Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie w hiszpanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie w hiszpanii. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 kwietnia 2018

Pamiętasz...? Możesz być z siebie dumny




Decyzja o emigracji to zamknięcie pewnego etapu w życiu po to, aby rozpocząć zupełnie nową i pełną wyzwań przygodę. Początki z reguły nie są łatwe i często wymagają determinacji i poświęcenia. Pamiętasz jeszcze siebie sprzed kilku lat, gdy wylądowałeś w absolutnie nieznanym, bądź też kojarzonym jedynie z wakacyjnych wypadów miejscu? Co zmieniło się przez te lata? Jak zmieniłeś się Ty? Czego się nauczyłeś i co osiągnąłeś?

Wszyscy zaczynamy podobnie. Otwieramy oczy i ukazuje się nam nowa rzeczywistość, całkiem inna kultura, zwyczaje, styl życia, a w głowie rodzi się pytanie: Co ja tu robię? Czy na pewno będę tu szczęśliwy? Odpowiedź na owy dylemat często przychodzi dużo później i może różnić się zależnie od historii każdego z nas. Początki nie są łatwe. Szczęściarzami mogą nazywać się ci, którzy w nowym domu nie znaleźli się zupełnie sami, bowiem towarzystwo to bardzo ważna kwestia w pierwszych, samotnych dniach emigracji, gdy serce wciąż jeszcze tęskni za ojczyzną, lecz jednocześnie rozpierają je emocje dotyczącego tego, co wciąż przed nami.

Czy pamiętasz wątpliwości, które kołatały się w Twojej głowie przez pierwsze tygodnie? Czy pamiętasz wylane łzy z tęsknoty i ciążące myśli o powrocie, które ciężko było odepchnąć? Bo gorszy dzień na emigracji dopadł każdego z nas, a jeśli jeszcze się przed nim uchroniłeś, przygotuj się, ponieważ ten moment nadejdzie. Uczucie zwątpienia jest zupełnie naturalne, w końcu totalna zmiana dotychczasowego środowiska, kultury, sposobu życia to ogromne wyzwanie, do którego człowiek musi stopniowo przywyknąć.


Pamiętasz tę szarą myszkę, którą ogarniał strach przy każdej konieczności rozmowy z obcokrajowcem? Układanie w głowie wyobrażonej konwersacji przed wykonaniem telefonu, która ostatecznie potoczyła się zupełnie inaczej? Uśmiechanie się, gdy nie zrozumiałeś swego rozmówcy, lecz wstyd Ci prosić o powtórzenie po raz trzeci, dlatego wdzięcząc się błagasz w duchu, aby wypowiedziane słowa nie były pytaniem? Bariera językowa to problem wielu przyjezdnych. Pamiętasz godziny stresu, walki, nauki nowego życia i osobistej adaptacji? Pamiętasz, gdy wydawało Ci się, że bez pomocy tubylca lub chociaż obeznanej we wszystkim osoby, nie będziesz w stanie załatwić nic na własny rachunek? Pamiętasz trzęsące się ręce przed wejściem do jakiegokolwiek urzędu? A może nawet moment, w którym oblewałeś się rumieńcem, gdy ekspedientka w sklepie wesoło Cię zagadywała, a Ty nie rozumiejąc ani słowa, przepraszałeś wyuczoną wcześniej regułką?

Pamiętasz walkę o znalezienie zatrudnienia? Pamiętasz swą pierwszą rozmowę kwalifikacyjną? Samo doświadczenie bywa stresujące, a dodajmy do tego jeszcze nowy kraj, inny język i odmienne wymagania. Pamiętasz radość, gdy udało Ci się osiągnąć cel i otrzymałeś zasłużoną pracę?

Pamiętasz te wszystkie trudności, z którymi musiałeś zmagać się w pierwszych tygodniach, czy nawet miesiącach emigracji? Wydają się bardzo odległe, prawda? Spójrz w przeszłość i pomyśl o tym, ile osiągnąłeś. Możesz być z siebie dumny. Na miejscu niepewnego, nieobeznanego w niczym przyjezdnego pojawił się zdecydowany, śmiały i czekający na wyzwania człowiek. Mimo, iż kraj wciąż może Cię zaskoczyć, nie chowasz już głowy w piasek i nie czekasz, aż odpowiedź sama spadnie z nieba, lecz bierzesz sprawy we własne ręce i szukasz rozwiązania. Język i nowości kulturowe nie stanowią dla Ciebie żadnego problemu. Przetrwałeś najgorsze – czas adaptacji, zagubienia, wątpliwości. Jesteś silnym i odważnym człowiekiem, który może pochwalić się jednym, wielkim osiągnięciem – zbudowaniem od zera nowego życia na obczyźnie, co nie należy do zadań najłatwiejszych. Dlatego, gdy kiedyś zwątpisz w swoje możliwości, gdy dopadnie Cię niepewność, przypomnij sobie to, jaką byłeś osobą jeszcze kilka miesięcy, czy lat temu, gdy zaczynałeś przygodę z emigracją i zwróć uwagę na to, jaką osobą jesteś teraz, ponieważ bez wątpienia masz prawo dodać do osobistej listy kilka dodatkowych atutów. Każdego może dopaść gorszy dzień, chwila zwątpienia, to nie żaden wstyd. Pamiętaj jednak, że na zawsze pozostaniesz osobą, która poradziła sobie z ogromnym życiowym wyzwaniem, jakim jest emigracja i która może być z siebie niesamowicie dumna.  

niedziela, 18 marca 2018

Czy wrócę do Polski? Czyli plany na najbliższą przyszłość...




Problemami, z którymi zmaga się wielu emigrantów jest brak akceptacji nowej sytuacji, długotrwała aklimatyzacja i rozerwanie między nowym krajem, a ojczyzną. Decyzja o przeprowadzce najczęściej zostaje podjęta samodzielnie, nieprzymuszenie, choć być może nie do końca świadomie. Emigracja z wyobrażeń rzadko przypomina rzeczywistość, czy to w pozytywnym, czy negatywnym aspekcie. Wielu ludzi pyta mnie, czy zostanę w Hiszpanii na zawsze, czy to właśnie tutaj chcę spędzić resztę mojego życia. Pytanie niełatwe, nie zwykłam bowiem zaglądać tak daleko w przyszłość, ponieważ z doświadczenia wiem, że los lubi płatać figle i zupełnie poprzestawiać przygotowane wcześniej plany. Jedno jednak wiem na pewno. Wiem, co czuję i czego pragnę właśnie w tym momencie. A jest to Hiszpania.

Hiszpania jest bowiem moim domem. Polska na zawsze pozostanie w mym sercu i z głębokim sentymentem wspominam spędzone tam lata oraz cieszę się jak dziecko, gdy kupuję bilety lotnicze na święta, jednak z dniem decyzji o przeprowadzce wiedziałam, że aby osiągnąć pełną akceptację nowego życia, będę musiała przestawić swą mentalność i myśleć o Polsce w czasie przeszłym, nie teraźniejszym. Nie było to zadanie trudne, ponieważ o Hiszpanii marzyłam od nastoletnich lat, także emigracja była poniekąd spełnieniem skrytego pragnienia. Mój staż nie należy do najdłuższych, jednak mimo to, jestem w stanie otwarcie i szczerze przyznać, że Hiszpania stała się moim domem. To tutaj poznałam miłość mojego życia, założyłam rodzinę oraz spełniam się jako partnerka, matka, kobieta i człowiek.


Wielu emigrantów wciąż tęskni za Polską, odczuwa pustkę, smutek i brak czegoś, co ciężko określić słowami. Ja również tęsknię i oddałabym wiele, aby moi bliscy mieszkali zaledwie parę ulic, czy choćby kilometrów dalej. Zaakceptowałam jednak myśl, że jest to obecnie zwyczajnie niemożliwe, a owa wewnętrzna akceptacja mojej sytuacji przyniosła spokój ducha. Nie czuję, abym opuszczając Polskę coś straciła, abym nieustannie zmagała się z brakiem czegoś, co posiadałabym w Polsce, a co poprzez decyzję wyjazdu do tak odległego kraju codziennie tracę. Czy niczego mi zatem nie brakuje? Brakuje mi ludzi. Rodziny, przyjaciół, znajomych twarzy. Gdybym mogła coś zmienić, przeniosłabym ich wszystkich tu, do mojej Hiszpanii. Za czym innym mogłabym tęsknić na tyle, aby nie móc sobie z tym uczuciem poradzić? Rzeczy materialne są do odtworzenia. W Europie coraz łatwiej o polskie produkty wszelkiego rodzaju. Jeśli chodzi o mentalność, mam wrażenie, że lepiej odnajduję się w hiszpańskim stylu życia. Uwielbiam urlopy w Polsce, ale tylko te chwilowe, bo wtedy właśnie uczę się doceniać ojczyznę. Żyjąc w Polsce każdego dnia marzyłam o wyjeździe, przeprowadzce do słonecznej Hiszpanii, w której wszystko wydaje się łatwiejsze, piękniejsze, prostsze. Gdy sen miał się ziścić, odliczałam dni do wylotu, aby ostatecznie ze łzami w oczach, lecz ogromną ekscytacją w sercu opuścić dotychczasowy dom. Teraz jednak, gdy pojawiam się tam zaledwie parę razy w roku, nauczyłam się zauważać drobne szczegóły, zwracać uwagę na aspekty, które kiedyś kompletnie mi umykały. Rozmowa w ojczystym języku bez najmniejszej trwogi, że rozmówca mnie nie zrozumie, głośne kolędy i mnóstwo rodzajów ryb na wigilijnym stole, prószący delikatnie śnieg, zjeżdżanie na workach wypchanych słomą, biblioteka pełna polskich książek i film w kinie w ojczystym języku, pierogi ruskie na obiad i śledź w lodówce, bycie „panią” Aurelią, srebrzyste jeziora z wędkarzami na pomostach, przestrzeganie przepisów drogowych, stare, budzące wspomnienia pociągi bez przedziałów… Wszystkie te aspekty przypominają mi o mojej ojczyźnie, jednak zadowalam się nimi w pełni te kilka razy w roku i może dzięki temu potrafię je docenić.

Nie żal ci tego wszystkiego, co zostawiłaś za sobą? Usłyszałam nie raz. I tym razem się powtórzę. Żal mi bliskich osób, które zostały kilka tysięcy kilometrów za mną. Czy jednak odczuwam na co dzień tę różnicę odległości? W wieku 18 lat wyjechałam na studia do Warszawy, ponad 400 km od mojej rodzinnej miejscowości. Tak, podróżowanie między miastami było łatwiejsze, ponieważ wystarczyło wskoczyć do pociągu, jednak wbrew pozorom wcale nie wskakiwałam do niego tak często. Wizyty w rodzinnym domu nie odbywały się dużo częściej niż te obecne, a różnica odległości jest przecież ogromna. Poniekąd więc zahartowałam się i przywykłam do rzadkich spotkań z najbliższymi, choć nie oznacza to, że przy pożegnaniu przed przeprowadzką do Hiszpanii nie polały się litry łez. Mogę pokusić się jednak o stwierdzenie, że studia w pewien sposób przygotowały mnie na kolejną, jedynie dalszą rozłąkę. A przyjaciele? Tęsknię, dlatego staram się, aby owa tęsknota nie owładnęła mną całą i utrzymuję codzienny kontakt z tymi, na których najbardziej mi zależy.


Nie odrzucam myśli powrotu do Polski, ponieważ nie jestem w stanie przewidzieć przyszłości i tego, co mnie czeka. Jednak po latach platonicznej miłości do Hiszpanii, a naprawdę były to długie lata, po spełnieniu marzenia, o którym wiedziała każda osoba, która zamieniła ze mną więcej niż dwa słowa, nie wyobrażam sobie na ten moment porzucenia życia, które tu zbudowałam. Hiszpania nie była dla mnie nowym miejscem, ponieważ miałam okazję odwiedzić jej sporą część dużo wcześniej. A skoro była, i nadal jest moją pasją, czytałam, szukałam, oglądałam i poznałam choć odrobinę jej specyfikę, zanim przeniosłam się tu na stałe. Prawdziwe życie nie przypomina wyobrażeń, dlatego tak jak i w każdym miejscu, również w Hiszpanii przyszło mi zmagać się z problemami, niedociągnięciami, zagwozdkami. Czy w Polsce nie byłoby pod tym względem podobnie? Problemów nie uniknie się nigdzie, jedynie ich osobliwość może się zmieniać w zależności od kraju. Dlatego cieszę się, że emigracja nie jest moim brzmieniem, że nie muszę płakać po każdej rozmowie przez Skype i pluć sobie w brodę, dlaczego zdecydowałam się na wyjazd, ponieważ mogę sobie wyobrazić, jak trudne musi być to przeżycie. Zakończę prostym, acz prawdziwym zdaniem. Jestem szczęśliwa w Hiszpanii i mam głęboką nadzieję, że tak też pozostanie, a jeśli nie? Dopiero wtedy zacznę się o to martwić.  

środa, 28 lutego 2018

8 zasad prawidłowego życia w Hiszpanii



Świat jest pełen niespodzianek, bowiem każde miejsce zaskakuje nas czymś nowym. Podróżując poznajemy zupełnie nową kulturę, mamy okazję przeżyć mnóstwo przygód, których nie doświadczylibyśmy nigdzie indziej oraz zgłębiamy tajemnice wszelkich zakątków globu z osobna. Każdy kraj ma własne, niezastąpione tradycje, zwyczaje, symbole, charakterystyczne znaki. Wiele ludzi pyta mnie, czym Hiszpania różni się od Polski, co jest w niej wyjątkowego, czym mnie zaskoczyła. Bliscy proszą, abym podzieliła się moimi spostrzeżeniami co do najbardziej charakterystycznych cech tego kraju. Zastanawiają się, jakie są przyzwyczajenia Hiszpanów, do czego musiałam przywyknąć ja oraz na jakie kompromisy przyszło mi przystać. I właśnie tym zajęłam się dzisiaj pisząc tekst, w którym opowiem Wam o tym, jak żyć w kraju oliwą płynącym. Przeczytajcie zestawienie ośmiu zasad egzystencji w Hiszpanii, dzięki którym Wasz pobyt w tym miejscu będzie łatwiejszy oraz być może przyjemniejszy.

1. POWOLI, ALE DOBRZE

Hiszpanie niespecjalnie lubią się przemęczać, więc jeśli chodzi o pracę, starają się oni, aby nie była ona zbyt skomplikowana. Jednym z pomysłów, który w mniemaniu Hiszpanów miał ułatwić funkcjonowanie było skomputeryzowanie wszystkiego co możliwe. Dlatego do wszelkich urzędów bardzo często umawiać się będziesz telefonicznie lub internetowo i nie ma mowy o zrobieniu wyjątku, ponieważ zepsuł Ci się akurat komputer. A jak już się umówisz, to nie oczekuj, że przyjęta zostaniesz koniecznie o umówionej godzinie. Nie spiesz się do lekarza, ponieważ szanse na to, że wejdziesz o czasie są nikłe. A ostry dyżur to przynajmniej dwugodzinna impreza w poczekalni. Pocieszeniem może być naprawdę dobra opieka medyczna, więc ostatecznie możesz dojść do wniosku, iż spędzony na oczekiwaniu czas nie poszedł na marne.


2. WSZYSCY JESTEŚMY BRAĆMI

Jedną z ważniejszych zasad życia w Hiszpanii jest wszechstronna otwartość. Zagaduj do wszystkich, uśmiechaj się, odpowiadaj na zadawane pytania, nie krępuj się dzielić swymi przygodami z zupełnie obcymi osobami. Pamiętaj, że zakupy w supermarkecie pod domem nie muszą być nudne, a wizyta listonosza jedynie formalnością. Nie zapomnij, aby zwracać się do wszystkich na ty, no, może z wyjątkiem tych najstarszych. I nie przestawaj prawić komplementów, zamiast po imieniu, łatwiej będzie zwrócić się  do koleżanki  po prostu "piękna". A witając się koniecznie ucałuj swego rozmówcę, którego w trakcie rozmowy możesz bez skrępowania poklepywać po plecach, łapać za dłoń, czy głaskać po ramieniu. I przede wszystkim rozmawiaj, dużo rozmawiaj. Generalnie po prostu nie przestawaj gadać, jednak pamiętaj, że pytanie "qué tal?" nie oczekuje wcale odpowiedzi, więc nie ma potrzeby, abyś żaliła się na nowego szefa w pracy i brudne naczynia w zlewie.

3. POSIŁEK ŚWIĘTY ŚWIĘCIĆ

Wino to Twój ukochany napój, a jamón, oliwki i chorizo to uwielbiane przysmaki. A jeśli wspomniałam już o napojach, zapomnij o herbacie chyba, że lubisz tę parzoną w mikrofali. A zupę jeść będziesz tylko zimą. Przestrzegaj godzin posiłków, obiadu i kolacji nie możesz serwować kiedy masz ochotę, a kiedy pozwoli Ci na to hiszpański świat. I nigdy nie zapomnij o bagietce, która według Hiszpana idealnie pasuje do każdego rodzaju dania.

4. PIRAT DROGOWY

Jazda samochodem nie powinna sprawiać Ci większych kłopotów, jeździsz bowiem tak, jak Ci się podoba, a kierunkowskazy zarosnąć powinny kurzem. A gdy przyjdzie Ci parkować, podobnie jak wyżej - według Twojego uznania. Może zdarzyć się tak, że zostawisz samochód na środku jednokierunkowej jezdni, bo najdzie Cię akurat ochota na puszkę coca-coli. Jako pieszy również nie powinnaś się martwić, ponieważ zasady ustalasz Ty i żadne czerwone światło nie jest w stanie Cię zatrzymać.


5. THIS IS NOT SPAIN

Może okazać się, że Hiszpania to wcale nie Hiszpania i zbuntowany Katalończyk powie Ci, że jesteśmy w Katalonii, która z Hiszpanią nie ma nic wspólnego. Przygotuj się zatem również na takie rozmowy.

6. NIESPODZIANKA

Musisz pamiętać, że w Hiszpanii parasol to ten parasol od słońca, a nie od deszczu. Oraz o tym, że salon nie jest traktowany jako pokój, jest on po prostu salonem, a nie "dużym pokojem", w którym śpią rodzice. Choć w owym mieszkaniu nie powinnaś spędzać dużo czasu, ponieważ życie toczy się głównie na zewnątrz, a że słońce wschodzi tak późno, to najlepiej balować w środku nocy, by następnie spać do południa.

7. WSZYSTKO JEST POD KONTROLĄ

"No pasa nada" stanie się Twoją życiową dewizą. Bar obok bloku będzie Twoim drugim domem, a obsługujący Cię codziennie barman traktować będzie Cię jak rodzinę. Rozmawiać będziesz z nim jedynie po hiszpańsku, angielski nie będzie jego mocną stroną. Możesz liczyć ewentualnie na tzw. spanglish, zobaczymy, ile uda Ci się zrozumieć. Nie będziesz nikomu przeszkadzać w trakcie sjesty i pamiętać będziesz, iż większość sklepów jest wtedy zamknięta.

8. ROSJA

Na koniec równie ważna zasada życia w Hiszpanii. Przywyknij, że dla wielu już zawsze będziesz Rosjanką, ewentualnie Rumunką lub Ukrainką. Polką będziesz rzadko, lecz gdy już nią będziesz, nie martw się o traktowanie, ponieważ Hiszpanie to tolerancyjni i otwarci ludzie.
Gwarantuję Ci, że jeśli będziesz stosować się do wyżej wymienionych zasad, Twoja przygoda z Hiszpanią będzie niesamowita i pełna opowieści godnych przekazywania wnukom. 

niedziela, 18 lutego 2018

Hiszpania okiem Polki - dawniej i dziś


Postrzeganie wielu spraw i aspektów życia często zmienia się wraz z biegem czasu. Nie inaczej jest w przypadku miejsca, które kiedyś odwiedzało się jedynie w celach turystycznych, a dziś jest ono Twoim domem. Wakacjując się w Hiszpanii przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z pewnych spraw, które dostrzegam teraz, a i sporo z nich widziałam w zupełnie innych barwach. Coś, co kiedyś wydawało mi się zaletą, dziś stanowić może problem, a cenione niegdyś kwestie okazały się nie być do końca prawdziwe. Wiele pozytywów nabrało jeszcze większego znaczenia, pojawiły się także negatywy, których kiedyś nie wychwycałam. W pierwszych miesiącach po przeprowadzce do Hiszpanii spotkało mnie sporo niespodzianek, dotarło do mnie, że dawniej przekonana co do swojej wizji Hiszpanii, mogłam się absolutnie pomylić, choć nie określam tej pomyłki jako pozytywnej, czy negatywnej, a po prostu naturalnej. Wakacje niczym nie przypominają codzienngo egzystowania w danym kraju, ukazują nam zaledwie cząstkę specyfiki danego miejsca. Dopiero podczas faktycznego powszedniego życia miasto i kraj, krok po kroku odkrywa przed nami swoje tajemnice.

Jak zatem zmieniło się moje osobiste postrzeganie Hiszpanii w przeciągu lat? Czym mnie ona zaskoczyła, a co zataiła przede mną podczas wizyt wakacyjnych?

Uśmiechnij się

Hiszpanom przypisywałam zawsze głównie pozytywne cechy charakteru. Radośni, uprzejmi, weseli, pomocni. Moje wakacyjne doświadczenia podpowiadały mi, że właśnie takimi ludźmi są mieszkańcy tej części Półwyspu Iberyjskiego. Gdy przeprowadziłam się do Barcelony na stałe, dotarło do mnie, że nieco się pomyliłam. Dlaczego? Okazało się, że są oni jeszcze bardziej radośni, chętni do pomocy, rozmowni i otwarci, niż myślałam. Uśmiech i wesołe hola towarzyszą mi każdego dnia. Przyjazne spojrzenia, zagadujący pasażerowie windy, chęć pomocy nawet z każdą najmniejszą wątpliwością. Gdybym musiała opisać Hiszpanię w paru słowach, powiedziałabym, że jest to kraj o ogólnie pojętej przyjaznej atmosferze.

Ale, bo przecież zawsze musi być jakieś ale, oprócz radosnych i pozytywnie nastawionych osób spotkałam się także z tymi dużo mniej szczęśliwymi. Nagle okazało się, że w cudownej Hiszpanii również dochodzi do skandalicznych sytuacji, nieprzyjemnych starć z innymi i nieznaczących kłótni z obcymi. Zrozumiałam, iż przeświadczenie o tym, że niemiłe zdarzenia, których byłam świadkiem w Polsce, a które według mego wcześniejszego przekonania nigdy nie miałyby miejsca w Hiszpanii, nie pokrywa się z prawdą. Tutaj także ludzie potrafią być zarozumiali i opryskliwi, eksepdientki także mogą potraktować Cię z wrogością, a przechodzeń zaczepić niemiłym komentarzem. Sytuacji takich jest dużo mniej, jednak w Hiszpanii również się zdarzają.

Dzieci, idziemy do kościoła!

Lata temu przekonana byłam, iż Hiszpania to jeden z bardziej religijnych krajów Europy. Nic bardziej mylnego. Stereotyp religijności Hiszpanów pozostaje jedynie stereotypem. Statystyki mówią same za siebie: jedynie 10% Hiszpanów uczęszcza reguralnie na niedzielne msze święte. Myślę, że owy osąd ma swe podłoże w znanych i hucznie celebrowanych tradycjach związanych z religią, jak np. Semana Santa (Wielki Tydzień). Tłumy ludzi z całego świata napływają w tym okresie do Hiszpanii, zwłaszcza do Andaluzji, aby ujrzeć na własne oczy spektakularne świętowanie Wielkanocy. Owe widowiska i przedstawienia uliczne mają jednakże niewiele wspólnego z samą wiarą, a więcej z hiszpańską tradycją.

Fiesta dobra na wszystko

Skoro mowa już o świętowaniu przejdę do kolejnego faktu, który nieco mnie zaskoczył. To, że Hiszpanie lubią zabawę w każdej możliwej postaci, nie było żadną tajemnicą. Po przeprowadzce i sumiennym zgłębianiu kultury tego kraju zdałam sobie sprawę, że słowo lubić nie oddaje dokładnie znaczenia, jakim darzą oni swoje fiesty, których notabene Hiszpania ma całe mnóstwo. Każda dzielnica, wioska, miasto, patron, święty… ma przypisany swój jeden dzień (lub dni) w roku, gdy to Hiszpanie gromadzą się, aby podczas głośnych i szumnych zabaw oddawać mu cześć. Krótko mówiąc, w Hiszpanii każda okazja dobra jest do świętowania, bo przecież jeśli święta nie ma, powód do radosnych tańców i lania wina znajdzie się równie szybko, jak chętni do realizacji pomysłu.  

Barowe życie

Podczas urlopów w Hiszpanii szybko zorientowałam się, że Hiszpanie lubią spędzać czas poza domem, choć nie zdawałam sobie sprawy, iż wypad do baru to nie tylko forma spędzania wolnego czasu, ale wręcz styl życia. Podobała mi się owa otwartość, radość, roześmiane twarze i pogawędki. Dzisiaj wyjście do popularnego baru kojarzy mi się raczej z hałasem, wrzawą, koniecznością przekrzykiwania tłumu, aby mój rozmówca zrozumiał, co do niego mówię i ewentualnym bólem głowy, gdy pobyt w barze jest zbyt długi. Nie zrozumcie mnie źle, lubię życie towarzyskie, spotkania poza domem, wypady do barów, pubów, restauracji, ale wolę te odrobinę spokojniejsze miejsca, gdzie nie grozi mi utrata słuchu.

Spacerując uliczkami

Och, jakżeż to ja zachwycałam się kiedyś porządkiem i ładem w Hiszpanii. Ulice wydawały mi się tak cudownie czyste i zadbane. Przycięte krzewy, każde rondo oryginalnie zaprojektowane, chodniki bez zbędnych śmieci, czy niespodzianek pozostawianych przez psy, wszystko pięknie i pachnąco, a inni powinni brać z Hiszpanii przykład. Nie zastanawiałam się wtedy jednak nad tym, że często podczas urlopów odwiedzałam przecież głównie znane, turystyczne miejsca, które oczywiście były perfekcyjnie zadbane. Choć muszę przyznać, że mam bardzo miłe wspomnienia z Pampeluny, ogólnie Nawarry i Kraju Basków, gdzie spędzałam całe tygodnie wakacji i zawsze chwaliłam sobie czystość tamtejszych miast. Gdy pojawiłam się w Barcelonie, magiczna bańka schludności i porządku prysła. Jasne, o ład dba się nader mocno w tych popularnych i często odwiedzanych obszarach, lecz niestety spacer niejedną wąską uliczką Barcelony, tej mniej znanej Barcelony traci już swój urok. Nieprzyjemny zapach moczu zwierząt i ludzi towarzyszyć nam będzie jak wierny kompan, a w tych mniej ciekawych dzielnicach uważać musimy na porozrzucane pod nogami psie miny, bo nie każdy sąsiad jest niestety wychowany. Śmieci wysypujące się z kontenerów, czy ustawiane zaraz obok to wcale nie taki rzadki widok w lokalizacjach cieszących się mniejszą sławą oraz podejrzaną famą. Choć muszę zauważyć, że Dzielnica Gotycka, którą znaleźć można w każdym przewodniku, nie zachęca swymi zapachami, a podobno jej uliczki czyszczone są każdego dnia. Czystość, a raczej jej brak to jeden z aspektów, który negatywnie zaskoczył mnie w Barcelonie (nie mam odniesienia do innych miast, ponieważ bywałam w nich jedynie turystycznie).

Jak się dogadam?

Ok, umówmy się, że rozpoczynając mą przygodę z Hiszpanią nie musiałam obsesyjnie martwić się o język, ponieważ podczas pierwszych wycieczek towarzyszyła nam zawsze nasza rodzina, która hiszpański znała. W późniejszym okresie, gdy dopiero zaczynałam naukę tego języka, starałam się radzić sobie podpowiadaniem w języku angielskim, mimiką i gestykulacją. I nigdy nie doświadczyłam nieprzyjemnej sytuacji ze względu na brak znajomości lub też niewielką znajomość języka hiszpańskiego. Słyszałam zresztą mnóstwo podobnych historii. Jak ja się dogadam? Myślałam przygotowując się do pierwszej samotnej wycieczki do Hiszpanii, dokładniej do Salamanki, gdzie spędzić miałam całe trzy tygodnie. A dogadałam się bez problemu. Lata w Hiszpanii ukazały mi, iż Hiszpan nie zważa na to, że łamiesz sobie język próbując porozumieć się z nim w jego ojczystym języku, jest tym wręcz zaimponowany. A co się nie powie, to się pokaże, za pomocą rąk i mimiki twarzy można wyjaśnić naprawdę niesłychane rzeczy. 

A ja na to, jak na lato

Hiszpania – słońce, plaża, upały… No, tak, z czymże innym kojarzyć może się ten kraj? I owszem, w wakacje wylegiwałam się na hiszpańskich plażach, smażylo mnie malagijskie słońce i zerkałam z niedowierzaniem na termometr, który o 20 wskazywał w Sewilli 40 stopni. A później przeprowadziłam się do Barcelony, gdzie okazało się, że tak naprawdę istnieje także zima. Ok, że zima istnieje wiedziałam, to o czym nie miałam pojęcia to fakt, iż tak wiele mieszkań nie ma ogrzewania centralnego. Gdy zatem ktoś wzdycha głośno, jakie to mam szczęście żyjąc w kraju wiecznego słońca, zapraszam go serdecznie w styczniu do mojego barcelońskiego mieszkania.

Hiszpański maczo

Hiszpanie od nastoletnich lat spędzali mi sen z powiek. Śniłam po nocach o gorącym romansie z hiszpańskim maczo i żartowałam, że moim mężem musi być zabójczo przystojny Hiszpan. Naoglądałam się Juanów, Miguelów i innych Pedro podczas wakacyjnych wypadów, by marzyć o nich przez cały rok do kolejnego urlopu. Jakie zatem było moje zaskoczenie, gdy tu zamieszkałam? Ci moi przystojni Hiszpanie, gdy widzi się ich codziennie, są po prostu jeszcze piękniejsi!

Jak to bywa na wakacjach, i mnie wydawało się, że Hiszpania to miejsce idealne. Słoneczne, pełne radości, uprzejmych ludzi, przepięknej przyrody i ciekawych tradycji. Wiele się nie pomyliłam, jednak życie tu uświadomiło mi, że miejsce idealne nie istnieje. Zawsze znajdzie się choć jedna mała drobnostka, która nie będzie nam odpowiadać i którą uznamy za wadę. Kto jednak powiedział, że do pełni szczęścia potrzebujemy perfekcji? Gdyby wszystko było usłane różami, świat byłby nudny. Bo umówmy się, kto nie lubi sobie czasami zwyczajnie ponarzekać?

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Dlaczego Hiszpanie nie potrafią poprawnie wymawiać słów w języku angielskim?



Żadną tajemnicą jest fakt, iż język angielski nie jest mocną stroną Hiszpanów. O tym, dlaczego nie posługują się oni wystarczająco dobrze tym językiem, pisałam Wam w tym poście. Hiszpanie po angielsku mówią zatem słabo, a jeśli już mówią, to na dodatek często niepoprawnie wymawiają dane słowa. Dzisiaj chciałabym skupić się właśnie na ich wymowie i spróbować przybliżyć Wam jej fenomen. Wiele osób bowiem śmieje się otwarcie z akcentu i werbalizacji angielskich słów słyszanych z ust Hiszpana. Za zadanie postawiłam sobie zatem wyjaśnienie przyczyn słabej umiejętności poprawnej wymowy tego języka.

Zacząć powinnam chyba od tego, że oba języki pochodzą z różnych rodzin. Angielski jest to język germański, a hiszpański wywodzi się z rodziny języków romańskich. Naturalnym zatem będzie, że Hiszpanowi z większą łatwością przyjdzie nauka języka z tej samej rodziny językowej, w której występują podobne cechy. Język angielski i język hiszpański naprawdę bardzo różnią się w swej wymowie. W obu przypadkach mamy do czynienia z innymi dźwiękami.

Hiszpanom wyjątkowo ciężko jest pozbyć się swego ojczystego akcentu i litery w angielskich słowach, które powinni wymawiać prawidłowo, z angielskim akcentem, wymawiają po hiszpańsku. Przykładem będzie angielska spółgłoska y, która przypomina wymową polskie j. Hiszpan błędnie utożsamia ją z hiszpańskim ll, które wymawia się jak miękkie dź/ź i takim sposobem zamiast yes mówią lles (dźes), zamiast you słyszymy llu (dźu). Innym przykładem jest hiszpańska spółgłoska j, którą wymawia się jak mocne, dźwięczne h. I to właśnie owym hiszpańskim j posługują się oni w wyrazach, które zaczynają się na h. W rezultacie z hello wychodzi jello, a z hit mocne hiszpańskie jit. Przeciętny Hiszpan po angielsku nie jest w stanie również wypowiedzieć spółgłoski dż, jak w angielskim imieniu John i wychodzi z tego Dzion.

Na pewno nikomu nie umknie słynne dodawanie literki e przed wyrazy rozpoczynające się na s. Wychodzi z tego zatem eSpiderman, eStop, eStation itd. Zwróćcie jednak uwagę, że ową samogłoskę e dodaje się jedynie przed wyrazy zaczynające się na s, ale po którym następuje spółgłoska. W języku hiszpańskim nie istnieją bowiem takie wyrazy, które rozpoczynałyby się na literkę s, po której występowałaby spółgłoska. S z samogłoską oczywiście istnieje. Nikt przecież nie mówi eSoy, eSabado, czy eSanto. Wymyślili sobie oni więc taką zasadę dodawania owego e dla ułatwienia wymowy. A kto pierwszy wpadł na ten dość nietypowy pomysł, pozostaje dla mnie niestety tajemnicą.

Innym przykładem gramatycznym będzie fakt występowania aż 12 samogłosek w języku angielskim, a tylko 5 w języku hiszpańskim. Jest to aż 7 nowych dźwięków do opanowania.


Zostawmy jednak gramatykę, samogłoski, dźwięki i sylaby. Przejdźmy do bardziej życiowego objaśnienia problemu. Edukacja. Jak nauczyć się poprawnej wymowy i odpowiedniego akcentu, gdy Twój nauczyciel angielskiego mówi gorzej od koleżanki poznanej na wakacjach w Niemczech? To nie żart. Miałam okazję słyszeć hiszpańskich nauczycieli języka angielskiego i niektórzy niestety nie mieli się czym popisać. Słysząc taką wymowę od pierwszych zajęć koduje się ona automatycznie w głowie i schemat niepoprawności się powiela. Ale nie tylko profesorowie nie przykładają wagi do poprawnej wymowy. Na co dzień w telewizji Hiszpan również słyszy angielskie wyrazy czytane błędnie. Kolgate, Pantene, Bosk… Nie przejdzie mu nawet przez myśl, że przez całe życie pastę Kolgejt nazywał Kolgate. Może nie jest to bardzo znaczące, ale na pewno mózg zapamiętuje takie pomyłki, których później ciężko się wyzbyć.

Zaczęłam temat telewizji, więc nie mogłabym nie wspomnieć o dubbingu, który króluje w Hiszpanii, a o którym opowiadałam już przy okazji wielu wpisów. W tym wypadku brak osłuchiwania się z językiem angielskim przyczynia się do późniejszych trudności w jego nauce, a co za tym idzie w poprawnej wymowie danych wyrazów. Wyobraźcie sobie, że zaczynacie uczyć się nowego języka, którego akcent jest Wam niemalże zupełnie obcy, a czytając dane słowa od podstaw nauczyć się musicie ich poprawnej wymowy. Brzmi jak nie lada wyzwanie. Dlatego właśnie codzienne osłuchiwanie się z językiem angielskim, nawet bez potrzeby rozumienia, pomaga w przyszłej nauce. A w Hiszpanii naprawdę niewiele słyszy się go na co dzień.

Do całej listy dochodzi jeszcze jeden, na pierwszy rzut oka nieznaczący powód. Wiecie, co się dzieje, gdy Hiszpan w grupie swoich znajomych użyje angielskiego wyrazu z poprawną (a nie „shiszpańszczoną”) wymową, a dodatkowo postara się i o angielski akcent? Grupa zacznie się śmiać. Oczywiście jest to mocne generalizowanie i nie zdarza się zawsze, ale ja sama byłam świadkiem takich sytuacji. Pan światowy się znalazł. I’m sorry, że nie mówię tak dobrze po angielsku. I tym podobne zaczepki. Takiemu Hiszpanowi od razu się odechciewa i aby uniknąć kolejnych docinek i żartów następnym razem decyduje się on na niepoprawną formę, ale za to ogólnie przyjętą.

To tych kilka powodów sprawia, że Hiszpanie mają trudności z poprawną wymową języka angielskiego i tak stresuje ich rozmowa w tym języku. A może przychodzi Wam coś jeszcze do głowy? Można by powiedzieć Dla chcącego nic trudnego, wszystko jest do wyuczenia. I pewnie nie byłoby to kłamstwo. Nie zapominajmy jednak, że predyspozycje językowe mogą znacznie różnić się u ludzi. Jeden może być wyjątkowo utalentowany i chwalić będą go za idealny akcent, a drugi łamać będzie sobie język próbując przedstawić się w języku obcym. O nas Polakach mówi się podobno, że z łatwością przychodzi nam opanowanie obcych języków, a i ich wymowa nie stanowi ogromnego problemu dla wielu. Być może wpływ na to ma fakt, że język polski to jeden z trudniejszych języków świata i skoro mówimy biegle tym właśnie językiem, to który stanowić może dla nas wyzwanie? Choć nie raz spotkałam się też z żartami na temat naszego mocnego, polskiego akcentu i mocno wyróżniającego się r.


czwartek, 9 listopada 2017

Modlitwa Hiszpana




Panie Jezu, dobry Boże dzisiaj chciałbym prosić Cię o niewiele. To był długi dzień, jestem zmęczony, wiesz, że długie przemowy nie są moją specjalnością, więc nie zabiorę Ci dużo czasu. Wstanę jeszcze tylko spuścić żaluzje, nie znoszę budzić się z oślepiającym blaskiem słońca na twarzy. 

Zbliża się północ, na wstępie chciałbym Cię prosić, aby dziś w nocy nie zbudził mnie hałas tej okropnej śmieciary, która co noc wywozi śmieci. Dlaczego nie przeniosą kontenerów dwie ulice dalej? Pogadaj z Marią Jose z trzeciego piętra, żeby nie kupowała rano pięciu bagietek na raz, bo wczoraj nie miałem co zjeść na śniadanie. 

Zupełnie wypadło mi z głowy, że mam do załatwienia pewną ważną sprawę w urzędzie. Mogę prosić Cię o to, abym nie zastał tam dwudziestometrowej kolejki? Szepnij słówko jednej z urzędniczek tak, aby wpuściła mnie bez wcześniejszego umawiania się przez Internet. Wiesz, że mam dużo na głowie i zupełnie zapomniałem zadbać o to wcześniej. I proszę, niech trafi mi się ktoś kompetentny. Chciałbym wyjść z urzędu z uśmiechem na twarzy i z załatwioną sprawą, a nie wracać tam jeszcze trzy razy. Mógłbyś również porozmawiać ze specem od pogody, aby jutro nie szalał tak z upałem i wrzucił na termometr kilka stopni poniżej 40? Pracuję od rana, a słoneczne promienie wkradające się do mojego sklepu nie pozwalają mi odpędzić marzeń o błogim przedpołudniu spędzonym na plaży.

Jak już zeszliśmy na temat pracy, to chciałbym prosić Cię, abyś powstrzymał śmiałków, którzy mają w planach jutro ewentualny strajk komunikacji miejskiej. Tydzień temu przez manifestację pracowników metra spóźniłem się do pracy i całe szczęście, że szef sam pojawił się pół godziny po czasie, bo mógłbym mieć kłopoty. Bez manifestacji i bez turystów, proszę. Z rana lubię usiąść sobie w metrze, w końcu stoję w pracy cały dzień. No i wiesz, to co zwykle, żeby jutro było mało roboty, nie lubię się przepracowywać. Spróbuj też postarać się o to, aby na dziesięć minut przed zamknięciem na czas sjesty nie wpadł do mnie jakiś zabłąkany klient. Wiesz, że lubię się nastroić do mojej przerwy, a wybijanie mnie z relaksu i euforii na kilka minut przed wyjściem jest zwyczajnie nieludzkie. Wyślij, proszę wszystkich obcokrajowców do podobnego sklepu dwie ulice dalej. Wiesz, jak stresuje mnie rozmowa w języku angielskim. Nie zapominaj tylko o Rosario, wiesz, ta z niebieskimi oczami. Podobno ma kogoś, ale nikt nie zabroni mi przecież trochę poflirtować, prawda? 

Podczas przerwy na obiad zdrzemnę się dzisiaj w domu. Kupię coś na obiad po drodze. Mam nadzieję, że tym razem puszczą nowy odcinek Simpsonów, mam już dość tych powtórek. Wczorajszy wypad na jedno piwo zakończył się butelką rumu i powrotem do domu wraz ze wschodzącym słońcem. Wciąż leczę kaca. Tylko błagam, żeby pies Jesusa spod 14. nie ujadał całe popołudnie. Po kilku godzinach ciężkiej pracy, potrzebuję przecież odpoczynku.
Obiecałem mamie, że przyjdę dzisiaj na kolację. Namów ją, aby zrobiła te swoje pyszne krokiety. Wiesz, że nikt nie przyrządza tak cudownych krokietów jak moja mama. FC Barcelona gra jutro mecz. Chyba nie muszę głośno prosić o wynik, prawda? Wierzę, że tam, na górze Ty też im kibicujesz. A Ronaldo niech dostanie czerwoną kartkę. I może jakąś kontuzję. Taka, która wykluczyłaby go z gry na jakieś dwa miesiące. Dwa miesiące to chyba niedużo, nie? Wieczorem puszczają najnowszy sezon La que se avecina. Oby był tak samo dobry jak ten poprzedni. Pamiętasz, jak kiedyś Cię o to prosiłem? Wiesz, że to mój ulubiony serial i nigdy nie przegapiłem ani jednego odcinka. 

Ups, zrobiło się późno. Miało być krótko i zwięźle, a jak zwykle się rozgadałem. Chyba jednak to krótkie przemowy nie są moją mocną stroną. Widzimy się jutro o tej samej porze. Zobaczymy, co przyjdzie mi do głowy przez cały jutrzejszy dzień.


Modlitwa typowego Hiszpana. O co jeszcze mógłby on poprosić? Pamiętajcie, że jest to tekst napisany z przymrużeniem oka, który miał na celu skupienie cech wspólnych narodu hiszpańskiego i opisanie stereotypowego Hiszpana (Barcelończyka). Nie bierzcie wszystkiego na poważnie.

czwartek, 26 października 2017

Hiszpania: na wakacje czy na stałe?




Wyjazd do Hiszpanii to marzenie wielu ludzi. Czy to jedynie w celach wakacyjnych, czy też na stałe. Kraj ten kojarzony jest powszechnie z wiecznym słońcem, plażami, pysznym jedzeniem, lejącym się litrami winem, rozrywką, luzem i pozytywnym podejściem do życia. Przebywając na urlopie w Hiszpanii ciężko się w niej nie zakochać. Bo wakacje mają to do siebie, że zazwyczaj niczym nie przypominają realnego życia w danym kraju. Nawet sama ja dopiero po przeprowadzce do Barcelony zdałam sobie sprawę z wielu aspektów dotyczących Hiszpanii, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi, czy o których nie miałam zwyczajnie pojęcia. Pojawia się zatem znaczące pytanie: czy Hiszpania to kraj nadający się do życia, czy jedynie do wakacyjnych wypadów? Śledziłam wiele dyskusji na ten temat, zazwyczaj imigrantów, którzy mają porównanie ze swym ojczystym krajem. Zdania są naprawdę podzielone. Jedni uwielbiają Hiszpanię, a jej wady przysłania ogólny pozytywizm, klimat, czy piękne krajobrazy. Inni znów nie przestają narzekać i wydaje się, jakby przebywali tu jedynie z musu. Dzisiaj to ja spróbuję odpowiedzieć na to pytanie i podzielę się z Wami moją opinią. 


Hiszpania jak każdy kraj ma swoje wady i zalety. Dobre strony tego kraju mógłby wymienić każdy, nawet ktoś, kto w Hiszpanii nigdy nie był. Pojawiłyby się tu na pewno wiele razy wspominane pozytywne nastawienie do życia, radość, brak pośpiechu, klimat, usposobienie mieszkańców, piękne krajobrazy. Słońce, które towarzyszy nam przez większą część roku, na pewno ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Czyż nie jest tak, że gdy przychodzi smutna, szara i zimna jesień, wraz z nią odchodzi pewna energia, chęci do działania i optymizm? Zawsze uważałam, że klimat ma na pewno duży wpływ na nasze humory i ogólne usposobienie i jest jednym z powodu, dla których Hiszpanie chodzą zawsze uśmiechnięci. No, właśnie – Hiszpanie. Są to ludzie w ogólnym pojęciu otwarci, uprzejmi, zabawni, rozrywkowi. Czy nie przyjemniej robi się zakupy, gdy pani już od progu woła radosne „dzień dobry!”, by za chwilę pomóc pakować Ci zakupy? Czy nie przyjemniej załatwia się sprawy w urzędzie, w którym nie czujesz ogromnej bariery, która dzieli Cię z osobą za biurkiem? Czy nie przyjemniej pije się poranną kawę, gdy kelner zagaduje do Ciebie i pyta jak minął Ci wczorajszy dzień? W życiu społecznym usposobienie Hiszpanów może być ogromną zaletą, a ich optymizm bywa zaraźliwy. To właśnie jedna z tych cech, którą naprawdę sobie u nich cenię. Pisałam Wam już o tym, że Hiszpania nauczyła mnie cieszyć się z tego, co mam, a nie narzekać na to, czego nie mam. Na pytanie „Jak się masz?” Twój rozmówca raczej nie zacznie litanii odnośnie swego nieudanego życia, a odnajdzie tę jedną optymistyczną myśl, którą to właśnie się z Tobą podzieli. W Hiszpanii żyje się na luzie, nie martwi się każdą drobnostką i szuka się plusów nawet w najtrudniejszej sytuacji. 


Istnieje jednak także druga strona medalu. Wcześniej wspomniane cechy mogą okazać się także wadami. Na pewno nie będzie dla Was żadną nowością, gdy wspomnę o udręce, jaką jest załatwianie spraw urzędowych w tym kraju. Luz i zdystansowane podejście do życia przejawia się również niestety w wykonywanej pracy. Hiszpanie nie lubią się przepracowywać, są wygodni i często szukają sposobów na to, aby zarobić jak najwięcej, za zrobienie jak najmniej. Ty wychodzisz ze zdenerwowania ze skóry, a pani w okienku odpowiada Ci spokojnie „Nic nie szkodzi, przyjdź jutro i spróbujemy to załatwić.”. A zamawiając fachowca na przyszły poniedziałek spodziewać się go możesz prawdopodobnie za trzy tygodnie. 


Do tego dochodzi również problem ze znalezieniem pracy. Hiszpania wciąż otrząsa się po ogromnym kryzysie. Na dzień dzisiejszy według statystyk z Google w Hiszpanii mamy 17% bezrobocia. W przypadku młodych do 25. roku życia jest to aż 38%! Ludzie spędzają miesiące na szukaniu zatrudnienia, by ostatecznie zaakceptować ofertę, która wcale ich nie zadowala, ale lepiej mieć coś, niż nie mieć nic. Tysiące młodych po studiach, którzy pracują w supermarketach, w fast-foodach, czy sprzątając domy. Barcelona, ze względu na swój ogromny sektor turystyczny może pochwalić się większą liczbą miejsc pracy, ale Hiszpania to nie jedynie Barcelona. Wiele osób pyta o zatrudnienie bez znajomości języka hiszpańskiego. Opracowałam szerzej ten temat w tym poście, a krótka odpowiedź brzmi: byłoby dużo ciężej. Ludzie rozpisują się na temat kursów, studiów, doświadczenia, ale w Hiszpanii może okazać się, że wszystko to nie będzie miało najmniejszego znaczenia. Dla chcącego nic trudnego – można by powiedzieć. Bo, owszem, determinacja i zawzięte dążenie do celu popłaca i prędzej czy później przyjdzie nagroda, ale droga do niej może nie być łatwa. 


A gdy już mowa o pieniądzach, wspomnę również o znikomej pomocy socjalnej dla potrzebujących. Hiszpania to jeden z tych krajów, który nie może pochwalić się tym aspektem. A zarobki w Hiszpanii nie są wysokie i często nieadekwatne do cen występujących na rynku. Bo jak poradzić sobie, gdy mieszkanie czy pokój kosztuje Cię trzy czwarte Twojej pensji? Krótko mówiąc ekonomia kraju nie jest zachwycająca, a sytuacja wydaje się być jeszcze gorsza odkąd Katalonia postanowiła walczyć o niepodległość. Dla niektórych podzielność kraju i tak różne ideologie mieszkańców jednego państwa również mogą być swego rodzaju wadą. 


Hiszpania to kraj specyficzny, to kraj różny od Polski. Niektórym do szczęścia wystarczą słońce, plaża i palmy, a sytuacja ekonomiczna schodzi na drugi plan. Niektórzy kochać się będą w ekstrawertycznym i rozrywkowym podejściu do życia Hiszpanów, a inni przeklinać będą pod nosem te ich ciągłe fiesty i radość na ulicach, gdy państwo się łamie. Hiszpania to zdecydowanie kraj do życia dla osób, które od państwa nie oczekują wiele, a mam tu na myśli ewentualną pomoc socjalną, czy pensję i warunki, o których słyszeć możemy w Norwegii, czy Holandii. To kraj dla ludzi, którzy są w stanie znieść roztrzepotanie niektórych Hiszpanów, ich niekompetencję, czy totalny luz odnoszący się do każdego aspektu życia, ale w zamian potrafiących cieszyć się z widoku za oknem, z lata, które trwa niemalże pół roku i z uśmiechów, którymi obdarzają się wzajemnie obce osoby. Bo przecież chęci i pozytywne nastawienie to już połowa sukcesu.


Ja Hiszpanię uwielbiam. I mimo, że zdarzyło mi się przeklinać w duchu panie w urzędach, mimo, że narzekam na upały, mimo, że na wizytę hydraulika muszę czekać dwa tygodnie, mimo, że pensja nie zawsze cieszy, to wynagradza mi to wszystko pozytywna energia, którą codzienne przekazują mi Hiszpanie, ich uśmiech, radość, codzienne słońce, miasto, które tętni życiem, a w którym nie sposób się nie nudzić oraz uczucie, że mieszkam w jednym z piękniejszych miejsc na świecie.

Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat. Czy Hiszpania to odpowiedni kraj do życia?