Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polacy zagranicą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polacy zagranicą. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 kwietnia 2018

Pamiętasz...? Możesz być z siebie dumny




Decyzja o emigracji to zamknięcie pewnego etapu w życiu po to, aby rozpocząć zupełnie nową i pełną wyzwań przygodę. Początki z reguły nie są łatwe i często wymagają determinacji i poświęcenia. Pamiętasz jeszcze siebie sprzed kilku lat, gdy wylądowałeś w absolutnie nieznanym, bądź też kojarzonym jedynie z wakacyjnych wypadów miejscu? Co zmieniło się przez te lata? Jak zmieniłeś się Ty? Czego się nauczyłeś i co osiągnąłeś?

Wszyscy zaczynamy podobnie. Otwieramy oczy i ukazuje się nam nowa rzeczywistość, całkiem inna kultura, zwyczaje, styl życia, a w głowie rodzi się pytanie: Co ja tu robię? Czy na pewno będę tu szczęśliwy? Odpowiedź na owy dylemat często przychodzi dużo później i może różnić się zależnie od historii każdego z nas. Początki nie są łatwe. Szczęściarzami mogą nazywać się ci, którzy w nowym domu nie znaleźli się zupełnie sami, bowiem towarzystwo to bardzo ważna kwestia w pierwszych, samotnych dniach emigracji, gdy serce wciąż jeszcze tęskni za ojczyzną, lecz jednocześnie rozpierają je emocje dotyczącego tego, co wciąż przed nami.

Czy pamiętasz wątpliwości, które kołatały się w Twojej głowie przez pierwsze tygodnie? Czy pamiętasz wylane łzy z tęsknoty i ciążące myśli o powrocie, które ciężko było odepchnąć? Bo gorszy dzień na emigracji dopadł każdego z nas, a jeśli jeszcze się przed nim uchroniłeś, przygotuj się, ponieważ ten moment nadejdzie. Uczucie zwątpienia jest zupełnie naturalne, w końcu totalna zmiana dotychczasowego środowiska, kultury, sposobu życia to ogromne wyzwanie, do którego człowiek musi stopniowo przywyknąć.


Pamiętasz tę szarą myszkę, którą ogarniał strach przy każdej konieczności rozmowy z obcokrajowcem? Układanie w głowie wyobrażonej konwersacji przed wykonaniem telefonu, która ostatecznie potoczyła się zupełnie inaczej? Uśmiechanie się, gdy nie zrozumiałeś swego rozmówcy, lecz wstyd Ci prosić o powtórzenie po raz trzeci, dlatego wdzięcząc się błagasz w duchu, aby wypowiedziane słowa nie były pytaniem? Bariera językowa to problem wielu przyjezdnych. Pamiętasz godziny stresu, walki, nauki nowego życia i osobistej adaptacji? Pamiętasz, gdy wydawało Ci się, że bez pomocy tubylca lub chociaż obeznanej we wszystkim osoby, nie będziesz w stanie załatwić nic na własny rachunek? Pamiętasz trzęsące się ręce przed wejściem do jakiegokolwiek urzędu? A może nawet moment, w którym oblewałeś się rumieńcem, gdy ekspedientka w sklepie wesoło Cię zagadywała, a Ty nie rozumiejąc ani słowa, przepraszałeś wyuczoną wcześniej regułką?

Pamiętasz walkę o znalezienie zatrudnienia? Pamiętasz swą pierwszą rozmowę kwalifikacyjną? Samo doświadczenie bywa stresujące, a dodajmy do tego jeszcze nowy kraj, inny język i odmienne wymagania. Pamiętasz radość, gdy udało Ci się osiągnąć cel i otrzymałeś zasłużoną pracę?

Pamiętasz te wszystkie trudności, z którymi musiałeś zmagać się w pierwszych tygodniach, czy nawet miesiącach emigracji? Wydają się bardzo odległe, prawda? Spójrz w przeszłość i pomyśl o tym, ile osiągnąłeś. Możesz być z siebie dumny. Na miejscu niepewnego, nieobeznanego w niczym przyjezdnego pojawił się zdecydowany, śmiały i czekający na wyzwania człowiek. Mimo, iż kraj wciąż może Cię zaskoczyć, nie chowasz już głowy w piasek i nie czekasz, aż odpowiedź sama spadnie z nieba, lecz bierzesz sprawy we własne ręce i szukasz rozwiązania. Język i nowości kulturowe nie stanowią dla Ciebie żadnego problemu. Przetrwałeś najgorsze – czas adaptacji, zagubienia, wątpliwości. Jesteś silnym i odważnym człowiekiem, który może pochwalić się jednym, wielkim osiągnięciem – zbudowaniem od zera nowego życia na obczyźnie, co nie należy do zadań najłatwiejszych. Dlatego, gdy kiedyś zwątpisz w swoje możliwości, gdy dopadnie Cię niepewność, przypomnij sobie to, jaką byłeś osobą jeszcze kilka miesięcy, czy lat temu, gdy zaczynałeś przygodę z emigracją i zwróć uwagę na to, jaką osobą jesteś teraz, ponieważ bez wątpienia masz prawo dodać do osobistej listy kilka dodatkowych atutów. Każdego może dopaść gorszy dzień, chwila zwątpienia, to nie żaden wstyd. Pamiętaj jednak, że na zawsze pozostaniesz osobą, która poradziła sobie z ogromnym życiowym wyzwaniem, jakim jest emigracja i która może być z siebie niesamowicie dumna.  

czwartek, 8 lutego 2018

6 typów emigrantów


Według statystyk z 2017 roku aż dwa i pół miliona Polaków przebywa obecnie na emigracji. To 6% całej populacji naszego kraju. Wśród dwóch i pół miliona ludzi można znaleźć cały ogrom przeróżnych cech charakteru. Zapewne każda osoba ma inną historię, inne przygody, cele i plany. Z łatwością można jednak zauważyć, że część z nich dzieli pewne wspólne cechy. Postanowiłam podzielić naszych rodaków na kilka grup oraz przedstawić Wam w zabawny i oczywiście żartobliwy sposób 6 typów polskich emigrantów.

1. CHOMIK

Tak właśnie nazywają ten typ emigranta psycholodzy. Za granicę wyjechał w jednym celu: pracować, zarobić, odłożyć i wrócić. Planował maksymalnie roczny pobyt, jednak nieco się on przedłużył i tak mija już 7 rok, gdy z mamą dzieli się opłatkiem przez Skype. Zbiera się do powrotu, lecz zebrać się nie może. Żyje właściwie na pograniczu dwóch światów, jedną nogą jest już w Polsce, lecz ta druga wciąż trzyma się jeszcze emigracji. Niby tęskni za ojczyzną, płacze, ale wracać nie może, bo w Polsce tyle nie zarobi, a na nowy start w kraju przydałby się przecież nowy samochód.

2. MR ANDREW

Życie na emigracji to najlepsze co mu się w życiu przytrafiło. Uwielbia swój nowy dom, a kraj, w którym żyje uważa za idealny. Nie przestaje porównywać go do swej ojczyzny wychwalając każdy możliwy szczegół. Jego ulubione zdanie brzmi: "Bo my w ... (wstaw nazwę kraju) mamy to, możemy tamto i robimy jeszcze to", a w Polsce tego wszystkiego przecież nie macie. W ojczyźnie czuje się jak obcokrajowiec, co daje do zrozumienia co parę minut wplatając zagraniczne słowa do rozmów, mówiąc yeah zamiast tak i pytając co jakiś czas: jak to się mówiło po polsku? Nie przedstawia się już Andrzej, a Andrew i myśli nawet o oficjalnej zmianie imienia. Nie wyobraża sobie powrotu z emigracji, bo przecież dla niego to nie żadna emigracja, a rozpoczęcie nowego, prawdziwego życia.

3. JANUSZ Z BIEDRONKI

Janusz jest ogromnym patriotą, wyznaje zasadę "Polska dla Polaków", a skoro sam żyje na obczyźnie ową Polskę musi zbudować właśnie tam, choć bardzo wiernie walczy na odległość o nieprzyjmowanie uchodźców, a najlepiej w ogóle jakichkolwiek obcokrajowców do swego rodzinnego kraju. Sporo przeklina, wyśmiewa się z tubylców, a nawet czasami krzyknie coś w ich stronę, w końcu i tak go nie zrozumieją, a będzie miał chociaż szacunek u chłopaków. W jego dłoni zawsze gości niezastąpiona puszka piwa, oczywiście polskiego piwa, nie będzie on przecież wzbogacał nie swoich. Od 5 lat składa kartony, ale nie potrzebuje innego zajęcia, bo na piwko i pizzę wystarczy.

4. MISTER POLAK

Mister Polak podobnie jak Janusz uwielbia Polskę, choć w dużo łagodniejszy sposób. Wyjechał za granicę, ale to wcale nie oznacza, że ma się on tam czuć obco, a do tego potrzebne mu będzie jak najwięcej polskości. Otacza się więc jedynie Polakami, a język zna w podstawowym stopniu tak, aby w razie potrzeby dogadać się z panią w banku czy listonoszem. O wiele jednak nie musi się martwić, ponieważ chodzi on do polskiego sklepu, obcina go polski fryzjer, rury naprawia mu polski hydraulik, dziećmi opiekuje się córka polskiej koleżanki, a w domu zainstalowano polską telewizję. Dobrze mu w tej swojej zagranicznej Polsce, a kontakty z tubylcami oraz poznawanie kultury innego kraju uważa za zupełnie zbędne.

5. KRÓL

Król jak to król ma w zwyczaju, lubi rządzić. Król emigracji także lubi zarządzać wszystkim i wszystkimi. To on wie wszystko najlepiej, to on zna ten kraj najlepiej i to on nigdy się nie myli. Mieszka on już w danym kraju przecież x lat, więc jak mógłby się mylić? Lubi się wywyższać i często szuka zaczepki wśród swych rodaków, bo kłótnie i udowadnianie swej (w jego przekonaniu) racji sprawia mu satysfakcję. Nie wiadomo, czy właściwie to nie znosi on wszystkich Polaków, czy też to tubylcy emigracyjnego kraju są jego wrogami. A może po prostu my wszyscy?

6. NIEZDECYDOWANY

Niezdecydowany jest wiecznie... niezdecydowany. W Polsce mu się nie podobało, więc wyjechał za granicę w poszukiwaniu lepszego życia, owego życia jednak dotychczas nie znalazł, jednak do Polski nie wróci, bo wciąż mu coś tam nie odpowiada. Tu źle i tam niedobrze. Jego ulubionym zajęciem jest narzekanie, więc jego przyjaźnie nie trwają długo. Każdy jego dzień wygląda podobnie, czego oczywiście nie potrafi zaakceptować, lecz nie stara się tego zmienić. Zamyka się więc w swym kole nienawiści czekając na zmiany, które same spadną z nieba.


Jest jeszcze ostatnia grupa tworzona przez osoby, które po prostu żyją. Szczęśliwe, radosne, choć i im trafić się może gorszy dzień, co jest zupełnie naturalne, chłonące wiedzę na temat nowego miejsca, poznające nowych ludzi, zarówno rodaków jak i obcokrajowców, decydujące o swoim życiu i cieszące się tym, co mają. I to właśnie chyba tych ludzi lubi się najbardziej. Oczywiście cała reszta mimo, że prawdziwa, jest mocno przerysowana i opisana w żartobliwy sposób, ale wierzę, że Wy załapaliście sam przekaz i czytając tekst nie raz się uśmiechnęliście.

czwartek, 5 października 2017

Dekalog Emigranta




Dekalog. Dziesięć przykazań, czyli zbór podstawowych nakazów i zakazów moralnych. Chyba każdy zgodzi się, że taki zbiór zasad, które określają, co jest dobre, a co złe jest nam potrzebny. Bo jaki byłby świat bez poczucia moralności, czy empatii? Zastanawiacie się pewnie, skąd ten filozoficzny wstęp. Nie, wpis nie będzie miał nic wspólnego z religią. Na wielu płaszczyznach życia obowiązują nas zasady moralne i etyczne. Uważam, że będąc na emigracji także powinniśmy trzymać się pewnych wytycznych. Stworzyłam zatem Dekalog Emigranta, czyli subiektywny zestaw zakazów, nakazów i odpowiednich zachowań, do którego moim zdaniem powinien stosować się każdy człowiek żyjący na obczyźnie.

SZANUJ KRAJ, DO KTÓREGO WYJECHAŁEŚ

W dzisiejszych czasach emigracja następuje najczęściej z własnego wyboru i do owej decyzji nikt nas nie przymusza. Tak, jest wiele ludzi, którzy wyjechali „za chlebem”, jak to powszechnie mówi się w Polsce, aczkolwiek zapewne żadna z tych osób decydując się na wyjazd nie miała przystawionego do skroni pistoletu. Obcy kraj przyjął Cię z otwartymi ramionami, dał Ci zatrudnienie i dom. Wiele osób powie: „Do wszystkiego doszedłem tutaj sam”. Gratuluję, jednak jest jedna bardzo ważna rzecz, bez której nie mógłbyś tego wszystkiego dokonać. Danie Ci możliwości życia w tym kraju. I o tym należy pamiętać. Coś może Ci się nie podobać, masz prawo krytykować, wyrażać własne zdanie, dyskutować, ale nie obrażać, okazywać brak szacunku i rzucać obelgami, ponieważ ostatecznie to Ty jesteś tutaj gościem.

NAUCZ SIĘ JĘZYKA KRAJU, W KTÓRYM PRZEBYWASZ

Jest mnóstwo ludzi, którzy decydując się na emigrację wybierają kraj, którego języka nie znają. Nie ma w tym oczywiście nic złego, dopóki dana osoba zachowuje otwarty umysł i wyraża chęć nauczenia się owego języka. Nie wszędzie mówi się po angielsku, dlatego im więcej języków, tym łatwiej się żyje. Przykładem jest Hiszpania. Egzystować bez hiszpańskiego można, ale życie takie bywa trudniejsze i mniej ciekawe. A jeśli po kilku latach przebywania na emigracji nadal nie znasz języka swego kraju, nie narzekaj, że ciężko Ci się porozumieć, bo mieszkańcy nie mówią po angielsku, ponieważ to Ty sprowadziłeś się do ich kraju i to Ty dla własnej wygody powinieneś poczynić jak najwięcej kroków, aby owa emigracja była przyjemniejsza i łatwiejsza zarówno dla Ciebie, jak i dla tubylców. Ciężko mi zrozumieć emerytowanych Anglików, czy Niemców, którzy w Hiszpanii spędzają całe lata, a ich znajomość hiszpańskiego ogranicza się do „dzień dobry”, a co najbardziej szokuje to ich oburzenie, gdy Hiszpan w Hiszpanii nie odpowiada im po angielsku (nie potrafi).

BĄDŹ OTWARTY NA KULTURĘ

Co kraj, to obyczaj mówi stare przysłowie, które nie mogłoby być trafniejsze. Wyjeżdżając do innego kraju nie zamykaj się na jego kulturę. Przecież nie ma nic piękniejszego od poznawania świata i zdobywania wiedzy. Nie twórz swojej małej Polski, ponieważ chyba właśnie po to opuściłeś ojczyznę. Kultywuj swe narodowe tradycje, ale nie odcinaj się przy tym od nowych zwyczajów, a zobaczysz, jak miło przyjmą to mieszkańcy kraju, w którym mieszkasz.

NIE ZAPOMINAJ, GDZIE OJCZYZNA TWOJA

Otwieranie się na kulturę innego kraju wcale nie musi oznaczać wyrzeknięcia się swego pochodzenia. Pamiętaj o swej polskości. Szanuj polskie tradycje, obchodź polskie święta, nie rozsiewaj wrogich nastawień obcokrajowców do swej ojczyzny. Nie mów: „Bo wy, Polacy, tam w Polsce to nie macie tego i tamtego”. Nie „wy”, lecz „my”, ponieważ Ty nadal jesteś Polakiem. Polakiem na emigracji. Nie zamieniaj się w typowego Polaka na obczyźnie, który odwiedzając ojczyznę zachowuje się jak król świata, któremu wszystko wolno, który na wszystko może sobie pozwolić i który w „swoim kraju ma dużo lepiej”, a w Anglii zarabia w magazynie najniższą krajową. Uwierz, takie zachowanie odrzuca.  

SZANUJ JĘZYK SWÓJ I AKCENT SWÓJ

Ile czasu trzeba spędzić na emigracji, aby mówić po polsku jak Dżoana Krupa? Tak, mnie też zdarza się myśleć po hiszpańsku, mnie też czasami mylą się zwroty i mnie też do głowy przychodzą niekiedy w pierwszej kolejności hiszpańskie słówka. Ale nie wracam do domu i nie pytam mojej mamy z przesadzonych zagranicznym akcentem: „Jak to się mówiło po polsku? Łóżko?”. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że osoby, które na emigracji spędziły większość życia czasami z przyzwyczajenia mogą mieć trudności z językiem polskim, ale nie może przyjść do mnie chłopak, który mieszka w Anglii 3 lata, pracuje z Polakami i co czwarte słowo w jego zdaniu to angielski odpowiednik. I tylko: „Jak to było po polsku? Gasz, dżizys, zapomniałem… Ach, tak! BIGOS.”  

SZANUJ TUBYLCA SWEGO KRAJU

Obserwuję Polaków mieszkających zagranicą, jestem nawet na kilku grupach na Facebooku, a ich zachowanie momentami przeraża. Ja rozumiem, że coś może się nie podobać. Rozumiem, że ktoś mógł Ci podpaść. Rozumiem, że nie ze wszystkim musisz się zgadzać. Ale nazywać mieszkańców kraju, który Cię przyjął debilami, bezmózgowcami, pojebami, kurwami…? Halo, powoli chyba wymyka się to nam spod kontroli. I to okropne uogólnianie i wrzucanie wszystkich do jednego worka. Bo Hiszpanie to zasrani debile, nie znają angielskiego. Angole to pieprzone brudasy, zawsze syf po sobie zostawiają. Francuzi to pedały, bo stroją się jak baby. A teraz posłuchaj: Polacy to jebani złodzieje, tylko kradną. Polacy to obrzydliwi alkoholicy, nie umieją pić z kulturą. Polki to dziwki, do łóżka idą z każdym. Polacy to wieśniacy. Polska to Trzeci Świat, mają tam kino? Polscy kibice to bandyci. I tak dalej, i tak dalej. Fajnie się czyta? Nie sądzę.

SZANUJ BRATA SWEGO NA OBCZYŹNIE

Tak jak szacunek należy się tubylcom, tak i rodakowi. Chyba każdy choć raz usłyszał zdanie: „Polak Polakowi wilkiem”. Znów mogę podać przykłady choćby z portali społecznościowych. Wyzwiska, obelgi, cynizm. Ludzie czasami boją się zapytać o coś rodaka ze strachem oczekując wyśmiania lub obraźliwej/ironicznej odpowiedzi. A to tylko Internet. Mało jest takich historii z życia codziennego? Niestety przypadki takie nie są jedynie pojedynczymi incydentami. Kiedy przeprowadziłam się do Barcelony i opowiadałam o tym, że może znajdę jakichś znajomych Polaków, od pewnej koleżanki (emigrantki) usłyszałam: „Może lepiej nie, wiesz jacy potrafią być Polacy zagranicą”. I wiemy chyba wszyscy. Szanuj brata swego, bo kto jak nie rodak może wyciągnąć pomocną dłoń, gdy borykasz się z problemami na samotnej emigracji?

SZANUJ ZWYCZAJE KRAJU SWEGO

Nie musisz jeść 12 winogron w Sylwestra. Nie musisz jeść indyka na Boże Narodzenie. Nie musisz obchodzić Święta Dziękczynienia. Nie musisz uczestniczyć w bitwie na pomidory. Ale szanuj to, że każdy kraj ma swoje tradycje i zwyczaje. Nie obrażaj, nie wyśmiewaj, nie szydź. Bo każdą, nawet negatywną opinię można wyrazić w uprzejmy sposób. P. S. Oczywiście mam tu na myśli „normalne” tradycje, a nie np. walki byków, które kłócą się z moralnością i nie powinny być kultywowane.

NIE OCZEKUJ WIĘCEJ, NIŻ MOGĄ CI DAĆ

Miałam okazję przebywać kilka razy w Anglii, ponieważ mam tam rodzinę oraz przyjaciół. Chyba wszyscy wiemy, że jest to kraj, który oferuje ogromną pomoc socjalną niezależnie od pochodzenia. Wyjeżdżasz zagranicę, obcy kraj przyjmuje Cię bez problemu. Dostajesz pracę nie znając języka angielskiego, dostajesz mieszkanie, bo Cię na nie nie stać, Twoje dziecko może za darmo uczęszczać do przedszkola kilka godzin tygodniowo. Dostajesz to, o czym tylko mógłbyś pomarzyć w Polsce. Co robisz? Narzekasz. A bo przydzielili mi 50 funtów mniej socjala, bo mąż dużo zarabia. A to ucięli mi pomoc, bo przekraczam limit zarobków. A bo to do mieszkania muszę dopłacać 50 funtów, a nie jest za darmo. A bo nikt nie wybudował mi jeszcze pałacu, nie obrzucił złotem i nie skacze wokół mnie, jak na księżniczkę przystało. Trochę pokory i wdzięczności, bo jesteś tam gościem, a traktują Cię jak swojego.

Oto mój Dekalog Emigranta. Być może momentami zbyt dosadny, ale chciałam wyraźnie przekazać moje myśli. Mam nadzieję, że nikt nie odbierze go negatywnie i że znajdą się osoby, które podzielą mój punkt widzenia. Dekalog w mojej opinii tyczy się każdego emigranta, choć na szczęście wielu nawet bez niego potrafią zachować godność, moralność i etykę. Jeśli Dekalog Ci się spodobał, udostępnij. Być może trafi on do osoby, która go potrzebuje i w porę się opamięta.

piątek, 19 maja 2017

Z życia emigrantki




O życiu na emigracji można czytać w Internecie w nieskończoność. Jedni narzekają chcąc za wszelką cenę wrócić do Polski, inni nie wyobrażają sobie powrotu do ojczystego kraju. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją historią i opowiedzieć, jak to jest z tym życiem na emigracji w moim przypadku oraz przedstawić ogólne przemyślenia na ten temat.

Do Hiszpanii wyjechałam, ponieważ zwyczajnie chciałam. Tak, odkąd pamiętam moim marzeniem było zamieszkanie w Hiszpanii i owo marzenie udało się spełnić. Z Polski nie „wypędziła” mnie pogoń za szukaniem pracy, czy beznadziejna sytuacja ekonomiczna (w końcu w Hiszpanii na ten moment w tym aspekcie jest gorzej niż w Polsce!), dlatego moja sytuacja różni się nieco od położenia młodych ludzi, którzy lawinowo emigrowali np. do Anglii w poszukiwaniu lepszego bytu i odłożenia paru złotych. Sprawa była nieco ułatwiona, ponieważ na miejscu miałam chłopaka, więc nie musiałam zmagać się z problemami emigrantki zupełnie sama i zawsze miałam na kogo liczyć w każdej dziedzinie życia. Wiem, że gdybym była zupełnie sama, decyzja o wyprowadzce do Barcelony byłaby dużo trudniejsza, dlatego podziwiam ludzi, którzy rzucają wszystko i są na tyle odważni, aby przenieść swoje życie do innego kraju będąc tam zdanymi jedynie na samych siebie. Mimo sprzyjających okoliczności i miłości do kraju, w którym żyję, i mnie dopadają chwile chandry i z sentymentem wspominam życie w Polsce.

Należę do osób, które przywiązują się do ludzi, chociaż może nie jestem typem człowieka, który każdą napotkaną osobę zaraz nazywa przyjacielem i ma grono znajomych w niemalże każdym mieście Polski. Jednakże posiadam kilka naprawdę bardzo bliskich mi osób, z którymi utrzymuję kontakt mimo dzielących nas kilometrów. To właśnie za rodziną i przyjaciółmi tęsknię oczywiście najbardziej. Przyzwyczajona byłam do codziennych spotkań ze znajomymi, które z chwilą mojego wyjazdu zmieniły się w wizyty 3 czy 4 razy do roku, a jedyne spontaniczne spotkania, to te na skype. Wiem, że w Barcelonie mam szansę na zawarcie kolejnych przyjaźni i mam już paru znajomych, jednakże z wiekiem jest nam coraz trudniej zawiązywać nowe znajomości i starać się, aby były tak silne, jak te trwającego długie lata. Często też brakuje na to czasu, bo albo praca, albo dom, a wolne weekendy zwyczajnie chce się spędzać w kręgu rodzinnym, bo w tygodniu niekiedy brakuje chwili na rozmowę, czy zabawę z dzieckiem. My sytuację mamy utrudnioną, ponieważ zarówno moja rodzina, jak i rodzina mojego partnera żyje poza Barceloną, moja w Polsce, jego na drugim końcu Hiszpanii. Być z malutkim dzieckiem zupełnie samą, gdy babcia nie może przyjść z ratunkiem, kiedy nie spałaś trzy noce pod rząd, aby trochę Cię odciążyć, czy gdy przyjaciółka nie może wpaść na kawę, aby porozmawiać nie o kupkach, pieluchach i ząbkowaniu, zwłaszcza w momentach kryzysowych, nie jest łatwo. A takie momenty kryzysowe zdarzają się i mnie. Bo jeśli macierzyństwo już samo w sobie jest niezwykle trudnym zadaniem, to jak ma takim nie być na emigracji, która mimo, iż z własnego wyboru, to nie zawsze jest kolorowa. Już same odwiedziny bliskich, to nie lada wyzwanie. Lot samolotem to jakieś 3 godziny, niby niedługo, na studiach powrót do domu pociągiem zajmował mi 6 godzin, ale i tak traci się na podróż cały dzień. Nie wystarczy tylko wsiąść do samochodu i odjechać. A jak podróżowałaś kiedyś sama z dzieckiem, jak to zdarzyło się i mnie, to wiesz doskonale, że bez pomocy obcych Ci ludzi się nie obędzie. Dobrze, że Alex znosi loty samolotem bardzo dobrze i nie urządza dwugodzinnych koncertów, bo lecąc sama nie mogłabym podrzucić go tacie unikając tym wrogich spojrzeń pasażerów i udawać, że właśnie się poznaliśmy. 

Hiszpanie to odmienny od Polaków naród i nie każdemu może przypaść do gustu sposób, w jaki żyją. Ja lubię tę ich otwartość, powszechny entuzjazm i przyklejony do twarzy uśmiech, ale czasami ma się już dość ogólnej nieodpowiedzialności, braku organizacji, czy nawet niepunktualności. Gdy któryś z moich przyjaciół boryka się z problemem, staramy się przeanalizować sytuację i próbować znaleźć rozwiązanie. W Hiszpanii często usłyszałabym „Nie przejmuj się.”, „To nic takiego.”, „Jakoś będzie.”, a przecież w kryzysowym momencie ostatnie, co chcemy usłyszeć, to właśnie to proste, nadużywane zdanie. A jednak rozmowy na skype z polskimi przyjaciółmi nigdy całkowicie nie zastąpią spotkań i plotek w cztery oczy.

Decydując się na wyjazd do Barcelony mimo pomocy partnera, musiałam zacząć wszystko od nowa. Moje życie zmieniło się o 180 stopni i startowałam niemalże od zera. Mieszkanie, praca, to tylko techniczne aspekty emigracji, a przecież oczywistym jest, że samo zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu trwa pewien okres, nie wspominając już, ile czasu kosztuje przystosowanie się do obcych miejsc za granicą. Język, kultura, zwyczaje, różniąca się od dotychczasowej codzienność. Nierzadko w tym momencie pojawia się zwątpienie, czy decyzja aby na pewno była słuszna. Znam osoby, które żyjąc za granicą nie próbują otwierać się na kontakty z tubylcami, wolą zamykać się w małych grupach z innymi Polakami. Budują swoją polską rodzinę i narzekają wzajemnie na miejscowych. Ja oczywiście do takich osób nie należę. Nie po to opuściłam kraj przenosząc się do innego, który rozmiłował mnie w sobie lata temu, aby teraz tworzyć w Hiszpanii moją małą Polskę. Nie mam tu oczywiście na myśli zamykania się na kontakty z rodakami, a raczej odwrotnie – otwieranie się po prostu na znajomości z innymi nacjami. 

Wspomniałam o pracy. Cóż, nie da się ukryć, że sytuacja na rynku pracy w Hiszpanii nie zachwyca. O zatrudnienie ciężko często samym Hiszpanom, zadanie więc staje się utrudnione, gdy w grę wchodzi obcokrajowiec. Niby nie mam styczności z dyskryminacją na tle rasowym, nie spotykam się raczej z rasizmem, ale wciąż jednak istnieje wielu pracodawców, którzy większym zaufaniem obdarzą rodaka. Dodatkowo, akurat w moim zawodzie do pracy najczęściej wymagany jest język kataloński, którego niestety jeszcze się nie nauczyłam, co stanowi jedną z ważniejszych przeszkód na drodze do zdobycia zatrudnienia. Praca w obcym języku mimo braku bariery językowej może okazać się dużo bardziej stresująca już ze względu na sam fakt braku możliwości posługiwania się językiem ojczystym.  Rozmowa kwalifikacyjna w hiszpańskim to dla mnie wciąż duży stres mimo, iż posługuję się nim przecież biegle. 


Niemiłym odczuciem, z jakim spotykam się, rzadko, ale spotykam, odkąd zamieszkałam na stałe w Barcelonie jest ludzka zazdrość i zawiść. Ale nie taka zdrowa zazdrość, kiedy zazdrościsz, że koleżance udało się wygrać w lotka, czy że znajomy z pracy spędza urlop letni na Karaibach i myślisz „Kurde, ale fajnie, też bym tak chciała.”, zamiast „Jeśli ja nie mam, to on też nie powinien.”. Mówię o zazdrości, która przejawia się nieprzyjemnymi komentarzami na temat tego, jak to ja błogo sobie żyję. Słońce, plaże, wino – w tej Hiszpanii, to ma się wieczne wakacje i nic nie trzeba robić. Nazywam to zazdrością, ale właściwie nigdy nie zastanawiałam się głębiej nad tym, czy to tylko i czy aby zazdrość. Naprawdę tak wielu ludzi uważa, że życie w Hiszpanii to wieczna fiesta i sjesta. Owszem, jest ciepło, są plaże, jest słońce, jest wino i oliwki, ale nawet w tej słonecznej Barcelonie ja również muszę borykać się z problemami życia codziennego. Problemami, których słońce i ładna pogoda nie rozwiążą. Ja również zmagam się z rutyną, która czasami wkrada się w nasze życie i ku zaskoczeniu wielu osób nie leżę plackiem na plaży połowę dni w roku. Zresztą, dlaczego miałabym czuć się winna za coś, na co nie mam kompletnie wpływu? Nie piszę tego po to, aby narzekać, czy żalić się, ale aby przyznać, że Hiszpania to nie wieczne wakacje, a przynajmniej nie dla mnie.

Żyjąc za granicą łapię się na tym, że porównuję wiele rzeczy z tymi polskimi. Czasami zdarza mi się jeszcze przeliczać ceny na nasze polskie złotówki, choć wiem, że zarobki też są różne, więc nie wszystko jest się w stanie przeliczyć jeden do jednego. Ale nie myślę tu jedynie o pieniądzach, a o wszelkiego rodzaju sprawach. I nie wstydzę się przyznać, że coś może być lepsze w Polsce, ale również nie boję się powiedzieć na głos, że niektóre aspekty życia chwalę sobie bardziej w Hiszpanii. Owe chwalenie nie zawsze spotyka się z entuzjazmem odbiorców, a przecież wcale nie chodzi o to, że uważam się za lepszą, ponieważ mieszkam w Barcelonie, a komplementowanie Hiszpanii nie jest wcale wyśmiewaniem Polski. Fakty są faktami, a ja zawsze mam prawo do subiektywnej opinii, o czym chyba wielu ludzi wciąż zapomina, i to czasami tych bliskich.  


Mimo kryzysowych chwil, gorszych dni, czy niektórych trudów, z którymi zmagać się musi prędzej, czy później chyba każdy emigrant, mimo tęsknoty za rodziną i przyjaciółmi, przyznaję, że czuję się lepiej w Hiszpanii i decyzja związana z dylematem: Polska, czy Hiszpania okazała się trafną ze wskazaniem na tę drugą. W ogóle uważam, że emigracja – mieszkanie w obcym kraju, czy to na krótszy, czy dłuższy okres, to cudowna przygoda i mogłabym polecić ją każdemu. W pewien sposób hartuje nas jako ludzi, wzmacnia nasz charakter i przede wszystkim pozwala inaczej spojrzeć na rodzimy kraj, czy nawet świat. Jest to pewnego rodzaju szkoła życia, z której moim zdaniem wyciągnąć możemy wiele pozytywnych lekcji i chłonąć wiedzę na temat innego kraju, jego kultury, zwyczajów i ludzi oraz nauczyć się dopasować do wymogów życia, w których się znajdziesz.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała, jak Wam żyje się na emigracji? Chwalicie sobie, czy raczej tęsknicie za Polską? A ci, którzy mieszkają w mym rodzimym kraju, czy bylibyście w stanie zrezygnować z dotychczasowego życia i zacząć wszystko od nowa w obcym kraju?