Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak żyje się w hiszpanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak żyje się w hiszpanii. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 kwietnia 2018

Alfabet Hiszpanii




Każdy kraj posiada swoje charakterystyczne cechy, przyzwyczajenia, tradycje. Jego mieszkańcom można przypisać często zbiór kilku podobnych zachowań i zbliżony styl życia. Słysząc o Hiszpanii każdemu z nas do głowy przychodzą różne obrazy i wizje, choć założę się, że pewne z nich na pewno się pokrywają. W dzisiejszym poście chciałabym w kreatywny sposób przedstawić Wam moje skojarzenia z tym krajem, opisać jego specyficzne cechy i wymienić słowa, które przychodzą na myśl, gdy słyszy się słowo Hiszpania. A wszystko w spójnym zestawieniu. Rzućcie okiem na Alfabet Hiszpanii.

A – Andaluzja

A jak Andaluzja. Mogłabym wymienić kolejne szesnaście wspólnot autonomicznych Hiszpanii i takim sposobem wypełnić sporą część mojego hiszpańskiego alfabetu, lecz nie taki jest zamysł wpisu. Andaluzja to jedyny region, który znajdzie się na owej liście. Powodem mojego wyboru jest to, jak ogromne wrażenie zrobiło na mnie południe kraju. Moja przygoda z Hiszpanią zaczęła się wprawdzie w Pampelunie, lecz pierwsze, prawdziwe hiszpańskie wakacje przeżyłam właśnie w Andaluzji, a zwiedziłam jej spory kawałek. Zakochałam się w jej wyjątkowej architekturze, stylu, kolorach i prażącym słońcu. Dlatego zaraz po Barcelonie jest moim ukochanym miejscem w Hiszpanii.


B – byk

Byk to nieoderwalny znak rozpoznawczy Hiszpanii. Wielki, czarny, rozzłoszczony byk. Walki byków, nazywane przez wielu sportem lub, o zgrozo, rozrywką, wciąż niestety odbywają się na niektórych terenach Hiszpanii. Na szczęście coraz więcej ludzi uświadamia sobie, iż corridę można opisać wieloma określeniami, lecz zabawa absolutnie nie jest jednym z nich.

C – czas

Czas w Hiszpanii to pojęcie względne. Możesz być pewien, że dwadzieścia minut dla wielu oznaczać będzie zupełnie inny okres. Dwadzieścia minut bowiem może być faktycznie dwudziestoma minutami, ale także trzydziestoma, czterdziestoma, a dla niektórych nawet godziną. A termin teraz jest wszystkim, lecz na pewno nie określeniem danego momentu. Teraz może wydarzyć się nawet dopiero następnego dnia.

D – Dali

Salvador Dali, kataloński malarz uznany za wielkiego artystę, jednego z najbardziej znanych surrealistów. Miłośnik Hiszpanii powinien znać to nazwisko doskonale. Prawdziwy pasjonat może nawet odwiedzić pod Barceloną restaurację, do której Dali zwykł zaglądać, a w której odnajdzie jego dzieła. Wiecie, że poznałam osobiście wnuka brata Daliego? Cóż za przypadek. J

E – emocje

Hiszpanie posiadają wiele umiejętności, a jedną z nich jest efektywne wyrażanie emocji. Rozmowa z mieszkańcem tego kraju to chwila pełna gestykulacji, krzyków, uniesień, epitetów, mimiki i kontaktu cielesnego.


F – flamenco

Flamenco kojarzone jest oczywiście z Hiszpanią, głównie z regionem Andaluzji, gdzie to właśnie zapoczątkowali je andaluzyjscy Cyganie. Flamenco to jednak nie tylko sam taniec. To cały cudowny spektakl, któremu towarzyszy specyficzna muzyka, instrumenty, śpiew, stroje i zachowanie.

G – Gaudi

Antonio Gaudi, kataloński mistrz architektury. Barcelona kojarzona jest głównie z jego budowlami, przede wszystkim z potężną i zjawiskową Sagradą Familią. To jego dzieła odwiedzają rocznie miliony turystów zachwycając się niesamowitym stylem architekta.

H – hymn

Hymn Hiszpanii jest jednym z nielicznych, które nie posiadają zatwierdzonych słów, a jedynie melodię. Paru śmiałków próbowało podołać wyzwaniu, jednak ostatecznie żaden z pomysłów nigdy nie został zaakceptowany. Rozżaleni piłkarze reprezentacji hiszpańskiej nie mają możliwości wyrażania swych emocji związanych z grą w głośnych śpiewach, a jedynie poprzez przybranie poważnych twarzy.

I – inaczej

Po prostu. W Hiszpanii żyje się inaczej. Według opinii jednych lepiej, według innych gorzej, dlatego najlepszym określeniem będzie inaczej. Ciężko porównywać dwa kraje, które różnią się pod tak wieloma względami, a obsesyjne doszukiwanie się podobieństw i różnic między nimi nie doprowadzi do niczego pozytywnego.

J – jamón

Przysmak niejednego Hiszpana. Nie ryzykowałabym krytykowania owej szynki, ponieważ może doprowadzić to do niezadowolenia tubylców. Ja nie lubię, a mój Alberto ubóstwa. Dlatego wielka noga wieprza, którą dostajemy co roku na Święta Bożego Narodzenia stoi w kuchni przez następnych parę miesięcy kosztowana po kęsie przez mojego Hiszpana.

K – król

Rodzina królewska Hiszpanii to temat kontrowersyjny. Mieszkańcy kraju dzielą się na trzy grupy. Ci, którzy uwielbiają i wystawiają na piedestał króla i całą jego familię. Następnie Hiszpanie, którym temat ten jest raczej obojętny. A na sam koniec grupa, która na sam dźwięk nazwiska monarchy dostaje białej gorączki uważając go za osobistość zupełnie w kraju zbędną, za to niezmiernie kosztowną.

L – luz

Luźne i pozytywne podejście do życia to cechy, które bez wątpienia można przypisać mieszkańcom Hiszpanii. Nie lubią stresować się z byle powodu, przejmować sprawami, na które nie mają wpływu i dokładać sobie zbędnych zmartwień. Na wszystko zawsze znajdą czas, a do życia podchodzą z dozą dystansu i przede wszystkim z radością. Ta umiejętność znacznie poprawia codzienne samopoczucie, dlatego warto brać z Hiszpanów przykład.


Ł – łatwej

A dlaczego akurat łatwiej? Życie w Hiszpanii z jakiegoś powodu wydaje się po prostu łatwiejsze, przyjemniejsze. Wpływ na to ma zapewne całe mnóstwo różnych aspektów takich, jak pogoda – święcące przez większość część roku słońce, pozytywne podejście do życia mieszkańców kraju, sposób w jaki organizują swoją codzienność, ich uprzejmość i uśmiech, który spotkać można na każdym rogu.

M – marzenie

Nie mogłabym przyporządkować innego słowa literce m, jak marzenie z jednego prostego względu. Hiszpania od nastoletnich lat była moim największym pragnieniem. Głód hiszpańskości karmiłam krok po kroku odwiedzając nowe miejsca w tym kraju, by ostatecznie nasycić się do pełna wybierając Barcelonę na swój przyszły dom.

N – niepunktualność

To jedna z tych cech, której u Hiszpanów nie znoszę. Nie mam w zwyczaju pojawiać się na spotkaniu z piętnastominutowym wyprzedzeniem, jednakże zawsze staram się dotrzeć na czas, co niestety nie jest domeną tubylców. Dlatego umawiając się z Hiszpanem nie liczę na jego punktualność, nie spieszę się i sama wychodzę z domu z kilkuminutowym opóźnieniem.

O – oliwki

Oliwki to obowiązkowa przystawka na stole w każdym hiszpańskim barze. Nic nie smakuje bowiem lepiej, niż piwo z pysznymi, świeżymi oliwkami. Nie mnie, bo nie przepadam ani za piwem, ani za oliwkami, jednakże ich roczne spożycie w tym kraju przekracza wszelkie wyobrażenia.

P – paella

Paella, hiszpańska potrawa wywodząca się z Walencji oparta głównie na ryżu. Najczęściej akompaniują jej owoce morza, choć w różnych regionach można spotkać najrozmaitsze odmiany tej potrawy. To właśnie jedno z tych dań, które obowiązkowo należy spróbować podczas urlopu pod palmami.

R – relaks

Relaks to świetnie definiujące Hiszpanię słowo. Hiszpan może mieć napięty do granic możliwości grafik, jednak zawsze znajdzie czas na chwilę relaksu. Życie bowiem nie polega na ciągłym gonieniu, prześciganiu się, stresowaniu i planowaniu. Hiszpan lubi odpoczywać, ponieważ po ciężkim dniu pracy uważa, że zwyczajnie na to zasłużył.

S – sjesta

Dobrze wszystkim znana sjesta, czyli parę godzin w ciągu dnia, kiedy to przeciętny Hiszpan powinien odpoczywać, a najlepiej po prostu zapaść w sen. Sjesta wbrew pozorom wyszła już z mody i tylko niewielki odsetek tubylców ucina sobie popołudniową drzemkę. System ten jednak wciąż funkcjonuje w wielu zakładach pracy, dlatego większość sklepów i usług zamykana jest na trzy godziny zaczynając od godziny 14.

T – tapas

Tapas to nic innego jak niewielkie przekąski podawane w hiszpańskich barach i restauracjach. Przyjmują rozmaite formy, tapą może być bowiem prosta przekąska, jak i bardziej skomplikowane danie. Tapas, mimo mylącego tłumaczenia można najeść się jak prawdziwym, sytym obiadem.

U – upał

Dopiero, gdy odwiedziłam Hiszpanię, zdałam sobie sprawę ze znaczenia słowa, jakim jest upał. Kiedyś wakacje nad polskim jeziorem wydawały się momentami nie do wytrzymania, choć wychodząc z wody należało okryć się ręcznikiem, aby nie zmarznąć. Tutaj będąc na plaży muszę wskakiwać do morza co dwadzieścia minut, jeśli nie chcę totalnie się usmażyć. Barcelona jednak nie przebija południa Hiszpanii, gdzie podczas jednego z urlopów termometr wskazywał 42 stopnie o godzinie 20!  


W – wino

Wino, czyli trunek, który spożywa się w Hiszpanii w większych ilościach niż wodę, choć nie oznacza to absolutnie, że po ulicach chodzi więcej ludzi pijanych, niż trzeźwych. Nic dziwnego, w miarę dobre wino można bowiem kupić nawet za mniej niż 10, czy 12 euro. Przy okazji według Internetu kraj zajmuje trzecie miejsce w rankingu największych producentów wina na świecie, zaraz po Włochach i Francji.

Z – zabawa

Hiszpanie uwielbiają się bawić. Powód do fiesty znajdzie się równie szybko, jak i chętni do jej celebrowania. Zabawa, tańce, śpiewy, muzyka, śmiech… to znaki rozpoznawcze Hiszpanii. Podobno jest to kraj, który posiada jedną z największych liczb dni świątecznych w roku, co nie byłoby zaskakujące. W Hiszpanii każdy region, miasto, miasteczko, wieś, a nawet dzielnica ma swojego patrona, a co za tym idzie przypisane dni, podczas których należy zorganizować na jego cześć odpowiednią i godną imprezę.

A jaki byłby Wasz alfabet Hiszpanii? Różniłby się znacząco od mojego? Co byście dodali, a może także odjęli?

niedziela, 18 marca 2018

Czy wrócę do Polski? Czyli plany na najbliższą przyszłość...




Problemami, z którymi zmaga się wielu emigrantów jest brak akceptacji nowej sytuacji, długotrwała aklimatyzacja i rozerwanie między nowym krajem, a ojczyzną. Decyzja o przeprowadzce najczęściej zostaje podjęta samodzielnie, nieprzymuszenie, choć być może nie do końca świadomie. Emigracja z wyobrażeń rzadko przypomina rzeczywistość, czy to w pozytywnym, czy negatywnym aspekcie. Wielu ludzi pyta mnie, czy zostanę w Hiszpanii na zawsze, czy to właśnie tutaj chcę spędzić resztę mojego życia. Pytanie niełatwe, nie zwykłam bowiem zaglądać tak daleko w przyszłość, ponieważ z doświadczenia wiem, że los lubi płatać figle i zupełnie poprzestawiać przygotowane wcześniej plany. Jedno jednak wiem na pewno. Wiem, co czuję i czego pragnę właśnie w tym momencie. A jest to Hiszpania.

Hiszpania jest bowiem moim domem. Polska na zawsze pozostanie w mym sercu i z głębokim sentymentem wspominam spędzone tam lata oraz cieszę się jak dziecko, gdy kupuję bilety lotnicze na święta, jednak z dniem decyzji o przeprowadzce wiedziałam, że aby osiągnąć pełną akceptację nowego życia, będę musiała przestawić swą mentalność i myśleć o Polsce w czasie przeszłym, nie teraźniejszym. Nie było to zadanie trudne, ponieważ o Hiszpanii marzyłam od nastoletnich lat, także emigracja była poniekąd spełnieniem skrytego pragnienia. Mój staż nie należy do najdłuższych, jednak mimo to, jestem w stanie otwarcie i szczerze przyznać, że Hiszpania stała się moim domem. To tutaj poznałam miłość mojego życia, założyłam rodzinę oraz spełniam się jako partnerka, matka, kobieta i człowiek.


Wielu emigrantów wciąż tęskni za Polską, odczuwa pustkę, smutek i brak czegoś, co ciężko określić słowami. Ja również tęsknię i oddałabym wiele, aby moi bliscy mieszkali zaledwie parę ulic, czy choćby kilometrów dalej. Zaakceptowałam jednak myśl, że jest to obecnie zwyczajnie niemożliwe, a owa wewnętrzna akceptacja mojej sytuacji przyniosła spokój ducha. Nie czuję, abym opuszczając Polskę coś straciła, abym nieustannie zmagała się z brakiem czegoś, co posiadałabym w Polsce, a co poprzez decyzję wyjazdu do tak odległego kraju codziennie tracę. Czy niczego mi zatem nie brakuje? Brakuje mi ludzi. Rodziny, przyjaciół, znajomych twarzy. Gdybym mogła coś zmienić, przeniosłabym ich wszystkich tu, do mojej Hiszpanii. Za czym innym mogłabym tęsknić na tyle, aby nie móc sobie z tym uczuciem poradzić? Rzeczy materialne są do odtworzenia. W Europie coraz łatwiej o polskie produkty wszelkiego rodzaju. Jeśli chodzi o mentalność, mam wrażenie, że lepiej odnajduję się w hiszpańskim stylu życia. Uwielbiam urlopy w Polsce, ale tylko te chwilowe, bo wtedy właśnie uczę się doceniać ojczyznę. Żyjąc w Polsce każdego dnia marzyłam o wyjeździe, przeprowadzce do słonecznej Hiszpanii, w której wszystko wydaje się łatwiejsze, piękniejsze, prostsze. Gdy sen miał się ziścić, odliczałam dni do wylotu, aby ostatecznie ze łzami w oczach, lecz ogromną ekscytacją w sercu opuścić dotychczasowy dom. Teraz jednak, gdy pojawiam się tam zaledwie parę razy w roku, nauczyłam się zauważać drobne szczegóły, zwracać uwagę na aspekty, które kiedyś kompletnie mi umykały. Rozmowa w ojczystym języku bez najmniejszej trwogi, że rozmówca mnie nie zrozumie, głośne kolędy i mnóstwo rodzajów ryb na wigilijnym stole, prószący delikatnie śnieg, zjeżdżanie na workach wypchanych słomą, biblioteka pełna polskich książek i film w kinie w ojczystym języku, pierogi ruskie na obiad i śledź w lodówce, bycie „panią” Aurelią, srebrzyste jeziora z wędkarzami na pomostach, przestrzeganie przepisów drogowych, stare, budzące wspomnienia pociągi bez przedziałów… Wszystkie te aspekty przypominają mi o mojej ojczyźnie, jednak zadowalam się nimi w pełni te kilka razy w roku i może dzięki temu potrafię je docenić.

Nie żal ci tego wszystkiego, co zostawiłaś za sobą? Usłyszałam nie raz. I tym razem się powtórzę. Żal mi bliskich osób, które zostały kilka tysięcy kilometrów za mną. Czy jednak odczuwam na co dzień tę różnicę odległości? W wieku 18 lat wyjechałam na studia do Warszawy, ponad 400 km od mojej rodzinnej miejscowości. Tak, podróżowanie między miastami było łatwiejsze, ponieważ wystarczyło wskoczyć do pociągu, jednak wbrew pozorom wcale nie wskakiwałam do niego tak często. Wizyty w rodzinnym domu nie odbywały się dużo częściej niż te obecne, a różnica odległości jest przecież ogromna. Poniekąd więc zahartowałam się i przywykłam do rzadkich spotkań z najbliższymi, choć nie oznacza to, że przy pożegnaniu przed przeprowadzką do Hiszpanii nie polały się litry łez. Mogę pokusić się jednak o stwierdzenie, że studia w pewien sposób przygotowały mnie na kolejną, jedynie dalszą rozłąkę. A przyjaciele? Tęsknię, dlatego staram się, aby owa tęsknota nie owładnęła mną całą i utrzymuję codzienny kontakt z tymi, na których najbardziej mi zależy.


Nie odrzucam myśli powrotu do Polski, ponieważ nie jestem w stanie przewidzieć przyszłości i tego, co mnie czeka. Jednak po latach platonicznej miłości do Hiszpanii, a naprawdę były to długie lata, po spełnieniu marzenia, o którym wiedziała każda osoba, która zamieniła ze mną więcej niż dwa słowa, nie wyobrażam sobie na ten moment porzucenia życia, które tu zbudowałam. Hiszpania nie była dla mnie nowym miejscem, ponieważ miałam okazję odwiedzić jej sporą część dużo wcześniej. A skoro była, i nadal jest moją pasją, czytałam, szukałam, oglądałam i poznałam choć odrobinę jej specyfikę, zanim przeniosłam się tu na stałe. Prawdziwe życie nie przypomina wyobrażeń, dlatego tak jak i w każdym miejscu, również w Hiszpanii przyszło mi zmagać się z problemami, niedociągnięciami, zagwozdkami. Czy w Polsce nie byłoby pod tym względem podobnie? Problemów nie uniknie się nigdzie, jedynie ich osobliwość może się zmieniać w zależności od kraju. Dlatego cieszę się, że emigracja nie jest moim brzmieniem, że nie muszę płakać po każdej rozmowie przez Skype i pluć sobie w brodę, dlaczego zdecydowałam się na wyjazd, ponieważ mogę sobie wyobrazić, jak trudne musi być to przeżycie. Zakończę prostym, acz prawdziwym zdaniem. Jestem szczęśliwa w Hiszpanii i mam głęboką nadzieję, że tak też pozostanie, a jeśli nie? Dopiero wtedy zacznę się o to martwić.  

niedziela, 18 lutego 2018

Hiszpania okiem Polki - dawniej i dziś


Postrzeganie wielu spraw i aspektów życia często zmienia się wraz z biegem czasu. Nie inaczej jest w przypadku miejsca, które kiedyś odwiedzało się jedynie w celach turystycznych, a dziś jest ono Twoim domem. Wakacjując się w Hiszpanii przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z pewnych spraw, które dostrzegam teraz, a i sporo z nich widziałam w zupełnie innych barwach. Coś, co kiedyś wydawało mi się zaletą, dziś stanowić może problem, a cenione niegdyś kwestie okazały się nie być do końca prawdziwe. Wiele pozytywów nabrało jeszcze większego znaczenia, pojawiły się także negatywy, których kiedyś nie wychwycałam. W pierwszych miesiącach po przeprowadzce do Hiszpanii spotkało mnie sporo niespodzianek, dotarło do mnie, że dawniej przekonana co do swojej wizji Hiszpanii, mogłam się absolutnie pomylić, choć nie określam tej pomyłki jako pozytywnej, czy negatywnej, a po prostu naturalnej. Wakacje niczym nie przypominają codzienngo egzystowania w danym kraju, ukazują nam zaledwie cząstkę specyfiki danego miejsca. Dopiero podczas faktycznego powszedniego życia miasto i kraj, krok po kroku odkrywa przed nami swoje tajemnice.

Jak zatem zmieniło się moje osobiste postrzeganie Hiszpanii w przeciągu lat? Czym mnie ona zaskoczyła, a co zataiła przede mną podczas wizyt wakacyjnych?

Uśmiechnij się

Hiszpanom przypisywałam zawsze głównie pozytywne cechy charakteru. Radośni, uprzejmi, weseli, pomocni. Moje wakacyjne doświadczenia podpowiadały mi, że właśnie takimi ludźmi są mieszkańcy tej części Półwyspu Iberyjskiego. Gdy przeprowadziłam się do Barcelony na stałe, dotarło do mnie, że nieco się pomyliłam. Dlaczego? Okazało się, że są oni jeszcze bardziej radośni, chętni do pomocy, rozmowni i otwarci, niż myślałam. Uśmiech i wesołe hola towarzyszą mi każdego dnia. Przyjazne spojrzenia, zagadujący pasażerowie windy, chęć pomocy nawet z każdą najmniejszą wątpliwością. Gdybym musiała opisać Hiszpanię w paru słowach, powiedziałabym, że jest to kraj o ogólnie pojętej przyjaznej atmosferze.

Ale, bo przecież zawsze musi być jakieś ale, oprócz radosnych i pozytywnie nastawionych osób spotkałam się także z tymi dużo mniej szczęśliwymi. Nagle okazało się, że w cudownej Hiszpanii również dochodzi do skandalicznych sytuacji, nieprzyjemnych starć z innymi i nieznaczących kłótni z obcymi. Zrozumiałam, iż przeświadczenie o tym, że niemiłe zdarzenia, których byłam świadkiem w Polsce, a które według mego wcześniejszego przekonania nigdy nie miałyby miejsca w Hiszpanii, nie pokrywa się z prawdą. Tutaj także ludzie potrafią być zarozumiali i opryskliwi, eksepdientki także mogą potraktować Cię z wrogością, a przechodzeń zaczepić niemiłym komentarzem. Sytuacji takich jest dużo mniej, jednak w Hiszpanii również się zdarzają.

Dzieci, idziemy do kościoła!

Lata temu przekonana byłam, iż Hiszpania to jeden z bardziej religijnych krajów Europy. Nic bardziej mylnego. Stereotyp religijności Hiszpanów pozostaje jedynie stereotypem. Statystyki mówią same za siebie: jedynie 10% Hiszpanów uczęszcza reguralnie na niedzielne msze święte. Myślę, że owy osąd ma swe podłoże w znanych i hucznie celebrowanych tradycjach związanych z religią, jak np. Semana Santa (Wielki Tydzień). Tłumy ludzi z całego świata napływają w tym okresie do Hiszpanii, zwłaszcza do Andaluzji, aby ujrzeć na własne oczy spektakularne świętowanie Wielkanocy. Owe widowiska i przedstawienia uliczne mają jednakże niewiele wspólnego z samą wiarą, a więcej z hiszpańską tradycją.

Fiesta dobra na wszystko

Skoro mowa już o świętowaniu przejdę do kolejnego faktu, który nieco mnie zaskoczył. To, że Hiszpanie lubią zabawę w każdej możliwej postaci, nie było żadną tajemnicą. Po przeprowadzce i sumiennym zgłębianiu kultury tego kraju zdałam sobie sprawę, że słowo lubić nie oddaje dokładnie znaczenia, jakim darzą oni swoje fiesty, których notabene Hiszpania ma całe mnóstwo. Każda dzielnica, wioska, miasto, patron, święty… ma przypisany swój jeden dzień (lub dni) w roku, gdy to Hiszpanie gromadzą się, aby podczas głośnych i szumnych zabaw oddawać mu cześć. Krótko mówiąc, w Hiszpanii każda okazja dobra jest do świętowania, bo przecież jeśli święta nie ma, powód do radosnych tańców i lania wina znajdzie się równie szybko, jak chętni do realizacji pomysłu.  

Barowe życie

Podczas urlopów w Hiszpanii szybko zorientowałam się, że Hiszpanie lubią spędzać czas poza domem, choć nie zdawałam sobie sprawy, iż wypad do baru to nie tylko forma spędzania wolnego czasu, ale wręcz styl życia. Podobała mi się owa otwartość, radość, roześmiane twarze i pogawędki. Dzisiaj wyjście do popularnego baru kojarzy mi się raczej z hałasem, wrzawą, koniecznością przekrzykiwania tłumu, aby mój rozmówca zrozumiał, co do niego mówię i ewentualnym bólem głowy, gdy pobyt w barze jest zbyt długi. Nie zrozumcie mnie źle, lubię życie towarzyskie, spotkania poza domem, wypady do barów, pubów, restauracji, ale wolę te odrobinę spokojniejsze miejsca, gdzie nie grozi mi utrata słuchu.

Spacerując uliczkami

Och, jakżeż to ja zachwycałam się kiedyś porządkiem i ładem w Hiszpanii. Ulice wydawały mi się tak cudownie czyste i zadbane. Przycięte krzewy, każde rondo oryginalnie zaprojektowane, chodniki bez zbędnych śmieci, czy niespodzianek pozostawianych przez psy, wszystko pięknie i pachnąco, a inni powinni brać z Hiszpanii przykład. Nie zastanawiałam się wtedy jednak nad tym, że często podczas urlopów odwiedzałam przecież głównie znane, turystyczne miejsca, które oczywiście były perfekcyjnie zadbane. Choć muszę przyznać, że mam bardzo miłe wspomnienia z Pampeluny, ogólnie Nawarry i Kraju Basków, gdzie spędzałam całe tygodnie wakacji i zawsze chwaliłam sobie czystość tamtejszych miast. Gdy pojawiłam się w Barcelonie, magiczna bańka schludności i porządku prysła. Jasne, o ład dba się nader mocno w tych popularnych i często odwiedzanych obszarach, lecz niestety spacer niejedną wąską uliczką Barcelony, tej mniej znanej Barcelony traci już swój urok. Nieprzyjemny zapach moczu zwierząt i ludzi towarzyszyć nam będzie jak wierny kompan, a w tych mniej ciekawych dzielnicach uważać musimy na porozrzucane pod nogami psie miny, bo nie każdy sąsiad jest niestety wychowany. Śmieci wysypujące się z kontenerów, czy ustawiane zaraz obok to wcale nie taki rzadki widok w lokalizacjach cieszących się mniejszą sławą oraz podejrzaną famą. Choć muszę zauważyć, że Dzielnica Gotycka, którą znaleźć można w każdym przewodniku, nie zachęca swymi zapachami, a podobno jej uliczki czyszczone są każdego dnia. Czystość, a raczej jej brak to jeden z aspektów, który negatywnie zaskoczył mnie w Barcelonie (nie mam odniesienia do innych miast, ponieważ bywałam w nich jedynie turystycznie).

Jak się dogadam?

Ok, umówmy się, że rozpoczynając mą przygodę z Hiszpanią nie musiałam obsesyjnie martwić się o język, ponieważ podczas pierwszych wycieczek towarzyszyła nam zawsze nasza rodzina, która hiszpański znała. W późniejszym okresie, gdy dopiero zaczynałam naukę tego języka, starałam się radzić sobie podpowiadaniem w języku angielskim, mimiką i gestykulacją. I nigdy nie doświadczyłam nieprzyjemnej sytuacji ze względu na brak znajomości lub też niewielką znajomość języka hiszpańskiego. Słyszałam zresztą mnóstwo podobnych historii. Jak ja się dogadam? Myślałam przygotowując się do pierwszej samotnej wycieczki do Hiszpanii, dokładniej do Salamanki, gdzie spędzić miałam całe trzy tygodnie. A dogadałam się bez problemu. Lata w Hiszpanii ukazały mi, iż Hiszpan nie zważa na to, że łamiesz sobie język próbując porozumieć się z nim w jego ojczystym języku, jest tym wręcz zaimponowany. A co się nie powie, to się pokaże, za pomocą rąk i mimiki twarzy można wyjaśnić naprawdę niesłychane rzeczy. 

A ja na to, jak na lato

Hiszpania – słońce, plaża, upały… No, tak, z czymże innym kojarzyć może się ten kraj? I owszem, w wakacje wylegiwałam się na hiszpańskich plażach, smażylo mnie malagijskie słońce i zerkałam z niedowierzaniem na termometr, który o 20 wskazywał w Sewilli 40 stopni. A później przeprowadziłam się do Barcelony, gdzie okazało się, że tak naprawdę istnieje także zima. Ok, że zima istnieje wiedziałam, to o czym nie miałam pojęcia to fakt, iż tak wiele mieszkań nie ma ogrzewania centralnego. Gdy zatem ktoś wzdycha głośno, jakie to mam szczęście żyjąc w kraju wiecznego słońca, zapraszam go serdecznie w styczniu do mojego barcelońskiego mieszkania.

Hiszpański maczo

Hiszpanie od nastoletnich lat spędzali mi sen z powiek. Śniłam po nocach o gorącym romansie z hiszpańskim maczo i żartowałam, że moim mężem musi być zabójczo przystojny Hiszpan. Naoglądałam się Juanów, Miguelów i innych Pedro podczas wakacyjnych wypadów, by marzyć o nich przez cały rok do kolejnego urlopu. Jakie zatem było moje zaskoczenie, gdy tu zamieszkałam? Ci moi przystojni Hiszpanie, gdy widzi się ich codziennie, są po prostu jeszcze piękniejsi!

Jak to bywa na wakacjach, i mnie wydawało się, że Hiszpania to miejsce idealne. Słoneczne, pełne radości, uprzejmych ludzi, przepięknej przyrody i ciekawych tradycji. Wiele się nie pomyliłam, jednak życie tu uświadomiło mi, że miejsce idealne nie istnieje. Zawsze znajdzie się choć jedna mała drobnostka, która nie będzie nam odpowiadać i którą uznamy za wadę. Kto jednak powiedział, że do pełni szczęścia potrzebujemy perfekcji? Gdyby wszystko było usłane różami, świat byłby nudny. Bo umówmy się, kto nie lubi sobie czasami zwyczajnie ponarzekać?

czwartek, 2 listopada 2017

Tych kilka sytuacji, które zrozumie każdy emigrant




Życie na emigracji ma swoje plusy i minusy. Jest to na pewno niezapomniana przygoda i wartościowe doświadczenie. Szczególnie pierwsze miesiące mogą być dość trudne, adaptacja, przystosowanie się do nowego miejsca, nowych ludzi, zaakceptowanie zmian. Są ludzie, którzy aklimatyzują się wyjątkowo szybko i już po paru tygodniach czują się jak w domu. Innym zajmuje to nieco więcej czasu, a jeszcze inni ostatecznie nie osiągają celu jakim jest adaptacja w obcym miejscu i decydują się na powrót do ojczyzny. Ten aspekt emigracji przebiega indywidualnie i nie powinno się porównywać go z przypadkami innych osób. Jest jednak mnóstwo innych okoliczności i sytuacji związanych z życiem na emigracji, które dzielimy my, wszyscy emigranci. Jestem bardzo ciekawa, czy potwierdzicie moją listę rzeczy, które zrozumie każdy Polak mieszkający na obczyźnie. Żartobliwe zestawienie punktów pod tytułem: 


Jesteś imigrantem, jeśli…


Musiałeś opowiadać o Polsce niezliczoną ilość razy odpowiadając przeważnie na te same pytania. Jesteś już tak znudzony tą samą dyskusją, że niektóre regułki znasz już na pamięć i Twojemu rozmówcy odpowiadasz automatycznie błądząc w tym czasie myślami zupełnie w innym kierunku. Że w Polsce też mamy lato, że w Polsce język rosyjski to nie język urzędowy, że nie żyjemy już w Komunie, że w Polsce oprócz wódki spożywamy również inne napoje, że nie wszystkie Polki to blondynki… A słowa Powiedz coś po polsku usłyszałeś tyle razy, że zazwyczaj wypowiadasz jedno i to samo zdanie tylko po to, by za chwilę usłyszeć, że jest niemożliwe do powtórzenia.


Na pytanie Dlaczego akurat ten kraj? odpowiadałeś już równie niezliczoną ilość razy. Pierwsze kilkadziesiąt sprawiło Ci radość i zawsze starałeś się zaspokoić ciekawość swego rozmówcy wymieniając wiele zalet danego kraju. Gdy wybiła setka, zaczęło Cię to nudzić i wypowiedź skracałeś do kilku krótkich zdań zawierających najważniejsze fakty. Dzisiaj masz ochotę odpowiedzieć Bo tak tylko po to, aby nie musieć odpowiadać na to samo pytanie po raz tysięczny.


Przy każdym spotkaniu z polskimi znajomymi zasypywany jesteś pytaniami na temat Twojego emigracyjnego kraju. Kwestie jak zwykle się powtarzają i znów opowiadasz o tym samym enty raz.

Do dentysty umawiasz się w Polsce. A zazwyczaj robi to Twoja mama, która jest na miejscu. 


Drogę na lotnisko w obu krajach znasz na pamięć. Który autobus, która linia metra, mijane sklepy, mijane ulice, rozkład jazdy. Zaraz po drodze prowadzącej do pracy to ta najbardziej wbita w pamięć.


Wracając z Polski zabierasz walizkę pełną kiełbasy, ogórków, śledzi i ptasiego mleczka. A lądując w miejscu docelowym zaraz sprawdzasz w Internecie, czy w pobliżu jest może polski sklep. Tak na wszelki wypadek, gdyby zatęskniło Ci się za białą kiełbasą, żurkiem, czy polskim Tyskim.


Najczęściej używany przez Ciebie program komputerowy to Skype, a słowa Słychać mnie?, Ja Cię słyszę, a Ty mnie? oraz Nie widać Cię! to te, które zakodowane masz już w głowie i wypowiadają się niemalże same, automatycznie. A jak już rozmawiasz przez tego Skype, to nie może zabraknąć pytania o pogodę. I z jednej i z drugiej strony.


Narzekasz na pieczywo. Nie ma to jak prawdziwy, polski chleb, którego tak brakuje na emigracji.


Przez pierwsze tygodnie towarzyszyła Ci bariera językowa, a przy każdej konieczności otworzenia buzi miałeś wrażenie, że serce wyskoczy Ci z klatki piersiowej. Nie znając jeszcze dobrze języka uśmiechałeś się miło, gdy nie rozumiałeś Twojego rozmówcy kiwając głową na potwierdzenie jego tajemniczych słów, lecz w środku modląc się by jego wypowiedź nie zawierała żadnego pytania.
 
Słysząc na ulicy język polski odwracasz się w poszukiwaniu rodaka. A tak, ze zwykłej ciekawości. P. S. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii już chyba nawet przestali się odwracać, bo w innym wypadku dostaliby w końcu kręczu szyi.


Nie nazywasz się już tak, jak nazywałeś się w Polsce. Twoje imię, jeśli nie będzie tłumaczone na dany język, to przynajmniej w taki sposób wymawiane. Dziękujesz mamie, że nazwała Cię Anna, a nie Małgorzata, czy Daniel, a nie Włodzimierz. 


Choć raz usłyszałeś od mamy podobne słowa: I jak ty tam dajesz sobie radę na ten emigracji? Jesz dobrze? Kotlety sobie jakieś zrób. Schudłeś coś.


Zdarza Ci się myśleć w obcym języku, a rozmowa po polsku może czasami przysporzyć problemów, gdy do głowy w pierwszej chwili przychodzą obcojęzyczne słowa. I nie raz znajdujesz się w sytuacji, w której przetłumaczyć musisz wypowiedź znajomego, która po polsku nie ma żadnego sensu, a próba rozjaśnienia kończy się tym, że nie rozumie Cię ani jeden, ani drugi.


Literowanie Twojego nazwiska w obcym języku wykute masz już na pamięć. Oraz Tak, te literki ł i ć to polskie znaki, proszę wpisać po prostu l i c. 


Spotykasz się z szokiem obcokrajowców, gdy mówisz im, że Katarzyna i Kasia to to samo imię. A skrót od Aleksandra to nie Aleks, a Ola. I tak z wieloma, wieloma imionami…


Kupno biletów na święta do domu wiąże się dla Ciebie z uczuciem podobnym do wygranej w Lotto. To zrozumie tylko emigrant.


Przynajmniej raz, a założę się, że więcej, zdarzyło Ci się porównywać Polskę do kraju, w którym żyjesz. Ceny, ludzi, zwyczaje, codzienność…


Wstawiając zdjęcie na facebooka zastanawiasz się, w jakim języku dodać opis starając się określić liczbę znajomych z Polski i tych zagranicznych i zgadnąć, których jest więcej.



Jesteś emigrantem, jeśli pasuje do Ciebie przynajmniej połowa z wymienionych kwestii. Emigranci, zgadzacie się? Macie jeszcze jakieś inne pomysły?