw się o traktowanie, ponieważ Hiszpanie to tolerancyjni i otwarci ludzie.
Gwarantuję Ci, że jeśli będziesz stosować się do wyżej wymienionych zasad, Twoja przygoda z Hiszpanią będzie niesamowita i pełna opowieści godnych przekazywania wnukom. 

niedziela, 18 lutego 2018

Hiszpania okiem Polki - dawniej i dziś


Postrzeganie wielu spraw i aspektów życia często zmienia się wraz z biegem czasu. Nie inaczej jest w przypadku miejsca, które kiedyś odwiedzało się jedynie w celach turystycznych, a dziś jest ono Twoim domem. Wakacjując się w Hiszpanii przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z pewnych spraw, które dostrzegam teraz, a i sporo z nich widziałam w zupełnie innych barwach. Coś, co kiedyś wydawało mi się zaletą, dziś stanowić może problem, a cenione niegdyś kwestie okazały się nie być do końca prawdziwe. Wiele pozytywów nabrało jeszcze większego znaczenia, pojawiły się także negatywy, których kiedyś nie wychwycałam. W pierwszych miesiącach po przeprowadzce do Hiszpanii spotkało mnie sporo niespodzianek, dotarło do mnie, że dawniej przekonana co do swojej wizji Hiszpanii, mogłam się absolutnie pomylić, choć nie określam tej pomyłki jako pozytywnej, czy negatywnej, a po prostu naturalnej. Wakacje niczym nie przypominają codzienngo egzystowania w danym kraju, ukazują nam zaledwie cząstkę specyfiki danego miejsca. Dopiero podczas faktycznego powszedniego życia miasto i kraj, krok po kroku odkrywa przed nami swoje tajemnice.

Jak zatem zmieniło się moje osobiste postrzeganie Hiszpanii w przeciągu lat? Czym mnie ona zaskoczyła, a co zataiła przede mną podczas wizyt wakacyjnych?

Uśmiechnij się

Hiszpanom przypisywałam zawsze głównie pozytywne cechy charakteru. Radośni, uprzejmi, weseli, pomocni. Moje wakacyjne doświadczenia podpowiadały mi, że właśnie takimi ludźmi są mieszkańcy tej części Półwyspu Iberyjskiego. Gdy przeprowadziłam się do Barcelony na stałe, dotarło do mnie, że nieco się pomyliłam. Dlaczego? Okazało się, że są oni jeszcze bardziej radośni, chętni do pomocy, rozmowni i otwarci, niż myślałam. Uśmiech i wesołe hola towarzyszą mi każdego dnia. Przyjazne spojrzenia, zagadujący pasażerowie windy, chęć pomocy nawet z każdą najmniejszą wątpliwością. Gdybym musiała opisać Hiszpanię w paru słowach, powiedziałabym, że jest to kraj o ogólnie pojętej przyjaznej atmosferze.

Ale, bo przecież zawsze musi być jakieś ale, oprócz radosnych i pozytywnie nastawionych osób spotkałam się także z tymi dużo mniej szczęśliwymi. Nagle okazało się, że w cudownej Hiszpanii również dochodzi do skandalicznych sytuacji, nieprzyjemnych starć z innymi i nieznaczących kłótni z obcymi. Zrozumiałam, iż przeświadczenie o tym, że niemiłe zdarzenia, których byłam świadkiem w Polsce, a które według mego wcześniejszego przekonania nigdy nie miałyby miejsca w Hiszpanii, nie pokrywa się z prawdą. Tutaj także ludzie potrafią być zarozumiali i opryskliwi, eksepdientki także mogą potraktować Cię z wrogością, a przechodzeń zaczepić niemiłym komentarzem. Sytuacji takich jest dużo mniej, jednak w Hiszpanii również się zdarzają.

Dzieci, idziemy do kościoła!

Lata temu przekonana byłam, iż Hiszpania to jeden z bardziej religijnych krajów Europy. Nic bardziej mylnego. Stereotyp religijności Hiszpanów pozostaje jedynie stereotypem. Statystyki mówią same za siebie: jedynie 10% Hiszpanów uczęszcza reguralnie na niedzielne msze święte. Myślę, że owy osąd ma swe podłoże w znanych i hucznie celebrowanych tradycjach związanych z religią, jak np. Semana Santa (Wielki Tydzień). Tłumy ludzi z całego świata napływają w tym okresie do Hiszpanii, zwłaszcza do Andaluzji, aby ujrzeć na własne oczy spektakularne świętowanie Wielkanocy. Owe widowiska i przedstawienia uliczne mają jednakże niewiele wspólnego z samą wiarą, a więcej z hiszpańską tradycją.

Fiesta dobra na wszystko

Skoro mowa już o świętowaniu przejdę do kolejnego faktu, który nieco mnie zaskoczył. To, że Hiszpanie lubią zabawę w każdej możliwej postaci, nie było żadną tajemnicą. Po przeprowadzce i sumiennym zgłębianiu kultury tego kraju zdałam sobie sprawę, że słowo lubić nie oddaje dokładnie znaczenia, jakim darzą oni swoje fiesty, których notabene Hiszpania ma całe mnóstwo. Każda dzielnica, wioska, miasto, patron, święty… ma przypisany swój jeden dzień (lub dni) w roku, gdy to Hiszpanie gromadzą się, aby podczas głośnych i szumnych zabaw oddawać mu cześć. Krótko mówiąc, w Hiszpanii każda okazja dobra jest do świętowania, bo przecież jeśli święta nie ma, powód do radosnych tańców i lania wina znajdzie się równie szybko, jak chętni do realizacji pomysłu.  

Barowe życie

Podczas urlopów w Hiszpanii szybko zorientowałam się, że Hiszpanie lubią spędzać czas poza domem, choć nie zdawałam sobie sprawy, iż wypad do baru to nie tylko forma spędzania wolnego czasu, ale wręcz styl życia. Podobała mi się owa otwartość, radość, roześmiane twarze i pogawędki. Dzisiaj wyjście do popularnego baru kojarzy mi się raczej z hałasem, wrzawą, koniecznością przekrzykiwania tłumu, aby mój rozmówca zrozumiał, co do niego mówię i ewentualnym bólem głowy, gdy pobyt w barze jest zbyt długi. Nie zrozumcie mnie źle, lubię życie towarzyskie, spotkania poza domem, wypady do barów, pubów, restauracji, ale wolę te odrobinę spokojniejsze miejsca, gdzie nie grozi mi utrata słuchu.

Spacerując uliczkami

Och, jakżeż to ja zachwycałam się kiedyś porządkiem i ładem w Hiszpanii. Ulice wydawały mi się tak cudownie czyste i zadbane. Przycięte krzewy, każde rondo oryginalnie zaprojektowane, chodniki bez zbędnych śmieci, czy niespodzianek pozostawianych przez psy, wszystko pięknie i pachnąco, a inni powinni brać z Hiszpanii przykład. Nie zastanawiałam się wtedy jednak nad tym, że często podczas urlopów odwiedzałam przecież głównie znane, turystyczne miejsca, które oczywiście były perfekcyjnie zadbane. Choć muszę przyznać, że mam bardzo miłe wspomnienia z Pampeluny, ogólnie Nawarry i Kraju Basków, gdzie spędzałam całe tygodnie wakacji i zawsze chwaliłam sobie czystość tamtejszych miast. Gdy pojawiłam się w Barcelonie, magiczna bańka schludności i porządku prysła. Jasne, o ład dba się nader mocno w tych popularnych i często odwiedzanych obszarach, lecz niestety spacer niejedną wąską uliczką Barcelony, tej mniej znanej Barcelony traci już swój urok. Nieprzyjemny zapach moczu zwierząt i ludzi towarzyszyć nam będzie jak wierny kompan, a w tych mniej ciekawych dzielnicach uważać musimy na porozrzucane pod nogami psie miny, bo nie każdy sąsiad jest niestety wychowany. Śmieci wysypujące się z kontenerów, czy ustawiane zaraz obok to wcale nie taki rzadki widok w lokalizacjach cieszących się mniejszą sławą oraz podejrzaną famą. Choć muszę zauważyć, że Dzielnica Gotycka, którą znaleźć można w każdym przewodniku, nie zachęca swymi zapachami, a podobno jej uliczki czyszczone są każdego dnia. Czystość, a raczej jej brak to jeden z aspektów, który negatywnie zaskoczył mnie w Barcelonie (nie mam odniesienia do innych miast, ponieważ bywałam w nich jedynie turystycznie).

Jak się dogadam?

Ok, umówmy się, że rozpoczynając mą przygodę z Hiszpanią nie musiałam obsesyjnie martwić się o język, ponieważ podczas pierwszych wycieczek towarzyszyła nam zawsze nasza rodzina, która hiszpański znała. W późniejszym okresie, gdy dopiero zaczynałam naukę tego języka, starałam się radzić sobie podpowiadaniem w języku angielskim, mimiką i gestykulacją. I nigdy nie doświadczyłam nieprzyjemnej sytuacji ze względu na brak znajomości lub też niewielką znajomość języka hiszpańskiego. Słyszałam zresztą mnóstwo podobnych historii. Jak ja się dogadam? Myślałam przygotowując się do pierwszej samotnej wycieczki do Hiszpanii, dokładniej do Salamanki, gdzie spędzić miałam całe trzy tygodnie. A dogadałam się bez problemu. Lata w Hiszpanii ukazały mi, iż Hiszpan nie zważa na to, że łamiesz sobie język próbując porozumieć się z nim w jego ojczystym języku, jest tym wręcz zaimponowany. A co się nie powie, to się pokaże, za pomocą rąk i mimiki twarzy można wyjaśnić naprawdę niesłychane rzeczy. 

A ja na to, jak na lato

Hiszpania – słońce, plaża, upały… No, tak, z czymże innym kojarzyć może się ten kraj? I owszem, w wakacje wylegiwałam się na hiszpańskich plażach, smażylo mnie malagijskie słońce i zerkałam z niedowierzaniem na termometr, który o 20 wskazywał w Sewilli 40 stopni. A później przeprowadziłam się do Barcelony, gdzie okazało się, że tak naprawdę istnieje także zima. Ok, że zima istnieje wiedziałam, to o czym nie miałam pojęcia to fakt, iż tak wiele mieszkań nie ma ogrzewania centralnego. Gdy zatem ktoś wzdycha głośno, jakie to mam szczęście żyjąc w kraju wiecznego słońca, zapraszam go serdecznie w styczniu do mojego barcelońskiego mieszkania.

Hiszpański maczo

Hiszpanie od nastoletnich lat spędzali mi sen z powiek. Śniłam po nocach o gorącym romansie z hiszpańskim maczo i żartowałam, że moim mężem musi być zabójczo przystojny Hiszpan. Naoglądałam się Juanów, Miguelów i innych Pedro podczas wakacyjnych wypadów, by marzyć o nich przez cały rok do kolejnego urlopu. Jakie zatem było moje zaskoczenie, gdy tu zamieszkałam? Ci moi przystojni Hiszpanie, gdy widzi się ich codziennie, są po prostu jeszcze piękniejsi!

Jak to bywa na wakacjach, i mnie wydawało się, że Hiszpania to miejsce idealne. Słoneczne, pełne radości, uprzejmych ludzi, przepięknej przyrody i ciekawych tradycji. Wiele się nie pomyliłam, jednak życie tu uświadomiło mi, że miejsce idealne nie istnieje. Zawsze znajdzie się choć jedna mała drobnostka, która nie będzie nam odpowiadać i którą uznamy za wadę. Kto jednak powiedział, że do pełni szczęścia potrzebujemy perfekcji? Gdyby wszystko było usłane różami, świat byłby nudny. Bo umówmy się, kto nie lubi sobie czasami zwyczajnie ponarzekać?

poniedziałek, 12 lutego 2018

Czy opanowałeś już język hiszpański do perfekcji?



Nauka języka obcego to proces wymagający determinacji i systematyczności. Jego skuteczność zależy od wielu czynników. Jednym z najważniejszych jest chyba to, kto i gdzie nas uczy. Przebywając w Hiszpanii wśród tubylców na pewno dużo szybciej przyswoimy język hiszpański, niż poprzez uczęszczanie na cotygodniowy kurs w Polsce. Także, gdy naszym nauczycielem będzie rodowity Hiszpan, osłuchamy się z naturalnym akcentem i być może sami będziemy w stanie go powtórzyć. Gdy w końcu osiągniesz swój wymarzony cel i język obcy nie będzie już tak całkiem obcy, z pewnością zadasz sobie pytanie: czy mogę powiedzieć, że dominuję język hiszpański? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w dzisiejszym tekście. Przeczytaj jakich jest 7 oznak, które świadczą o tym, że biegle posługujesz się językiem hiszpańskim (lub jakimkolwiek innym).

BRAK POMOCY TŁUMACZENIOWYCH

Udało się! W końcu możesz oglądać hiszpańskojęzyczne filmy i seriale bez napisów oraz wcale nie musisz przewijać i wsłuchiwać się trzy razy w to samo zdanie, aby zrozumieć, dlaczego Mili rozstaje się z Fernando w 98 odcinku Zbuntowanego Anioła. Wycieczki do kina na wakacjach w Hiszpanii nie kończą się gonitwą po mieście w poszukiwaniu seansu w języku angielskim. Ale nie skupiajmy się tylko na kinie. Posiadając biegłość w języku hiszpańskim bez problemu zrozumiesz wszystkie piosenki Shakiry, Julio Iglesiasa, czy Malumy. Na imprezie pierwszy zabłyśniesz znajomością tekstu Despacito oraz przy okazji i jego tłumaczenia. Dodatkowo przebrniesz bez zbędnych westchnień przez oryginalną wersję Don Kichota.

BRAK DOSŁOWNEGO TŁUMACZENIA

Nie popełniasz już językowych gaf polegających na dosłownym tłumaczeniu zdań z języka polskiego na język hiszpański i odwrotnie. Wiesz już, że Hiszpan nie powie, że coś jest proste jak bułka z masłem oraz że po polsku nie idzie się w metrze do szkoły (ir en metro), właściwie to chodzić w metrze można, ale zapewne Polak inaczej zrozumie sens zdania. W Hiszpanii nie pojawia nam się gęsia skórka, a kurza, ale o tym pamiętasz już za każdym razem, gdy przychodzi Ci być domowym tłumaczem.

SLANG

Oprócz unikania dosłownego tłumaczenia doskonale posługujesz się także ulicznym i kolokwialnym językiem. Pasta to już nie tylko makaron, coco oprócz kokosem może być też głową, a zwrotu tío nie używasz jedynie zwracając się do wujka. Rozmowa z grupą młodych, zbuntowanych Hiszpanów nie stanowi dla Ciebie żadnego wyzwania.

ŻARTY

Każdy kraj ma swój specyficzny humor, każdy naród, oprócz tego, co bawi nas wszystkich, śmieje się z własnych, wyszukanych żartów. Posługując się biegle językiem hiszpańskim, po osłuchaniu się go i wielu rozmowach z Hiszpanami jesteś już w stanie żartować w ich ojczystym języku. Umiesz odpowiednio dobrać słowa, wiesz, jaki zwrot może ich rozbawić oraz jaka gra słów wywoła u wszystkich uśmiech na twarzy. Wiesz już, że w Hiszpanii do szkoły nie przychodzi Juanito (Jasiu), a Jaimito oraz pamiętasz, że bohaterowie żartów z serii Polak, Rusek i Niemiec w Hiszpanii zmieniają narodowość, więc nie musisz martwić się już o kolejną gafę i długie milczenie zamiast salw śmiechu.

WULGARYZMY

Świadome i nieświadome używanie wulgaryzmów również świadczy o umiejętności biegłego posługiwania się danym językiem. Spieszę z objaśnieniem dość niezrozumiałego na pierwszy rzut oka początku akapitu. Świadome, ponieważ wiesz, że w Hiszpanii stwierdzenie, że coś jest do dupy przyniesie na myśl jedynie papier toaletowy, a psia kość wywoła dziwne spojrzenia. Naszą najczęściej używaną panią K. zastępujesz tu wymownym joder, bo wypowiadanym równie często (mimo, że dosłownie oznacza pierdolić). Jesteś doskonale świadomy, że wściekli Hiszpanie mają w zwyczaju na wszystko srać (me cago en...) oraz wzywać matkę w najróżniejszych formach (tu puta madre, de puta madre, la madre que me parió). Nieświadomie natomiast, ponieważ przebywając wśród Hiszpanów przesiąkłeś już ich sposobem bycia i nawet nie zdajesz sobie sprawy, gdy w Twoich wypowiedziach pojawiają się specyficzne ubarwienia, lecz zupełnie nikt nie zwraca na to uwagi.

SNY

Usłyszałam kiedyś, że oznaką wskazującą na to, że dana osoba owładnęła obcy język jest fakt, iż w owym języku śni. Dlatego właśnie w Twoim śnie najprzystojniejszy aktor z ulubionej telenoweli nie szepcze Ci do ucha romantycznych słów po polsku, a po hiszpańsku. Antonio Banderas porywa Cię z maską Zorro, a Ty krzyczysz do niego w jego ojczystym języku marząc, aby tak naprawdę wcale Cię nie wypuszczał. Tak, takie sny oprócz tego, że świadczą o tym, że oglądasz sporo filmów, są również dowodem na Twą perfekcyjną znajomość języka hiszpańskiego.

AKCENT

Na koniec zostawiłam najważniejszy aspekt dający świadectwo Twoim językowym umiejętnościom. Możesz pochwalić się, że naprawdę biegle posługujesz się językiem hiszpańskim oraz nie posiadasz najmniejszych problemów z porozumieniem się z żadną hiszpańskojęzyczną osobą, gdy... jesteś w stanie idealnie zrozumieć Andaluzyjczyka, pijanego Andaluzyjczyka.

I jak, ile podpunktów spełniacie?

czwartek, 8 lutego 2018

6 typów emigrantów


Według statystyk z 2017 roku aż dwa i pół miliona Polaków przebywa obecnie na emigracji. To 6% całej populacji naszego kraju. Wśród dwóch i pół miliona ludzi można znaleźć cały ogrom przeróżnych cech charakteru. Zapewne każda osoba ma inną historię, inne przygody, cele i plany. Z łatwością można jednak zauważyć, że część z nich dzieli pewne wspólne cechy. Postanowiłam podzielić naszych rodaków na kilka grup oraz przedstawić Wam w zabawny i oczywiście żartobliwy sposób 6 typów polskich emigrantów.

1. CHOMIK

Tak właśnie nazywają ten typ emigranta psycholodzy. Za granicę wyjechał w jednym celu: pracować, zarobić, odłożyć i wrócić. Planował maksymalnie roczny pobyt, jednak nieco się on przedłużył i tak mija już 7 rok, gdy z mamą dzieli się opłatkiem przez Skype. Zbiera się do powrotu, lecz zebrać się nie może. Żyje właściwie na pograniczu dwóch światów, jedną nogą jest już w Polsce, lecz ta druga wciąż trzyma się jeszcze emigracji. Niby tęskni za ojczyzną, płacze, ale wracać nie może, bo w Polsce tyle nie zarobi, a na nowy start w kraju przydałby się przecież nowy samochód.

2. MR ANDREW

Życie na emigracji to najlepsze co mu się w życiu przytrafiło. Uwielbia swój nowy dom, a kraj, w którym żyje uważa za idealny. Nie przestaje porównywać go do swej ojczyzny wychwalając każdy możliwy szczegół. Jego ulubione zdanie brzmi: "Bo my w ... (wstaw nazwę kraju) mamy to, możemy tamto i robimy jeszcze to", a w Polsce tego wszystkiego przecież nie macie. W ojczyźnie czuje się jak obcokrajowiec, co daje do zrozumienia co parę minut wplatając zagraniczne słowa do rozmów, mówiąc yeah zamiast tak i pytając co jakiś czas: jak to się mówiło po polsku? Nie przedstawia się już Andrzej, a Andrew i myśli nawet o oficjalnej zmianie imienia. Nie wyobraża sobie powrotu z emigracji, bo przecież dla niego to nie żadna emigracja, a rozpoczęcie nowego, prawdziwego życia.

3. JANUSZ Z BIEDRONKI

Janusz jest ogromnym patriotą, wyznaje zasadę "Polska dla Polaków", a skoro sam żyje na obczyźnie ową Polskę musi zbudować właśnie tam, choć bardzo wiernie walczy na odległość o nieprzyjmowanie uchodźców, a najlepiej w ogóle jakichkolwiek obcokrajowców do swego rodzinnego kraju. Sporo przeklina, wyśmiewa się z tubylców, a nawet czasami krzyknie coś w ich stronę, w końcu i tak go nie zrozumieją, a będzie miał chociaż szacunek u chłopaków. W jego dłoni zawsze gości niezastąpiona puszka piwa, oczywiście polskiego piwa, nie będzie on przecież wzbogacał nie swoich. Od 5 lat składa kartony, ale nie potrzebuje innego zajęcia, bo na piwko i pizzę wystarczy.

4. MISTER POLAK

Mister Polak podobnie jak Janusz uwielbia Polskę, choć w dużo łagodniejszy sposób. Wyjechał za granicę, ale to wcale nie oznacza, że ma się on tam czuć obco, a do tego potrzebne mu będzie jak najwięcej polskości. Otacza się więc jedynie Polakami, a język zna w podstawowym stopniu tak, aby w razie potrzeby dogadać się z panią w banku czy listonoszem. O wiele jednak nie musi się martwić, ponieważ chodzi on do polskiego sklepu, obcina go polski fryzjer, rury naprawia mu polski hydraulik, dziećmi opiekuje się córka polskiej koleżanki, a w domu zainstalowano polską telewizję. Dobrze mu w tej swojej zagranicznej Polsce, a kontakty z tubylcami oraz poznawanie kultury innego kraju uważa za zupełnie zbędne.

5. KRÓL

Król jak to król ma w zwyczaju, lubi rządzić. Król emigracji także lubi zarządzać wszystkim i wszystkimi. To on wie wszystko najlepiej, to on zna ten kraj najlepiej i to on nigdy się nie myli. Mieszka on już w danym kraju przecież x lat, więc jak mógłby się mylić? Lubi się wywyższać i często szuka zaczepki wśród swych rodaków, bo kłótnie i udowadnianie swej (w jego przekonaniu) racji sprawia mu satysfakcję. Nie wiadomo, czy właściwie to nie znosi on wszystkich Polaków, czy też to tubylcy emigracyjnego kraju są jego wrogami. A może po prostu my wszyscy?

6. NIEZDECYDOWANY

Niezdecydowany jest wiecznie... niezdecydowany. W Polsce mu się nie podobało, więc wyjechał za granicę w poszukiwaniu lepszego życia, owego życia jednak dotychczas nie znalazł, jednak do Polski nie wróci, bo wciąż mu coś tam nie odpowiada. Tu źle i tam niedobrze. Jego ulubionym zajęciem jest narzekanie, więc jego przyjaźnie nie trwają długo. Każdy jego dzień wygląda podobnie, czego oczywiście nie potrafi zaakceptować, lecz nie stara się tego zmienić. Zamyka się więc w swym kole nienawiści czekając na zmiany, które same spadną z nieba.


Jest jeszcze ostatnia grupa tworzona przez osoby, które po prostu żyją. Szczęśliwe, radosne, choć i im trafić się może gorszy dzień, co jest zupełnie naturalne, chłonące wiedzę na temat nowego miejsca, poznające nowych ludzi, zarówno rodaków jak i obcokrajowców, decydujące o swoim życiu i cieszące się tym, co mają. I to właśnie chyba tych ludzi lubi się najbardziej. Oczywiście cała reszta mimo, że prawdziwa, jest mocno przerysowana i opisana w żartobliwy sposób, ale wierzę, że Wy załapaliście sam przekaz i czytając tekst nie raz się uśmiechnęliście.