poniedziałek, 13 listopada 2017

9 powodów, dla których warto odwiedzić Hiszpanię




Pisałam już kiedyś o kilku powodach, dla których warto odwiedzić Barcelonę. Dzisiaj pójdę o krok dalej i spróbuję zachęcić do spotkania z Hiszpanią tych, którzy nie mieli jeszcze okazji jej widzieć. Ci z Was, którzy tu mieszkają lub bywają wakacyjnie, na pewno byliby w stanie w mgnieniu oka wymienić zalety tego pięknego kraju i te aspekty, które przyciągają co rok miliony turystów. Pojawiłby się na pewno cudowny klimat i słońce grzejące przez większość część roku, piękne widoki, bo zarówno dla miłośników wody i plażowania, jak i gór i wspinaczek, powszechna radość i przyjazne usposobienie mieszkańców, czy pyszna śródziemnomorska kuchnia. Ja skupię się dzisiaj na konkretach i podam 9 namacalnych dowodów na to, iż Hiszpania powinna znaleźć się na liście wakacyjnych planów każdego z Was. Pamiętajcie jednak, że u mnie jak zwykle z przymrużeniem oka.


 
W Hiszpanii, a dokładniej w Galicji znajduje się najlepsza plaża na ŚWIECIE (według listy UNESCO). Kto by pomyślał, że tak cudowne miejsce do plażowania znajduje się na wyciągnięcie ręki?


  
Hiszpania znajduje się na liście najczęściej i najchętniej odwiedzanych miejsc na świecie plasując się na trzecim miejscu w rankingu. Skoro ludzie z całego globu lgną właśnie do tego kraju, nie trzeba chyba nikogo długo przekonywać do tego, że warto pomyśleć o rezerwacji biletów na przyszłe wakacje.



Wyspy Kanaryjskie to najcieplejsze podczas zimy miejsce w Europie. Jeśli dość masz polskiego mrozu, pluchy i śniegu, nie zastanawiaj się długo, bo już wiesz, gdzie w lutym wygrzejesz się na słonecznej plaży. 



W Hiszpanii (w Gironie) znajduje się jedna z najlepszych restauracji na świecie. El Celler de Can Roca od wielu lat niezmienne utrzymuje się w pierwszej trójce rankingu skupiającego najwykwintniejsze restauracje świata, skacząc naprzemiennie między pierwszym, drugim, a trzecim miejscem. Warto również wspomnieć, że w owym plebiscycie spośród 50 restauracji aż 7 znajduje się na terenie Hiszpanii.


 
W Hiszpanii, na Ibizie pobawimy się również w najlepszym klubie na świecie – Space Ibiza. Miłośnicy całonocnych imprez na pewno nie odmówiliby tańca w rytm głośnej muzyki granej przez jednego z najznakomitszych DJ-ów. Założę się, że podobną noc wspomina się przez długi czas.


 
Hiszpania to miejsce, które skupia w sobie ogromną różnorodność tradycji i zwyczajów. Nie ma chyba drugiego takiego kraju, który pochwaliłby się tak ogromną liczbą fiest i świąt, które posiada Hiszpania. Jedną z nich jest San Fermin odbywający się w Pampelunie. W skrócie – ludzie z całego świata integrujący się i bawiący wspólnie nieprzerwanie przez niemalże dwa tygodnie. Jest to bez wątpienia niezapomniana przygoda. 


 
W Hiszpanii, w parku rozrywki Port Aventura w Salou znajduje się jedna z pięciu najdłuższych metalowych kolejek górskich na świecie. Jest to zarazem najdłuższa i najwyższa tego typu atrakcja w Europie. Miłośnicy podobnych rozrywek na pewno spędzą tam pełne adrenaliny chwile, do których wracać będą po latach.

Na koniec zostawiłam dwa, równie ważne powody, dla których warto odwiedzić Hiszpanię. Spójrzcie i powiedzcie, czy nie byłoby ciekawie poznać takie piękne osobistości?

Dla kobiet:

Miguel Ángel Silvestre
 
Dla mężczyzn:

Amaia Salamanca

Przekonałam Was? Co byście jeszcze dodali do wyżej wymienionych faktów? A jeśli spodobał Ci się post, udostępnij rozsyłając miłość do Hiszpanii, niech inni również się zakochają.

czwartek, 9 listopada 2017

Modlitwa Hiszpana




Panie Jezu, dobry Boże dzisiaj chciałbym prosić Cię o niewiele. To był długi dzień, jestem zmęczony, wiesz, że długie przemowy nie są moją specjalnością, więc nie zabiorę Ci dużo czasu. Wstanę jeszcze tylko spuścić żaluzje, nie znoszę budzić się z oślepiającym blaskiem słońca na twarzy. 

Zbliża się północ, na wstępie chciałbym Cię prosić, aby dziś w nocy nie zbudził mnie hałas tej okropnej śmieciary, która co noc wywozi śmieci. Dlaczego nie przeniosą kontenerów dwie ulice dalej? Pogadaj z Marią Jose z trzeciego piętra, żeby nie kupowała rano pięciu bagietek na raz, bo wczoraj nie miałem co zjeść na śniadanie. 

Zupełnie wypadło mi z głowy, że mam do załatwienia pewną ważną sprawę w urzędzie. Mogę prosić Cię o to, abym nie zastał tam dwudziestometrowej kolejki? Szepnij słówko jednej z urzędniczek tak, aby wpuściła mnie bez wcześniejszego umawiania się przez Internet. Wiesz, że mam dużo na głowie i zupełnie zapomniałem zadbać o to wcześniej. I proszę, niech trafi mi się ktoś kompetentny. Chciałbym wyjść z urzędu z uśmiechem na twarzy i z załatwioną sprawą, a nie wracać tam jeszcze trzy razy. Mógłbyś również porozmawiać ze specem od pogody, aby jutro nie szalał tak z upałem i wrzucił na termometr kilka stopni poniżej 40? Pracuję od rana, a słoneczne promienie wkradające się do mojego sklepu nie pozwalają mi odpędzić marzeń o błogim przedpołudniu spędzonym na plaży.

Jak już zeszliśmy na temat pracy, to chciałbym prosić Cię, abyś powstrzymał śmiałków, którzy mają w planach jutro ewentualny strajk komunikacji miejskiej. Tydzień temu przez manifestację pracowników metra spóźniłem się do pracy i całe szczęście, że szef sam pojawił się pół godziny po czasie, bo mógłbym mieć kłopoty. Bez manifestacji i bez turystów, proszę. Z rana lubię usiąść sobie w metrze, w końcu stoję w pracy cały dzień. No i wiesz, to co zwykle, żeby jutro było mało roboty, nie lubię się przepracowywać. Spróbuj też postarać się o to, aby na dziesięć minut przed zamknięciem na czas sjesty nie wpadł do mnie jakiś zabłąkany klient. Wiesz, że lubię się nastroić do mojej przerwy, a wybijanie mnie z relaksu i euforii na kilka minut przed wyjściem jest zwyczajnie nieludzkie. Wyślij, proszę wszystkich obcokrajowców do podobnego sklepu dwie ulice dalej. Wiesz, jak stresuje mnie rozmowa w języku angielskim. Nie zapominaj tylko o Rosario, wiesz, ta z niebieskimi oczami. Podobno ma kogoś, ale nikt nie zabroni mi przecież trochę poflirtować, prawda? 

Podczas przerwy na obiad zdrzemnę się dzisiaj w domu. Kupię coś na obiad po drodze. Mam nadzieję, że tym razem puszczą nowy odcinek Simpsonów, mam już dość tych powtórek. Wczorajszy wypad na jedno piwo zakończył się butelką rumu i powrotem do domu wraz ze wschodzącym słońcem. Wciąż leczę kaca. Tylko błagam, żeby pies Jesusa spod 14. nie ujadał całe popołudnie. Po kilku godzinach ciężkiej pracy, potrzebuję przecież odpoczynku.
Obiecałem mamie, że przyjdę dzisiaj na kolację. Namów ją, aby zrobiła te swoje pyszne krokiety. Wiesz, że nikt nie przyrządza tak cudownych krokietów jak moja mama. FC Barcelona gra jutro mecz. Chyba nie muszę głośno prosić o wynik, prawda? Wierzę, że tam, na górze Ty też im kibicujesz. A Ronaldo niech dostanie czerwoną kartkę. I może jakąś kontuzję. Taka, która wykluczyłaby go z gry na jakieś dwa miesiące. Dwa miesiące to chyba niedużo, nie? Wieczorem puszczają najnowszy sezon La que se avecina. Oby był tak samo dobry jak ten poprzedni. Pamiętasz, jak kiedyś Cię o to prosiłem? Wiesz, że to mój ulubiony serial i nigdy nie przegapiłem ani jednego odcinka. 

Ups, zrobiło się późno. Miało być krótko i zwięźle, a jak zwykle się rozgadałem. Chyba jednak to krótkie przemowy nie są moją mocną stroną. Widzimy się jutro o tej samej porze. Zobaczymy, co przyjdzie mi do głowy przez cały jutrzejszy dzień.


Modlitwa typowego Hiszpana. O co jeszcze mógłby on poprosić? Pamiętajcie, że jest to tekst napisany z przymrużeniem oka, który miał na celu skupienie cech wspólnych narodu hiszpańskiego i opisanie stereotypowego Hiszpana (Barcelończyka). Nie bierzcie wszystkiego na poważnie.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Slang hiszpański - kolokwialne wyrażenia, które musisz znać




Jak najprościej i najszybciej nauczyć się obcego języka? Żyjąc w danym kraju – powie wiele osób. Niestety nie zawsze istnieje taka możliwość, szaleństwem bowiem byłoby wyprowadzanie się zagranicę za każdym razem, gdy ktoś chciałby opanować biegle obcy język. Na szczęście żyjemy w czasach, w których nauka języków nie stanowi już większych problemów, a duże miasta zachęcają nas ogromną liczbą proponowanych kursów, prześcigając się w cenach, jakości i kompetencji nauczycieli. Niezaprzeczalnym jest fakt, iż najbardziej odpowiednią osobą do nauczania danego języka będzie native speaker, czyli ktoś, dla kogo wyszukany przez nas język obcy jest językiem ojczystym. Zajęcia w szkole, czy nawet te pozaszkolne nigdy jednak nie odzwierciedlą w pełni codziennej, „ulicznej” i kolokwialnej mowy, którą usłyszymy w rozmowach grupki znajomych mijanych w parku w Barcelonie, czyli tzw. slangu. Wybierając się na kurs hiszpańskiego Twój nauczyciel najprawdopodobniej najbardziej skupi się na gramatyce, odpowiednim użyciu czasów i słownictwie związanym z każdą dziedziną życia. Bardzo możliwe jest, że nie poznasz luźnego, ulicznego języka, który przyda Ci się przy odwiedzaniu Hiszpanii, a przede wszystkim przy nawiązywaniu znajomości z Hiszpanami. I takim sposobem, gdy Twój hiszpański kolega zapyta: „Llevas pasta?”, Ty zastanawiać się będziesz, o jaki znowu makaron może mu chodzić. Gdy Twój znajomy nazwie Cię „tia”, Ty wystraszona zaczniesz przeglądać drzewo genealogiczne Twojej rodziny w poszukiwaniu powiązań rodzinnych. Aby uniknąć tych niezręcznych sytuacji, do swojego hiszpańskiego słowniczka warto dorzucić kilka zwrotów, których nie nauczysz się na żadnym kursie językowym, a które na pewno usłyszysz przy pierwszej wizycie w Hiszpanii. Oto moja krótka lista pomocnych, „ulicznych” powiedzeń. Notujecie?

¿Estás de coña?/Żartujesz sobie?

To pytanie usłyszeć może osoba, której przytrafiła się jakaś niezwykle niespotykana historia, a słuchający jej rozmówcy nie mogą wręcz w nią uwierzyć. Wydźwięk może być zarówno pozytywny, jak i negatywny. Idealnym odpowiednikiem będzie nasze pytanie Żartujesz sobie? lub Mówisz poważnie?. Używane dokładnie w tych samych sytuacjach. Natomiast sam zwrot es coña, estoy de coña oznaczać zatem będzie, że dana osoba zwyczajnie żartuje, nie mówi poważnie.

Me estás liando/Mieszasz mi w głowie

Znacie to uczucie, gdy ktoś opowiada kilka historii na raz, nie kończy jednej, a zaczyna już kolejną, miesza wątki, czy też najpierw każe Ci zrobić pewną rzecz, by zaraz potem zmienić cały plan działania? Taka osoba miesza nam w głowie, a Hiszpan powiedziałby wtedy to swego rozmówcy właśnie owe Me estás liando lub w czasie już dokonanym Me has liado. Może też zwrócić się bezpośrednio do mówiącej osoby zwracając jej uwagę, że sama się już zamieszała w swojej opowieści mówiąc jej Te has liado. 

Se te ha ido la olla/Przesadziłeś

Zdanie to w tłumaczeniu dosłownym brzmieć będzie: Garnek ci poszedł. Czy słysząc owe słowa domyślilibyście się, o co może chodzić Waszemu rozmówcy? Zaryzykuję i powiem, że z pewnością nie. Se te va la olla (lub la pinza) usłyszy osoba, która zaczyna robić dziwne rzeczy, zaczyna nienaturalnie się zachowywać lub robi coś naprawdę szokującego. Szef nie dał Ci podwyżki, a Ty w odwecie wylałeś mu kubek kawy na głowę? Se te ha ido la olla! 

Me piro/Zmywam się

Pirarse można porównać do naszego kolokwialnego powiedzenia Zmywać się. Wiesz, wtedy gdy po udanym wypadzie do kina, Ty musisz lecieć do domu, gdzie czeka na Ciebie góra naczyń, która musi zostać zmyta zanim mama wróci z pracy. Albo wtedy, gdy nabroisz coś z kolegą i obaj chcecie uniknąć kary. Me piro! krzyknąłbyś. 

No te rayes/Nie łam sobie głowy

Rayar ma wiele znaczeń, ale żadne z nich nie pasuje do powyższego zdania. My, kobiety mamy w zwyczaju analizować każdą drobnostkę przez wiele dni rozkładając ją na czynniki pierwsze. Dlaczego Pablo, gdy odprowadził mnie do domu nie pocałował mnie namiętnie, tylko przytulił jak przyjaciółkę? Przecież to już nasza trzecia randka. Nie podobam mu się? Jadłam wcześniej czosnek? Miałam na nosie pryszcza? No te rayes! Krzyknie Twoja koleżanka, która od tygodnia analizuje z Tobą to dwuminutowe pożegnanie z Pablo. Nie łam tym sobie głowy! Nie przejmuj się!

Estoy currando/Pracuję

Bez wątpienia czasownik hiszpański, który oznacza pracować, a który znasz Ty to trabajar, prawda? Nie zdziw się, gdy znajomy Hiszpan zamiast iść do pracy: Voy al trabajo, powie Voy al curro i będzie oznaczać to dokładnie to samo.

Vete a tomar por el culo/Pieprz się

To jeden z tych zwrotów, których mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie Ci używać, ani też usłyszeć. Ale nasz świat nie zawsze jest wesoły i kolorowy, dlatego dobrze mieć w zanadrzu ostrą ripostę na wyjątkowo natarczywą osobę, która przy okazji nas obraża. 

Birra, caña/Piwo

Warto zapamiętać, że piwo to nie tylko cerveza, ale nazwane może zostać na wiele innych sposobów. Pamiętaj zatem, że gdy kolega proponuje Ci birrę, czy cañę, ma na myśli zwykły wypad na piwo.

La hemos cagado/Spieprzyliśmy sprawę

La hemos cagado lub wersja odrobinę mniej wulgarna La hemos liado oznaczać będzie, że plan nie do końca się sprawdził i ostatecznie spieprzyliśmy sprawę. Kolega wysyła Cię na rozmowę ze znajomą z przeciwnej klasy, której tydzień temu podpadłeś śmiejąc się z jej nowych okularów, a która ma odpowiedzi do jutrzejszego testu? No la cagues! – możesz usłyszeć na odchodne. Nie spieprz tego, to nasza ostatnia nadzieja!

Me la suda/Mam to gdzieś

Niezbyt ładna wersja zwykłego me da igual, czyli wszystko mi jedno, nie obchodzi mnie to. Kiedy usłyszymy? Być może w kłótni dwóch kochanków, gdy to jeden z nich straszy upublicznieniem związku z nieprawego łoża na zapowiedź odejścia swego ukochanego. Me la suda lo que le digas a mi mujer. Mam gdzieś, co powiesz mojej żonie. I tak odchodzę.

Estoy liado/Jestem zajęty

Pani w urzędzie powiedziałaby zapewne Estoy ocupada, lecz znajomy, do którego dzwonisz i przerywasz mu ważny mecz rozgrywający się na ekranie monitora komputera, krzyknie w złości Estoy liado i rozłączy się, aby powrócić do gry.

Zapamiętajcie te zwroty, bo mogę założyć się, że nie raz przydadzą się Wam podczas rozmów ze znajomymi Hiszpanami. Może nawet zaskoczycie niejedną osobę ich znajomością, w końcu tego nie uczą na kursie. Osoby mieszkające w Hiszpanii na pewno znały już wszystkie wymienione powiedzenia. Dodalibyście coś jeszcze? Jakie kolokwialne zdania usłyszeć można często z ust Hiszpanów? Podkreślę to, że zależało mi na określeniach kolokwialnych, a nie na tzw. idiomach, czyli wyrażeniach właściwych dla danego języka, często niedających się przetłumaczyć dosłownie na inny język.

czwartek, 2 listopada 2017

Tych kilka sytuacji, które zrozumie każdy emigrant




Życie na emigracji ma swoje plusy i minusy. Jest to na pewno niezapomniana przygoda i wartościowe doświadczenie. Szczególnie pierwsze miesiące mogą być dość trudne, adaptacja, przystosowanie się do nowego miejsca, nowych ludzi, zaakceptowanie zmian. Są ludzie, którzy aklimatyzują się wyjątkowo szybko i już po paru tygodniach czują się jak w domu. Innym zajmuje to nieco więcej czasu, a jeszcze inni ostatecznie nie osiągają celu jakim jest adaptacja w obcym miejscu i decydują się na powrót do ojczyzny. Ten aspekt emigracji przebiega indywidualnie i nie powinno się porównywać go z przypadkami innych osób. Jest jednak mnóstwo innych okoliczności i sytuacji związanych z życiem na emigracji, które dzielimy my, wszyscy emigranci. Jestem bardzo ciekawa, czy potwierdzicie moją listę rzeczy, które zrozumie każdy Polak mieszkający na obczyźnie. Żartobliwe zestawienie punktów pod tytułem: 


Jesteś imigrantem, jeśli…


Musiałeś opowiadać o Polsce niezliczoną ilość razy odpowiadając przeważnie na te same pytania. Jesteś już tak znudzony tą samą dyskusją, że niektóre regułki znasz już na pamięć i Twojemu rozmówcy odpowiadasz automatycznie błądząc w tym czasie myślami zupełnie w innym kierunku. Że w Polsce też mamy lato, że w Polsce język rosyjski to nie język urzędowy, że nie żyjemy już w Komunie, że w Polsce oprócz wódki spożywamy również inne napoje, że nie wszystkie Polki to blondynki… A słowa Powiedz coś po polsku usłyszałeś tyle razy, że zazwyczaj wypowiadasz jedno i to samo zdanie tylko po to, by za chwilę usłyszeć, że jest niemożliwe do powtórzenia.


Na pytanie Dlaczego akurat ten kraj? odpowiadałeś już równie niezliczoną ilość razy. Pierwsze kilkadziesiąt sprawiło Ci radość i zawsze starałeś się zaspokoić ciekawość swego rozmówcy wymieniając wiele zalet danego kraju. Gdy wybiła setka, zaczęło Cię to nudzić i wypowiedź skracałeś do kilku krótkich zdań zawierających najważniejsze fakty. Dzisiaj masz ochotę odpowiedzieć Bo tak tylko po to, aby nie musieć odpowiadać na to samo pytanie po raz tysięczny.


Przy każdym spotkaniu z polskimi znajomymi zasypywany jesteś pytaniami na temat Twojego emigracyjnego kraju. Kwestie jak zwykle się powtarzają i znów opowiadasz o tym samym enty raz.

Do dentysty umawiasz się w Polsce. A zazwyczaj robi to Twoja mama, która jest na miejscu. 


Drogę na lotnisko w obu krajach znasz na pamięć. Który autobus, która linia metra, mijane sklepy, mijane ulice, rozkład jazdy. Zaraz po drodze prowadzącej do pracy to ta najbardziej wbita w pamięć.


Wracając z Polski zabierasz walizkę pełną kiełbasy, ogórków, śledzi i ptasiego mleczka. A lądując w miejscu docelowym zaraz sprawdzasz w Internecie, czy w pobliżu jest może polski sklep. Tak na wszelki wypadek, gdyby zatęskniło Ci się za białą kiełbasą, żurkiem, czy polskim Tyskim.


Najczęściej używany przez Ciebie program komputerowy to Skype, a słowa Słychać mnie?, Ja Cię słyszę, a Ty mnie? oraz Nie widać Cię! to te, które zakodowane masz już w głowie i wypowiadają się niemalże same, automatycznie. A jak już rozmawiasz przez tego Skype, to nie może zabraknąć pytania o pogodę. I z jednej i z drugiej strony.


Narzekasz na pieczywo. Nie ma to jak prawdziwy, polski chleb, którego tak brakuje na emigracji.


Przez pierwsze tygodnie towarzyszyła Ci bariera językowa, a przy każdej konieczności otworzenia buzi miałeś wrażenie, że serce wyskoczy Ci z klatki piersiowej. Nie znając jeszcze dobrze języka uśmiechałeś się miło, gdy nie rozumiałeś Twojego rozmówcy kiwając głową na potwierdzenie jego tajemniczych słów, lecz w środku modląc się by jego wypowiedź nie zawierała żadnego pytania.
 
Słysząc na ulicy język polski odwracasz się w poszukiwaniu rodaka. A tak, ze zwykłej ciekawości. P. S. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii już chyba nawet przestali się odwracać, bo w innym wypadku dostaliby w końcu kręczu szyi.


Nie nazywasz się już tak, jak nazywałeś się w Polsce. Twoje imię, jeśli nie będzie tłumaczone na dany język, to przynajmniej w taki sposób wymawiane. Dziękujesz mamie, że nazwała Cię Anna, a nie Małgorzata, czy Daniel, a nie Włodzimierz. 


Choć raz usłyszałeś od mamy podobne słowa: I jak ty tam dajesz sobie radę na ten emigracji? Jesz dobrze? Kotlety sobie jakieś zrób. Schudłeś coś.


Zdarza Ci się myśleć w obcym języku, a rozmowa po polsku może czasami przysporzyć problemów, gdy do głowy w pierwszej chwili przychodzą obcojęzyczne słowa. I nie raz znajdujesz się w sytuacji, w której przetłumaczyć musisz wypowiedź znajomego, która po polsku nie ma żadnego sensu, a próba rozjaśnienia kończy się tym, że nie rozumie Cię ani jeden, ani drugi.


Literowanie Twojego nazwiska w obcym języku wykute masz już na pamięć. Oraz Tak, te literki ł i ć to polskie znaki, proszę wpisać po prostu l i c. 


Spotykasz się z szokiem obcokrajowców, gdy mówisz im, że Katarzyna i Kasia to to samo imię. A skrót od Aleksandra to nie Aleks, a Ola. I tak z wieloma, wieloma imionami…


Kupno biletów na święta do domu wiąże się dla Ciebie z uczuciem podobnym do wygranej w Lotto. To zrozumie tylko emigrant.


Przynajmniej raz, a założę się, że więcej, zdarzyło Ci się porównywać Polskę do kraju, w którym żyjesz. Ceny, ludzi, zwyczaje, codzienność…


Wstawiając zdjęcie na facebooka zastanawiasz się, w jakim języku dodać opis starając się określić liczbę znajomych z Polski i tych zagranicznych i zgadnąć, których jest więcej.



Jesteś emigrantem, jeśli pasuje do Ciebie przynajmniej połowa z wymienionych kwestii. Emigranci, zgadzacie się? Macie jeszcze jakieś inne pomysły?