niedziela, 18 lutego 2018

Hiszpania okiem Polki - dawniej i dziś


Postrzeganie wielu spraw i aspektów życia często zmienia się wraz z biegem czasu. Nie inaczej jest w przypadku miejsca, które kiedyś odwiedzało się jedynie w celach turystycznych, a dziś jest ono Twoim domem. Wakacjując się w Hiszpanii przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z pewnych spraw, które dostrzegam teraz, a i sporo z nich widziałam w zupełnie innych barwach. Coś, co kiedyś wydawało mi się zaletą, dziś stanowić może problem, a cenione niegdyś kwestie okazały się nie być do końca prawdziwe. Wiele pozytywów nabrało jeszcze większego znaczenia, pojawiły się także negatywy, których kiedyś nie wychwycałam. W pierwszych miesiącach po przeprowadzce do Hiszpanii spotkało mnie sporo niespodzianek, dotarło do mnie, że dawniej przekonana co do swojej wizji Hiszpanii, mogłam się absolutnie pomylić, choć nie określam tej pomyłki jako pozytywnej, czy negatywnej, a po prostu naturalnej. Wakacje niczym nie przypominają codzienngo egzystowania w danym kraju, ukazują nam zaledwie cząstkę specyfiki danego miejsca. Dopiero podczas faktycznego powszedniego życia miasto i kraj, krok po kroku odkrywa przed nami swoje tajemnice.

Jak zatem zmieniło się moje osobiste postrzeganie Hiszpanii w przeciągu lat? Czym mnie ona zaskoczyła, a co zataiła przede mną podczas wizyt wakacyjnych?

Uśmiechnij się

Hiszpanom przypisywałam zawsze głównie pozytywne cechy charakteru. Radośni, uprzejmi, weseli, pomocni. Moje wakacyjne doświadczenia podpowiadały mi, że właśnie takimi ludźmi są mieszkańcy tej części Półwyspu Iberyjskiego. Gdy przeprowadziłam się do Barcelony na stałe, dotarło do mnie, że nieco się pomyliłam. Dlaczego? Okazało się, że są oni jeszcze bardziej radośni, chętni do pomocy, rozmowni i otwarci, niż myślałam. Uśmiech i wesołe hola towarzyszą mi każdego dnia. Przyjazne spojrzenia, zagadujący pasażerowie windy, chęć pomocy nawet z każdą najmniejszą wątpliwością. Gdybym musiała opisać Hiszpanię w paru słowach, powiedziałabym, że jest to kraj o ogólnie pojętej przyjaznej atmosferze.

Ale, bo przecież zawsze musi być jakieś ale, oprócz radosnych i pozytywnie nastawionych osób spotkałam się także z tymi dużo mniej szczęśliwymi. Nagle okazało się, że w cudownej Hiszpanii również dochodzi do skandalicznych sytuacji, nieprzyjemnych starć z innymi i nieznaczących kłótni z obcymi. Zrozumiałam, iż przeświadczenie o tym, że niemiłe zdarzenia, których byłam świadkiem w Polsce, a które według mego wcześniejszego przekonania nigdy nie miałyby miejsca w Hiszpanii, nie pokrywa się z prawdą. Tutaj także ludzie potrafią być zarozumiali i opryskliwi, eksepdientki także mogą potraktować Cię z wrogością, a przechodzeń zaczepić niemiłym komentarzem. Sytuacji takich jest dużo mniej, jednak w Hiszpanii również się zdarzają.

Dzieci, idziemy do kościoła!

Lata temu przekonana byłam, iż Hiszpania to jeden z bardziej religijnych krajów Europy. Nic bardziej mylnego. Stereotyp religijności Hiszpanów pozostaje jedynie stereotypem. Statystyki mówią same za siebie: jedynie 10% Hiszpanów uczęszcza reguralnie na niedzielne msze święte. Myślę, że owy osąd ma swe podłoże w znanych i hucznie celebrowanych tradycjach związanych z religią, jak np. Semana Santa (Wielki Tydzień). Tłumy ludzi z całego świata napływają w tym okresie do Hiszpanii, zwłaszcza do Andaluzji, aby ujrzeć na własne oczy spektakularne świętowanie Wielkanocy. Owe widowiska i przedstawienia uliczne mają jednakże niewiele wspólnego z samą wiarą, a więcej z hiszpańską tradycją.

Fiesta dobra na wszystko

Skoro mowa już o świętowaniu przejdę do kolejnego faktu, który nieco mnie zaskoczył. To, że Hiszpanie lubią zabawę w każdej możliwej postaci, nie było żadną tajemnicą. Po przeprowadzce i sumiennym zgłębianiu kultury tego kraju zdałam sobie sprawę, że słowo lubić nie oddaje dokładnie znaczenia, jakim darzą oni swoje fiesty, których notabene Hiszpania ma całe mnóstwo. Każda dzielnica, wioska, miasto, patron, święty… ma przypisany swój jeden dzień (lub dni) w roku, gdy to Hiszpanie gromadzą się, aby podczas głośnych i szumnych zabaw oddawać mu cześć. Krótko mówiąc, w Hiszpanii każda okazja dobra jest do świętowania, bo przecież jeśli święta nie ma, powód do radosnych tańców i lania wina znajdzie się równie szybko, jak chętni do realizacji pomysłu.  

Barowe życie

Podczas urlopów w Hiszpanii szybko zorientowałam się, że Hiszpanie lubią spędzać czas poza domem, choć nie zdawałam sobie sprawy, iż wypad do baru to nie tylko forma spędzania wolnego czasu, ale wręcz styl życia. Podobała mi się owa otwartość, radość, roześmiane twarze i pogawędki. Dzisiaj wyjście do popularnego baru kojarzy mi się raczej z hałasem, wrzawą, koniecznością przekrzykiwania tłumu, aby mój rozmówca zrozumiał, co do niego mówię i ewentualnym bólem głowy, gdy pobyt w barze jest zbyt długi. Nie zrozumcie mnie źle, lubię życie towarzyskie, spotkania poza domem, wypady do barów, pubów, restauracji, ale wolę te odrobinę spokojniejsze miejsca, gdzie nie grozi mi utrata słuchu.

Spacerując uliczkami

Och, jakżeż to ja zachwycałam się kiedyś porządkiem i ładem w Hiszpanii. Ulice wydawały mi się tak cudownie czyste i zadbane. Przycięte krzewy, każde rondo oryginalnie zaprojektowane, chodniki bez zbędnych śmieci, czy niespodzianek pozostawianych przez psy, wszystko pięknie i pachnąco, a inni powinni brać z Hiszpanii przykład. Nie zastanawiałam się wtedy jednak nad tym, że często podczas urlopów odwiedzałam przecież głównie znane, turystyczne miejsca, które oczywiście były perfekcyjnie zadbane. Choć muszę przyznać, że mam bardzo miłe wspomnienia z Pampeluny, ogólnie Nawarry i Kraju Basków, gdzie spędzałam całe tygodnie wakacji i zawsze chwaliłam sobie czystość tamtejszych miast. Gdy pojawiłam się w Barcelonie, magiczna bańka schludności i porządku prysła. Jasne, o ład dba się nader mocno w tych popularnych i często odwiedzanych obszarach, lecz niestety spacer niejedną wąską uliczką Barcelony, tej mniej znanej Barcelony traci już swój urok. Nieprzyjemny zapach moczu zwierząt i ludzi towarzyszyć nam będzie jak wierny kompan, a w tych mniej ciekawych dzielnicach uważać musimy na porozrzucane pod nogami psie miny, bo nie każdy sąsiad jest niestety wychowany. Śmieci wysypujące się z kontenerów, czy ustawiane zaraz obok to wcale nie taki rzadki widok w lokalizacjach cieszących się mniejszą sławą oraz podejrzaną famą. Choć muszę zauważyć, że Dzielnica Gotycka, którą znaleźć można w każdym przewodniku, nie zachęca swymi zapachami, a podobno jej uliczki czyszczone są każdego dnia. Czystość, a raczej jej brak to jeden z aspektów, który negatywnie zaskoczył mnie w Barcelonie (nie mam odniesienia do innych miast, ponieważ bywałam w nich jedynie turystycznie).

Jak się dogadam?

Ok, umówmy się, że rozpoczynając mą przygodę z Hiszpanią nie musiałam obsesyjnie martwić się o język, ponieważ podczas pierwszych wycieczek towarzyszyła nam zawsze nasza rodzina, która hiszpański znała. W późniejszym okresie, gdy dopiero zaczynałam naukę tego języka, starałam się radzić sobie podpowiadaniem w języku angielskim, mimiką i gestykulacją. I nigdy nie doświadczyłam nieprzyjemnej sytuacji ze względu na brak znajomości lub też niewielką znajomość języka hiszpańskiego. Słyszałam zresztą mnóstwo podobnych historii. Jak ja się dogadam? Myślałam przygotowując się do pierwszej samotnej wycieczki do Hiszpanii, dokładniej do Salamanki, gdzie spędzić miałam całe trzy tygodnie. A dogadałam się bez problemu. Lata w Hiszpanii ukazały mi, iż Hiszpan nie zważa na to, że łamiesz sobie język próbując porozumieć się z nim w jego ojczystym języku, jest tym wręcz zaimponowany. A co się nie powie, to się pokaże, za pomocą rąk i mimiki twarzy można wyjaśnić naprawdę niesłychane rzeczy. 

A ja na to, jak na lato

Hiszpania – słońce, plaża, upały… No, tak, z czymże innym kojarzyć może się ten kraj? I owszem, w wakacje wylegiwałam się na hiszpańskich plażach, smażylo mnie malagijskie słońce i zerkałam z niedowierzaniem na termometr, który o 20 wskazywał w Sewilli 40 stopni. A później przeprowadziłam się do Barcelony, gdzie okazało się, że tak naprawdę istnieje także zima. Ok, że zima istnieje wiedziałam, to o czym nie miałam pojęcia to fakt, iż tak wiele mieszkań nie ma ogrzewania centralnego. Gdy zatem ktoś wzdycha głośno, jakie to mam szczęście żyjąc w kraju wiecznego słońca, zapraszam go serdecznie w styczniu do mojego barcelońskiego mieszkania.

Hiszpański maczo

Hiszpanie od nastoletnich lat spędzali mi sen z powiek. Śniłam po nocach o gorącym romansie z hiszpańskim maczo i żartowałam, że moim mężem musi być zabójczo przystojny Hiszpan. Naoglądałam się Juanów, Miguelów i innych Pedro podczas wakacyjnych wypadów, by marzyć o nich przez cały rok do kolejnego urlopu. Jakie zatem było moje zaskoczenie, gdy tu zamieszkałam? Ci moi przystojni Hiszpanie, gdy widzi się ich codziennie, są po prostu jeszcze piękniejsi!

Jak to bywa na wakacjach, i mnie wydawało się, że Hiszpania to miejsce idealne. Słoneczne, pełne radości, uprzejmych ludzi, przepięknej przyrody i ciekawych tradycji. Wiele się nie pomyliłam, jednak życie tu uświadomiło mi, że miejsce idealne nie istnieje. Zawsze znajdzie się choć jedna mała drobnostka, która nie będzie nam odpowiadać i którą uznamy za wadę. Kto jednak powiedział, że do pełni szczęścia potrzebujemy perfekcji? Gdyby wszystko było usłane różami, świat byłby nudny. Bo umówmy się, kto nie lubi sobie czasami zwyczajnie ponarzekać?

poniedziałek, 12 lutego 2018

Czy opanowałeś już język hiszpański do perfekcji?



Nauka języka obcego to proces wymagający determinacji i systematyczności. Jego skuteczność zależy od wielu czynników. Jednym z najważniejszych jest chyba to, kto i gdzie nas uczy. Przebywając w Hiszpanii wśród tubylców na pewno dużo szybciej przyswoimy język hiszpański, niż poprzez uczęszczanie na cotygodniowy kurs w Polsce. Także, gdy naszym nauczycielem będzie rodowity Hiszpan, osłuchamy się z naturalnym akcentem i być może sami będziemy w stanie go powtórzyć. Gdy w końcu osiągniesz swój wymarzony cel i język obcy nie będzie już tak całkiem obcy, z pewnością zadasz sobie pytanie: czy mogę powiedzieć, że dominuję język hiszpański? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w dzisiejszym tekście. Przeczytaj jakich jest 7 oznak, które świadczą o tym, że biegle posługujesz się językiem hiszpańskim (lub jakimkolwiek innym).

BRAK POMOCY TŁUMACZENIOWYCH

Udało się! W końcu możesz oglądać hiszpańskojęzyczne filmy i seriale bez napisów oraz wcale nie musisz przewijać i wsłuchiwać się trzy razy w to samo zdanie, aby zrozumieć, dlaczego Mili rozstaje się z Fernando w 98 odcinku Zbuntowanego Anioła. Wycieczki do kina na wakacjach w Hiszpanii nie kończą się gonitwą po mieście w poszukiwaniu seansu w języku angielskim. Ale nie skupiajmy się tylko na kinie. Posiadając biegłość w języku hiszpańskim bez problemu zrozumiesz wszystkie piosenki Shakiry, Julio Iglesiasa, czy Malumy. Na imprezie pierwszy zabłyśniesz znajomością tekstu Despacito oraz przy okazji i jego tłumaczenia. Dodatkowo przebrniesz bez zbędnych westchnień przez oryginalną wersję Don Kichota.

BRAK DOSŁOWNEGO TŁUMACZENIA

Nie popełniasz już językowych gaf polegających na dosłownym tłumaczeniu zdań z języka polskiego na język hiszpański i odwrotnie. Wiesz już, że Hiszpan nie powie, że coś jest proste jak bułka z masłem oraz że po polsku nie idzie się w metrze do szkoły (ir en metro), właściwie to chodzić w metrze można, ale zapewne Polak inaczej zrozumie sens zdania. W Hiszpanii nie pojawia nam się gęsia skórka, a kurza, ale o tym pamiętasz już za każdym razem, gdy przychodzi Ci być domowym tłumaczem.

SLANG

Oprócz unikania dosłownego tłumaczenia doskonale posługujesz się także ulicznym i kolokwialnym językiem. Pasta to już nie tylko makaron, coco oprócz kokosem może być też głową, a zwrotu tío nie używasz jedynie zwracając się do wujka. Rozmowa z grupą młodych, zbuntowanych Hiszpanów nie stanowi dla Ciebie żadnego wyzwania.

ŻARTY

Każdy kraj ma swój specyficzny humor, każdy naród, oprócz tego, co bawi nas wszystkich, śmieje się z własnych, wyszukanych żartów. Posługując się biegle językiem hiszpańskim, po osłuchaniu się go i wielu rozmowach z Hiszpanami jesteś już w stanie żartować w ich ojczystym języku. Umiesz odpowiednio dobrać słowa, wiesz, jaki zwrot może ich rozbawić oraz jaka gra słów wywoła u wszystkich uśmiech na twarzy. Wiesz już, że w Hiszpanii do szkoły nie przychodzi Juanito (Jasiu), a Jaimito oraz pamiętasz, że bohaterowie żartów z serii Polak, Rusek i Niemiec w Hiszpanii zmieniają narodowość, więc nie musisz martwić się już o kolejną gafę i długie milczenie zamiast salw śmiechu.

WULGARYZMY

Świadome i nieświadome używanie wulgaryzmów również świadczy o umiejętności biegłego posługiwania się danym językiem. Spieszę z objaśnieniem dość niezrozumiałego na pierwszy rzut oka początku akapitu. Świadome, ponieważ wiesz, że w Hiszpanii stwierdzenie, że coś jest do dupy przyniesie na myśl jedynie papier toaletowy, a psia kość wywoła dziwne spojrzenia. Naszą najczęściej używaną panią K. zastępujesz tu wymownym joder, bo wypowiadanym równie często (mimo, że dosłownie oznacza pierdolić). Jesteś doskonale świadomy, że wściekli Hiszpanie mają w zwyczaju na wszystko srać (me cago en...) oraz wzywać matkę w najróżniejszych formach (tu puta madre, de puta madre, la madre que me parió). Nieświadomie natomiast, ponieważ przebywając wśród Hiszpanów przesiąkłeś już ich sposobem bycia i nawet nie zdajesz sobie sprawy, gdy w Twoich wypowiedziach pojawiają się specyficzne ubarwienia, lecz zupełnie nikt nie zwraca na to uwagi.

SNY

Usłyszałam kiedyś, że oznaką wskazującą na to, że dana osoba owładnęła obcy język jest fakt, iż w owym języku śni. Dlatego właśnie w Twoim śnie najprzystojniejszy aktor z ulubionej telenoweli nie szepcze Ci do ucha romantycznych słów po polsku, a po hiszpańsku. Antonio Banderas porywa Cię z maską Zorro, a Ty krzyczysz do niego w jego ojczystym języku marząc, aby tak naprawdę wcale Cię nie wypuszczał. Tak, takie sny oprócz tego, że świadczą o tym, że oglądasz sporo filmów, są również dowodem na Twą perfekcyjną znajomość języka hiszpańskiego.

AKCENT

Na koniec zostawiłam najważniejszy aspekt dający świadectwo Twoim językowym umiejętnościom. Możesz pochwalić się, że naprawdę biegle posługujesz się językiem hiszpańskim oraz nie posiadasz najmniejszych problemów z porozumieniem się z żadną hiszpańskojęzyczną osobą, gdy... jesteś w stanie idealnie zrozumieć Andaluzyjczyka, pijanego Andaluzyjczyka.

I jak, ile podpunktów spełniacie?

czwartek, 8 lutego 2018

6 typów emigrantów


Według statystyk z 2017 roku aż dwa i pół miliona Polaków przebywa obecnie na emigracji. To 6% całej populacji naszego kraju. Wśród dwóch i pół miliona ludzi można znaleźć cały ogrom przeróżnych cech charakteru. Zapewne każda osoba ma inną historię, inne przygody, cele i plany. Z łatwością można jednak zauważyć, że część z nich dzieli pewne wspólne cechy. Postanowiłam podzielić naszych rodaków na kilka grup oraz przedstawić Wam w zabawny i oczywiście żartobliwy sposób 6 typów polskich emigrantów.

1. CHOMIK

Tak właśnie nazywają ten typ emigranta psycholodzy. Za granicę wyjechał w jednym celu: pracować, zarobić, odłożyć i wrócić. Planował maksymalnie roczny pobyt, jednak nieco się on przedłużył i tak mija już 7 rok, gdy z mamą dzieli się opłatkiem przez Skype. Zbiera się do powrotu, lecz zebrać się nie może. Żyje właściwie na pograniczu dwóch światów, jedną nogą jest już w Polsce, lecz ta druga wciąż trzyma się jeszcze emigracji. Niby tęskni za ojczyzną, płacze, ale wracać nie może, bo w Polsce tyle nie zarobi, a na nowy start w kraju przydałby się przecież nowy samochód.

2. MR ANDREW

Życie na emigracji to najlepsze co mu się w życiu przytrafiło. Uwielbia swój nowy dom, a kraj, w którym żyje uważa za idealny. Nie przestaje porównywać go do swej ojczyzny wychwalając każdy możliwy szczegół. Jego ulubione zdanie brzmi: "Bo my w ... (wstaw nazwę kraju) mamy to, możemy tamto i robimy jeszcze to", a w Polsce tego wszystkiego przecież nie macie. W ojczyźnie czuje się jak obcokrajowiec, co daje do zrozumienia co parę minut wplatając zagraniczne słowa do rozmów, mówiąc yeah zamiast tak i pytając co jakiś czas: jak to się mówiło po polsku? Nie przedstawia się już Andrzej, a Andrew i myśli nawet o oficjalnej zmianie imienia. Nie wyobraża sobie powrotu z emigracji, bo przecież dla niego to nie żadna emigracja, a rozpoczęcie nowego, prawdziwego życia.

3. JANUSZ Z BIEDRONKI

Janusz jest ogromnym patriotą, wyznaje zasadę "Polska dla Polaków", a skoro sam żyje na obczyźnie ową Polskę musi zbudować właśnie tam, choć bardzo wiernie walczy na odległość o nieprzyjmowanie uchodźców, a najlepiej w ogóle jakichkolwiek obcokrajowców do swego rodzinnego kraju. Sporo przeklina, wyśmiewa się z tubylców, a nawet czasami krzyknie coś w ich stronę, w końcu i tak go nie zrozumieją, a będzie miał chociaż szacunek u chłopaków. W jego dłoni zawsze gości niezastąpiona puszka piwa, oczywiście polskiego piwa, nie będzie on przecież wzbogacał nie swoich. Od 5 lat składa kartony, ale nie potrzebuje innego zajęcia, bo na piwko i pizzę wystarczy.

4. MISTER POLAK

Mister Polak podobnie jak Janusz uwielbia Polskę, choć w dużo łagodniejszy sposób. Wyjechał za granicę, ale to wcale nie oznacza, że ma się on tam czuć obco, a do tego potrzebne mu będzie jak najwięcej polskości. Otacza się więc jedynie Polakami, a język zna w podstawowym stopniu tak, aby w razie potrzeby dogadać się z panią w banku czy listonoszem. O wiele jednak nie musi się martwić, ponieważ chodzi on do polskiego sklepu, obcina go polski fryzjer, rury naprawia mu polski hydraulik, dziećmi opiekuje się córka polskiej koleżanki, a w domu zainstalowano polską telewizję. Dobrze mu w tej swojej zagranicznej Polsce, a kontakty z tubylcami oraz poznawanie kultury innego kraju uważa za zupełnie zbędne.

5. KRÓL

Król jak to król ma w zwyczaju, lubi rządzić. Król emigracji także lubi zarządzać wszystkim i wszystkimi. To on wie wszystko najlepiej, to on zna ten kraj najlepiej i to on nigdy się nie myli. Mieszka on już w danym kraju przecież x lat, więc jak mógłby się mylić? Lubi się wywyższać i często szuka zaczepki wśród swych rodaków, bo kłótnie i udowadnianie swej (w jego przekonaniu) racji sprawia mu satysfakcję. Nie wiadomo, czy właściwie to nie znosi on wszystkich Polaków, czy też to tubylcy emigracyjnego kraju są jego wrogami. A może po prostu my wszyscy?

6. NIEZDECYDOWANY

Niezdecydowany jest wiecznie... niezdecydowany. W Polsce mu się nie podobało, więc wyjechał za granicę w poszukiwaniu lepszego życia, owego życia jednak dotychczas nie znalazł, jednak do Polski nie wróci, bo wciąż mu coś tam nie odpowiada. Tu źle i tam niedobrze. Jego ulubionym zajęciem jest narzekanie, więc jego przyjaźnie nie trwają długo. Każdy jego dzień wygląda podobnie, czego oczywiście nie potrafi zaakceptować, lecz nie stara się tego zmienić. Zamyka się więc w swym kole nienawiści czekając na zmiany, które same spadną z nieba.


Jest jeszcze ostatnia grupa tworzona przez osoby, które po prostu żyją. Szczęśliwe, radosne, choć i im trafić się może gorszy dzień, co jest zupełnie naturalne, chłonące wiedzę na temat nowego miejsca, poznające nowych ludzi, zarówno rodaków jak i obcokrajowców, decydujące o swoim życiu i cieszące się tym, co mają. I to właśnie chyba tych ludzi lubi się najbardziej. Oczywiście cała reszta mimo, że prawdziwa, jest mocno przerysowana i opisana w żartobliwy sposób, ale wierzę, że Wy załapaliście sam przekaz i czytając tekst nie raz się uśmiechnęliście.

niedziela, 4 lutego 2018

Czego nauczył mnie związek z Hiszpanem?



Przychodzę do Was dzisiaj z postem o charakterze edukacyjnym, a ściślej mówiąc, podzielę się tym, czego nauczyłam się ja. Związki i relacje międzyludzkie odgrywają ogromną rolę w życiu każdego z nas. Najróżniejsze z nich, od tych zawiązywanych na placu zabaw, poprzez pierwsze złamane serce, aż do ulubionego profesora na studiach. Sporo się możemy od siebie nauczyć, poznać zupełnie nowy punkt widzenia na wiele tematów, wymieniać się poglądami, a nawet dowiedzieć się czegoś nowego o samym sobie. Tak, przecież zależnie od relacji, w której się znajdujemy, wyzwala ona w nas różne emocje, odczucia, myśli, zachowania. Czasami takie, które potrafią zaskoczyć nawet nas samych. Chciałabym zatem podzielić się z Wami opowieścią o jednej z moich osobistych relacji, a tytuł wpisu podpowiada o kim mowa. Związek z obcokrajowcem pełen jest niespodzianek, różnic kulturowych, zmagań z nierzadko różną codziennością oraz wzlotów i upadków, bo oprócz drugiej osoby, uczymy się także często zupełnie innej kultury i sposobu życia. Przeczytajcie zatem, czego ja nauczyłam się będąc w związku z Hiszpanem.

CIERPLIWOŚCI

Tak, oprócz obcowania z hiszpańskimi urzędami, również związek z obcokrajowcem nauczył mnie cierpliwości. Nagle okazało się, że różnimy się od siebie pod kilkoma (bo nie wieloma) względami i nie mam na myśli różnic charakterów, a aspekty związane z kulturą. Musiałam więc nauczyć się, że moje polskie prawdy dla Hiszpana wcale nie musiały być najważniejsze i nie kłócić się, a zaakceptować. Mniej cierpliwości potrzeba, gdy w grę wchodzi jedynie fakt, że wraz ze swym partnerem różnisz się pod względem charakteru. Więcej, gdy dochodzi cała masa innych kompromisów i spraw, które kiedyś wydałyby się oczywiste, a dziś dyskutujesz o nich przez pół dnia.

TOLERANCJI

Związek międzynarodowy bez wątpienia uczy nas również tolerancji. Myślę, że to właśnie taka relacja często jest w stanie ukazać, na ile oraz w stosunku do jakich zachowań jesteśmy w stanie być tolerancyjni w realnym życiu. "Nie jestem rasistką, jestem tolerancyjna, ale wolałabym, aby moja córka nie spotykała się nigdy z ciemnoskórym mężczyzną". Czy aby na pewno jest to więc tolerancja? Ja dla odmiany wolałabym, aby mój syn nie spotykał się z kobietą, która miałaby kiedykolwiek go skrzywdzić, czy przysporzyć poważnych problemów. Z natury jestem osobą bardzo tolerancyjną, z wychowania, z otoczenia, z życia. Związek z Hiszpanem ukazał, że słowa przełożyły się na czyny. Mimo, iż czasami z czymś mogę się nie zgadzać, nie popierać danych tradycji, zachowań, to jednak je toleruję (póki oczywiście nie ingerują w dobro, zdrowie czy ogólnie pojęte obcowanie i życie innych). Bo będąc w związku z obcokrajowcem uczymy się tolerować różnice kulturowe, nowe tradycje, najdziwniejsze zwyczaje, inny styl życia, język i codzienność.

TYLE SPOSOBÓW, ILE MIEJSC NA ŚWIECIE

Zdałam sobie sprawę, że nie istnieje tylko jedno rozwiązanie każdej sytuacji, że istnieje wiele sposobów na wykonanie tej samej czynności, że moja prawda nie jest to jedną, jedyną i najprawdziwszą. Ludzie żyją na wiele sposobów, każdy zakątek świata może zaskoczyć nas czymś nowym. Coś, co dotychczas wydawało mi się oczywiste, dla drugiej osoby jest nielada zagadką. I odwrotnie, coś, co nie przeszłoby mi przez myśl w najdziwniejszych snach, dla Hiszpana jest czymś naturalnym. A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że możemy wzajemnie uczyć się tych wszystkich nowych rzeczy. Wprowadzać w nasz świat kogoś, dla kogo świat ten jest zupełnie magiczny oraz pozwolić, aby i on zabrał nas w podobną "podróż". Ostatecznie nadmiar wiedzy nikomu jeszcze nie zaszkodził, a nowe spojrzenie na wiele spraw może jedynie wzbogacić i urozmaicić nasze codzienne życie.


MOŻNA ŻYĆ WIECZNIE ŻARTUJĄC

Gdybym powiedziała, że nie ma dnia, w którym mój Hiszpan nie rzuciłby kilkoma typowymi dla niego żartami, nie do końca zobrazowałabym wizję jego egzystencji. Gdybym powiedziała, że nie wytrzyma on godziny bez żartowania, na pewno stwierdzenie to byłoby dużo bliższe prawdy. Tak, przyznaję, że z nikim nie śmiałam się tyle, ile śmieję się z Alberto. Radość i dobry humor to jego wierni towarzysze. Czasami naprawdę zastanawiam się, kiedy i jak tworzą się w jego głowie te wszystkie pomysły, dowcipy i żarty. Uważam to za ogromną zaletę, ponieważ życie samo w sobie potrafi dać mocnego kopa, dlatego niech pozostanie nam wtedy chociaż śmiech, który jak wiadomo "to samo zdrowie". Generalnie uważam Hiszpanów za radosne osoby, które nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafią znaleźć powód do uśmiechu i cieszyć się, że wciąż coś mają, a nie, że czegoś już nie mają. Oczywiście dzień Alberto nie skupia się na wymyślaniu żartu za żartem i gdy trzeba, zachowuje całkowitą powagę adekwatną do sytuacji, choć zdarzyło mi się zapytać, może bardziej z ludzkiej ciekawości, w żadnym razie złośliwości, czy wytrzymałby 24 godziny bez żartów. Wciąż czekam na owy dzień.

NO STRESS

Kwestii dotyczącej niestresowania się byle drobnostką oraz nieanalizowania i rozkładania na czynniki pierwsze każdej sprawy, rozmowy i spotkania wciąż się jeszcze uczę, ale z dumą mogę powiedzieć, że zrobiłam już spore postępy. Czy owego podejścia do życia nauczyłby mnie także Polak? Całkiem możliwe, ale udało się to akurat Hiszpanowi, więc to on może spocząć na laurach. Wiecie, że Hiszpanie nie lubią się przesadnie stresować, przejmować każdym szczegółem i zastanawiać się, "co by było, gdyby...", a już na pewno nie, jeśli chodzi o sprawy, na które zupełnie nie mają wpływu. To była za to moja specjalność. Była i czasami jeszcze bywa, ale Alberto skutecznie uzmysławia mi, o ile weselsze, przyjemniejsze, a przede wszystkim spokojniejsze jest życie bez nadprogramowego stresu. Nie do końca wyznaję hiszpańską zasadę: co masz zrobić jutro, zrób za tydzień, ale przyznaję, że czasami lepiej odpuścić i przeczekać, cieszyć się chwilą, korzystać z tego, co nam dane (lub z tego, co sami sobie daliśmy) i śmiać się radośnie zapominając na moment o problemach dnia jutrzejszego.

INNY NIE ZNACZY GORSZY

Różnice kulturowe wcale nie muszą być naszym brzemieniem, powodem do ciągłych kłótni, motywem do narzekania na potrzebę nieustannych kompromisów. Czyż świat, w którym wszyscy bylibyśmy tacy sami, nie byłby nudny? Ja tam wolę taki świat, w którym jednej zimy na wigilijnym stole stoi karp, a kolejnej śpiewamy hiszpańskie kolędy, w którym Dzień Mamy mogę obchodzić dwa razy, w którym kogoś szokuje to, że latem jem ciepłą zupę, w którym w Sylwestra oprócz szampana w buzi znaleźć musi się 12 winogron po zjedzeniu których rozpoczyna się zabawa podczas, gdy w Polsce o tej porze dla wielu impreza jest już skończona, w którym mówię do mojego Hiszpana, że upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu, a on patrzy na mnie i pyta, gdzie to upieczone jedzenie, w którym słyszę codziennie  "putoski", "gordoski" i "guaposki", a ja dziwię się, jak w hiszpańskim może istnieć słowo określające czas po spożyciu posiłku spędzony na rozmowie (sobremesa). Różnorodność jest piękna. Różnorodność jest oryginalna. Różnorodność nie jest nudna.

I tym miłym akcentem zakończę dzisiejszy wpis czekając na Wasze doświadczenia i pójdę zjeść kolację. Być może i tym razem uda mi się przekonać Alberto (ponieważ w przeszłości tak już bywało), że można jeść kolację przed 22.

środa, 31 stycznia 2018

Hiszpania - kraj szowinistów?


Czy Hiszpania jest krajem szowinistycznym? Czy występuje tu nadmiar męskiego seksizmu? Odpowiedź, która padłaby z ust większości mieszkańców kraju, choć z przewagą na płeć damską brzmiałaby: tak, jeśli nie: tak, bardzo. Nigdy nie zgłębiałam szczegółowo tematu męskiego seksizmu (hiszp. machismo) w Polsce, choć zawsze wiedziałam, że istniał. To w Hiszpanii zaczęłam słyszeć o owym problemie. Słyszeć, czytać, oglądać, i to wcale nierzadko. Wszyscy nasi hiszpańscy znajomi, bliżsi i dalsi, którzy w tym momencie przychodzą mi do głowy, uważają, że Hiszpania jest krajem męskich szowinistów i że problem owszem, istnieje. Niby tak dużo się o nim mówi i słyszy, lecz tak mało się robi w kierunku zwalczania go. Ale o tym za chwilę.
Zacznijmy jednak od początku. Czym jest szowinizm? Według słownika PWN jest to postawa, którą charakteryzuje brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji własnej płci, rasie lub grupie. My skupimy się dzisiaj na seksizmie męskim, którego definicja według Wikipedii brzmi: 
seksizm to pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw. Zazwyczaj sprowadza się do wiary w wyższość mężczyzn i wynikających z niej dyskryminujących zachowań wobec kobiet. 
Jak jedak definicja szowinizmu brzmi w dzisiejszych czasach? Czy na pewno zdajemy sobie sprawę, co jest już przemocą, a nie zwykłą sprzeczką?

W ciągu ostatnich 14 lat w Hiszpanii 917 kobiet zostało zamordowanych przez swych partnerów lub byłych partnerów, co statystycznie daje nam liczbę 65,5 kobiet rocznie. W 2017 roku między kwietniem a czerwcem, każdego miesiąca 13 kobiet zgłaszało przypadki maltretowania. W 2016 roku w całej Hiszpanii otrzymano 143.000 zgłoszeń o przemocy domowej wobec kobiet. Dla odmiany w latach 2008 – 2015 z rąk kobiet zginęło 58 mężczyzn. Gdy porównamy statystyki z cyframi wskazywanymi przez nasz rodzinny kraj, wyniki są przerażające, niestety na niekorzyść dla nas. W Polsce rocznie ginie 150 kobiet w wyniku przemocy domowej. To o ponad połowę więcej niż w Hiszpanii. Analizując problem seksizmu męskiego w obu krajach mam jednak wrażenie, że to w Hiszpanii więcej i głośniej się o tym mówi. Więcej się narzeka na temat braku równości między kobietami, a mężczyznami. Więcej słyszy się o kolejnych przypadkach szowinizmu w kraju, w tym wśród znanych osobistości, choćby takich jak politycy. A może to kwestia mojego otoczenia?

Zastanawiam się zatem, skąd te różnice w statystykach, gdy poglądy teoretycznie podobne, bo przecież pojęcie równości i szowinizmu w Europie nie powinno się nazbyt różnić. Czy sprawa dotyczy światopoglądu i tego na co społeczeństwo daje przyzwolenie? Polska uważana jest za kraj konserwatywny, przez niektórych nazywany nawet "zacofanym", a jednak to w Hiszpanii zachowania i postawy, które powinny być powszechnie tępione, w zamian są akceptowane. Mężczyzna ma prawo prawić kobiecie komplementy, zaczepiać ją na ulicy, zagadywać nawet w nazbyt nachalny sposób, który wprawia ją w zakłopotanie, bo przecież jak facet widzi ładną "laskę", to jako samiec musi zareagować, a jeśli okazuje ona niezadowolenie, zwyczajnie przesadza. Nie wspominając już, gdy do takich sytuacji dochodzi podczas nocnych zabaw. Nietrzeźwa kobieta przecież wręcz prosi się o stosunek, więc trzeba to wykorzystać. "Po pijaku się nie liczy". Nie zapomnijmy o słynnym ukłonie w stronę mężczyzn, których lista kochanek przypomina długością Pana Tadeusza, a dla odmiany nazywaniem łatwą i "puszczalską" kobietę, której lista jest równie obszerna. Takie zachowania w Hiszpanii przez wielu uważane są za zupełnie normalne i w żadnym wypadku niepokojące. Zachowania, które coraz częściej za gwałt obarczają winą ofiarę, bo "była wyzywająco ubrana", "sama się o to prosiła", "po co wychodziła tak późno z domu?". Sprawcy gwałtów, do których w Hiszpanii dochodzi co 8(!) godzin, zbyt często umykają od należnej kary. "Czy aby na pewno sama nie otworzyłaś ud?" To autentyczne pytanie, które hiszpańska sędzina zadała ofierze gwałtu podczas procesu. I nie jest to niestety odosobniony przypadek. To właśnie z tego typu męskim seksizmem próbują walczyć wzburzone Hiszpanki. Nie chcą, aby ładne kobiety uważane były jedynie za ładne kobiety, a tak właśnie powszechnie się mówi. Docenia się je głównie za atrakcyjność. Polityk to piękna, pociągają kobieta? Jej przemowy, kampanie i ideologie schodzą na dalszy plan, ważne jest przecież, że jest ona po prostu ładna. A skoro jest ładna, to mężczyzna ma prawo głośno o tym mówić. 

Wracając do liczb. Skąd w Hiszpanii tak wysokie statystyki i przerażające dane? Według specjalistów problem leży w wiedzy ludzi, a raczej jej braku. Machismo przez wielu nie jest uważany za problem. Według badań CIS jedynie 0,2% Hiszpanów martwi zagadnienie przemocy domowej wobec kobiet oraz rosnących statystyk. Edukacja w tym zakresie również nie zachęca do walki z problemem. Dzieci nie są uczone, że na świecie powinna panować równość wobec kobiet  i mężczyzn w każdej płaszczyźnie życia. Almudena Moreno, hiszpańska socjolog, ekspert w temacie nierówności i dyskryminacji uważa, że Hiszpania od zawsze budowała w swej historii wizję społeczeństwa, która bazuje swe idee na figurze mężczyzny żywiciela rodziny i osobie, od której zależy cała jej egzystencja. Być może z tego powodu rezultat przeprowadzonych przez Centro Reina Sofía badań jest tak niepokojący. 27,4% spośród 1247 nastolatków uważa, że przemoc domowa wobec kobiet jest naturalnym zachowaniem w życiu każdej pary. 31,5% z nich twierdzi, że problem zwiększył się poprzez napływ imigrantów. 21,2% zakłada, że zagadnienie seksizmu męskiego jest mocno koloryzowane i przesadzone biorąc pod uwagę prawdziwe według nich fakty. 7% młodzieży mówi, że przemoc seksistowska jest nieunikniona. W Hiszpanii przeraża przede wszystkim liczba osób, które nie zdają sobie sprawy z istnienia problemu lub które uważają owy problem za coś naturalnego i nie postrzegają seksizmu męskiego jako zagadnienia, którym powinniśmy się martwić. Wpływ na to ma wspomniana wcześniej edukacja i kształcenie w tym kierunku. Rúben Sánchez, hiszpański psycholog uważa, że za mało mówi się o, bez wątpienia istniejącym w Hiszpanii problemie. Obwinia osoby publiczne, w tym głównie polityków, którzy nie starają się walczyć przeciwko braku równości wobec kobiet i mężczyzn oraz nagminnie wywyższaną rolą męską w społeczeństwie hiszpańskim. W Hiszpanii jest mnóstwo ludzi, w tym ludzi młodych, którzy wciąż widzą wyraźny podział ról w życiu mężczyzny i kobiety, z niekorzyścią dla grupy damskiej. Ja sama poznałam Hiszpanów, którzy bez ogródek wyrażali swą opinię, która bazowała na obrazie kobiety usługującej mężowi, dbającej o dom i posiadającej mniej praw. Mężczyzna to pan. Silny, stanowczy i pewny siebie samiec, któremu należy się szacunek i posłuszeństwo. To on ma podejmować decyzje dotyczące obojga, to on ma kontrolować życie całej rodziny. To jemu należy się lepsza posada, a jeśli kobiecie uda się dojść w zawodzie równie wysoko, jego pensja musi wzrosnąć, bo niezaprzeczalnie wykonuje więcej pracy. Znaczna większość ważnych i wysokich stanowisk zajęta jest przez mężczyzn. To oni "rządzą" Hiszpanią nawet, jeśli kobieta często będzie równie wykształcona i doświadczona. To mężczyzna jest wzorem do naśladowania, bo co może osiągnąć krucha, słaba kobieta? To on, to on, wszystko on. 



Ale szowinizm nie przejawia się jedynie w formie wyższości mężczyzny nad kobietą. Przemoc domowa to nie tylko agresja i przemoc fizyczna. Problem zaczyna się już, gdy partner próbuje obsesyjnie kontrolować swoją drugą połowę. Sprawdzanie telefonu, przeglądanie Facebooka, usuwanie znajomych na instagramie, kontrolowanie z kim, gdzie i kiedy się spotyka, zakazy, nakazy, chore wymagania, szantaże emocjonalne. W 2015 80% młodych Hiszpanów w wieku do 30 roku życia przyznało, że zna przypadki takich zachowań z najbliższego otoczenia. Niestety aż 53% z nich nie wie, że doświadczenie to jest przemocą. W dzisiejszych czasach nazwiemy to czymś normalnym, kryzysem, kłótnią. Bo chłopak jest wyjątkowo zazdrosny, bo nie lubi, jak spotykam się z kolegami. A ja pozwalam mu się kontrolować. 

Ale machismo nie dotyka jedynie kobiet. Problem ten ma także wpływ na mężczyzn. Facet to ma być maczo, a maczo nigdy nie płacze, a nie daj Boże w miejscu publicznym, nie jest zbyt wylewny, bo mu nie wypada, o uczuciach nie mówi, bo to zadanie kobiet, różowej bluzki nie założy, bo zaczną się żarty, nie słucha Taylor Swift, bo słuchają tego przecież same dziewczyny. Przykładów jest mnóstwo. Męski seksizm wpędza mężczyzn do pokoju, w którym główną zasadą jest być prawdziwym maczo, a z którego nie ma wyjścia, bo społeczeństwo wyciągnęło klamkę z drzwi. 

Oczywiście oprócz podanych wyżej przykładów znajdziemy również wiele pozytywnych historii i na szczęście nie wszyscy Hiszpanie podzielają idee szowinizmu, jednak wciąż jeszcze owych osób jest za mało. Pamiętajcie, że skupiłam się na opisaniu problemu, a nie jego przeciwieństwa, stąd wizja Hiszpanii po przeczytaniu tekstu może wydać się bardzo negatywna. Hiszpania to dobry kraj do życia, kobiety mają tu wiele praw, sprawiedliwość często staje po ich stronie, jednak to niektórzy ludzie wciąż nie są w stanie zmienić swej mentalności i to nad nimi trzeba pracować. Coraz częściej słyszy się o próbach walki z machismo i ze sprowadzaniem roli kobiety do roli kury domowej, osoby słabszej, mniej znaczącej, kontrolowanej. Walczy się o równość, o równe prawa, ale i obowiązki. Legalnie powinna ona istnieć. Postarajmy się jednak, aby była to równość nie legalna, a realna.

Wpis powstał przy pomocy hiszpańskich artykułów mówiących o problemie machismo w Hiszpanii, rozmów z Hiszpanami, śledzonych debat telewizyjnych oraz statystyk zaczerpniętych ze stron internetowych. W żadnym wypadku nie są to moje własne opinie (oprócz pewnych spostrzeżeń), ani moje "wymysły". 

Źródła: elpais.com, 20minutos.es, libertad digital.com, Huffingtonpost.com, oko.press, wiadomosci.wp.pl

sobota, 27 stycznia 2018

Sjesta jest święta, czyli czego nie lubią Hiszpanie



W jednym z poprzednich postów podzieliłam się z Wami faktami, którezrozumie każdy mieszkaniec Hiszpanii. Jeśli owy wpis przypadł Wam do gustu, myślę, że podobnie będzie i w przypadku dzisiejszego. Każdy człowiek jest inny, każdy z nas ma własne upodobania, fobie, pasje. Podobno o gustach się nie dyskutuje. Jest jednak kilka wspólnych aspektów, których nie lubi chyba każdy Hiszpan. Czego nie robić, nie mówić i jak nie zachowywać się w obecności jednego z nich? Zapraszam na zabawny tekst, w którym opowiem o tym, co denerwuje i czego wyjątkowo nie znoszą Hiszpanie.
GENERALIZOWANIE
Nie da się ukryć, że dla większości ludzi, którzy w Hiszpanii nigdy nie byli i znają ją jedynie z programu „Pamiętniki z wakacji” i przedstawianych tam mrożących krew w żyłach historiach lub dla tych, których wiedza kończy się na tygodniowych wakacjach w Barcelonie, Hiszpania to fiesta, sjesta, słońce, wino i byki. Hiszpanie bardzo nie lubią, gdy ujmuje się kulturze tego pięknego kraju, a co za tym idzie, nie lubią być kojarzeni jedynie z oliwkami, winem i plażami pełnymi turystów. Podobnie jest także w przypadku piłki nożnej. Hiszpanów drażni, gdy ich państwo łączone jest jedynie z osobą Messiego czy Ronaldo.
POLITYKA
Czy znacie choć jednego Hiszpana, który nigdy nie narzekałby na politykę? Zazwyczaj mowa o polityce w Hiszpanii, ale czasami skargi dotyczą całego świata. A mają na co narzekać i wygląda na to, że prędko się to nie zmieni. Korupcja, korupcja, korupcja. To chyba najczęściej słyszane żale.
MASŁO? NIE, DZIĘKUJĘ
Hiszpanie gotują z oliwą z oliwek. Smażenie, podsmażanie, podgrzewanie. Zawsze i wszędzie leje się oliwa. Dlatego, kiedy słyszą, że w innych miejscach Europy, choćby w Polsce, do smażenia używa się czasami masła, otwierają szeroko buzię i kiwają głowami. Nawet słynne bagietki (bocadillo) polewają niekiedy oliwą zamiast smarować, jak my, masłem.
WODA GAZOWANA
Kolejny z wynalazków, który Hiszpanów nie przekonuje. Nie raz słyszałam już: „woda to ma być woda, a nie jakieś wymysły”. Najlepiej bez cytryny, koniecznie bez gazu, czasami z odrobiną lodu i bezapelacyjnie zimna.
CAŁUSY
Hiszpan poznaje nową osobę, przedstawia się i nachyla gotowy dać dwa całusy w policzek. Wtem rozmówca nagle wyciąga dłoń i bum… czar pryska. Zaraz, zaraz. Przywitanie poprzez podanie ręki? Nie, to w Hiszpanii nie przejdzie. Nieważne z jakiego kraju pochodzisz, z Hiszpanem zawsze będziesz się całować.
HISZPAN, CZY KATALOŃCZYK?
Ten podpunkt nie będzie dotyczył akurat wszystkich Hiszpanów, a jedynie tych bardziej zafiksowanych na punkcie danego regionu. I tak spróbuj nazwać zawziętego zwolennika niepodległości Katalonii Hiszpanem. Zaraz poznasz jego gniew, bo przecież żaden z niego Hiszpan, a Katalończyk.  
SJESTA
Sjesta jest od tego, żeby jej przestrzegać. W czasie sjesty nikt nie lubi pracować, ani za bardzo się przemęczać. Nie wspominając już o panujących w tym czasie upałach, które odbierają chęci do ruszenia się z kanapy. Pan Bóg kazał dzień święty święcić, zapomniał zapewne dodać, że chodziło mu również o moment sjesty hiszpańskiej.
SJESTA PART 2
Jak już mowa o sjeście to trzeba wspomnieć, jak bardzo Hiszpanie nie lubią, gdy jakiś zdesperowany klient wejdzie do sklepu 10 minut przed zamknięciem go na czas właśnie owej sjesty. Pracownik myślami jest już przy pachnącym obiedzie, który zje w towarzystwie Simpsonów, a tu jakiś upierdliwy człowiek chce, żeby pracował on czujnie do ostatniej minuty. Ile to razy szliśmy z Alberto i gdy chciałam wstąpić do jakiegoś miejsca, on protestował mówiąc: „Zaraz zamykają, nie będziemy zawracać im głowy przed sjestą”. Patrzę na zegarek. „Zaraz” okazało się być 15 minutami. Ale ok, idziemy dalej.
PRZYSTAWKA
Siedzi sobie ten nasz Hiszpan w barze i zamawia piwo. Na razie tylko piwo, bo musi dokładnie przestudiować kartę dań. Zaraz, zaraz. Kelner nie przyniósł jeszcze oliwek, czy orzeszków? Tego Hiszpan na pewno nie lubi. Bo jak się zamawia piwo, to oliwki pojawić się muszą obowiązkowo.
ANGIELSKI
Wszyscy już wiemy, że dominacja języka angielskiego nie jest mocną stroną Hiszpanów. Wiedzą to nawet oni sami, więc po co wciąż im to przypominać? Hiszpan nie lubi słuchać na każdym kroku o tym, że czegoś nie potrafi i że ktoś w tym czymś jest od niego lepszy. Być może zwyczajnie się wstydzi?
DUBBING
Film z napisami? To tak w ogóle można? Hiszpanie wszystko oglądają z dubbingiem i nie lubią utrudniać sobie życia i zmuszać się do czytania zmieniających się z prędkością światła zdań na dole ekranu. To Brad Pitt mówi w ogóle po angielsku? Przecież zawsze w filmach mówił tylko po hiszpańsku.
GOTUJEMY
Kuchnia śródziemnomorska jest jedną z najlepszych kuchni świata, tak mówią. Ale oczywiście po raz kolejny o gustach się nie dyskutuje. Bo przecież może być tak, że hiszpańskie dania zwyczajnie komuś nie smakują. Hiszpan jednak nie lubi, gdy krytykuje się jego kuchnię. Jamón serrano fuj? Chorizo ble? Paella nie do przełknięcia? Nie wiesz, co dobre. Ciekawe, co je się tam u Ciebie w kraju.


Ach, ci nasi ukochani Hiszpanie… Potrafią być marudni, a i mają swoje fobie jak chyba każdy z nas. Zgadzasz się? Chcesz coś dodać? 


środa, 17 stycznia 2018

Ciekawostki na temat Hiszpanii część II



Czy wiecie już wszystko na temat kraju, w którym przez większość dni w roku grzeje nas słońce? Czy jest coś, co mogłoby Was zaskoczyć? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w dzisiejszym wpisie. Przygotowałam dla Was kolejną dawkę ciekawostek na temat Hiszpanii. Poprzednią część z interesującymi informacjami możecie przeczytać tutaj. Dajcie znać, czy i tym razem udało mi się Was czymś zadziwić.

Według badań jednej z witryn internetowych dziewięciu na dziesięciu Hiszpanów wstydzi się, gdy przychodzi im mówić w języku angielskim.

W Hiszpanii znajduje się prawie jedenaście tysięcy stacji benzynowych, czyli niemalże dwa razy więcej niż w Polsce.

Hiszpania jest jednym z najczęściej oraz najliczniej odwiedzanych krajów świata. W 2016 roku zajęła trzecie miejsce, zaraz za Francją i Stanami Zjednoczonymi. Rocznie odwiedza ją ponad sześćdziesiąt osiem milinów turystów.

W hiszpańskiej branży turystycznej pracuje ponad dwa miliony trzysta tysięcy osób, co daje nam więcej niż dwanaście procent ogółu zatrudnionych w ogóle.

Nacjami, które najczęściej wizytują Hiszpanię są Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy, których przyciąga przede wszystkim słońce i plaża.

Pierwsza powieść, którą przetłumaczono (po Biblii) na wiele języków to słynny Don Kichot Cervantesa napisany w 1605 roku.

Hiszpania posiada aż czterdzieści pięć obiektów znajdujących się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, dzięki czemu plasuje się na trzecim miejscu na świecie, jeśli chodzi o ranking UNESCO (zaraz za Włochami i Chinami).

Ciekawostką również związaną z UNESCO jest fakt, iż kraj posiada aż czterdzieści osiem rezerwatów biosfery.

W 2016 roku przeprowadzono ankietę, według której najchętniej odwiedzane w kraju miejsca przez Hiszpanów to kolejno Ibiza, Barcelona, Menorka i Madryt.

Według danych z 2016 roku wśród pięciu milionów emigrantów zamieszkujących Hiszpanię, siedemset piętnaście tysięcy stanowią Rumuni (oficjalnie, nieoficjalnie mówi się o około milionie). Na pierwszym miejscu znajdują się jednak Marokańczycy, następnie obywatele Wielkiej Brytanii, Chin i Włoch. Jeśli chodzi o kraje latynoskie, najwięcej imigrantów pochodzi z Kolumbii i Ekwadoru.

Hiszpania posiada najwięcej w całej Europie plaż oznakowanych Błękitną Flagą przyznawaną w ramach program promującego ochronę środowiska i najwyższą jakość wody (692 flagi).

Playa de los Muertos w prowincji Almeria uważana jest za najcudowniejszą plażę Hiszpanii.

Nacje, które wypowiadają się o Hiszpanii z największą sympatią to Meksykanie i Brazylijczycy. Najmniej przychylne słowa padają z ust Koreańczyków i Marokańczyków (paradoksalnie, przecież miliony z nich szukają w Hiszpanii schronienia i miejsca do życia!).

Największym zmartwieniem przeciętnego Hiszpana jest bezrobocie. Następnie wymieniają oni kolejno korupcję i problemy natury ekonomicznej.

W 2015 roku odnotowano ujemny przyrost naturalny po raz pierwszy od 1941 roku.

Wieża Eiffla początkowo wybudowana miała być w Barcelonie, jednak miasto odmówiło, a projekty przeniesiono do Paryża.

Badania pewnej firmy wykazały, iż osiemdziesiąt jeden procent Hiszpanek przekłada status ekonomiczny swego partnera nad jego atrakcyjność fizyczną.

Hiszpanie to naród, który (uwaga!) śpi najkrócej w Europie. Tak, osoby, które uchodzą za miłośników sjesty przeznaczają na sen zaledwie odrobinę ponad siedem godzin dziennie.

W owym kraju jeden bar przypada na stu dwudziestu dziewięciu mieszkańców.
Średnia długość życia w Hiszpanii wynosi osiemdziesiąt dwa lata, co plasuje ją na siódmym miejscu na świecie.

Hiszpania to drugi najdłuższy kraj w Europie.

W 2015 roku Hiszpania była największym w Europie producentem owoców i drugim warzyw.

Kraj oliwą płynący zajmuje siódme miejsce na świecie w rankingu czystości i jakości środowiska naturalnego (Polska miejsce trzydzieste).

Przeciętny Hiszpan spożywa rocznie czternaście litrów oliwy!

Hiszpania jest jednym z tych krajów świata, który posiada najwięcej ustawowych dni wolnych od pracy. Czy kogoś to zaskakuje?

W 2014 roku krytykowana przez wielu (w tym mnie) corrida, przyciągnęła do Hiszpanii ponad sześć milionów turystów, na czym zarobiła trzy i pół miliarda euro.

Aż dziewięćdziesiąt procent Hiszpanów kupuje los na słynną świąteczną loterię El Gordo.


I jak? Które informacje okazały się nowe, a które z nich znaliście już wcześniej? Podzielcie się ciekawostkami z resztą świata. Hiszpania okazuje się bardzo interesującym krajem pod wieloma względami.


Źródło: M. Bernatowicz Hiszpania - fiesta dobra na wszystko, escapehere.com, renfe-sncf.com