środa, 15 marca 2017

Hiszpańskie mądre słowo



Mówi się, że przysłowia to mądrość narodu. Wiele z nich powstało wieki temu, a mimo to wciąż odnajdują swe zastosowanie w dzisiejszych czasach. Myślę, że każdy z nas, choć raz powtórzył znane polskie przysłowie, które idealnie ubrało w słowa jego faktyczne myśli. 
Dzisiaj krótki post, bardziej w ramach ciekawostki, w którym chciałabym przybliżyć Wam kilka hiszpańskich powiedzeń związanych z rodzicielstwem.
 
1. Consejo de padre, guárdelo el hijo con siete llaves.
Radę ojca, ukryj synu pod siedmioma kluczami.
Znaczenie:
Rady rodziców są bardzo ważne i cenne, dlatego należy traktować je z szacunkiem. Młodzież, zwłaszcza w wieku nastoletnim, buntuje się i nierzadko ostatnią osobę, którą prosi o radę, są rodzice. Jak często jednak okazuje się, że ostatecznie mieli oni rację. 

2. Cuando seas padre, los huevos comerás.
Kiedy będziesz ojcem, będziesz jadł jajka.
Znaczenie:
Brzmi dość zabawnie, a oznacza po prostu, iż każdy etap w życiu ma swój określony czas. Będąc dzieckiem często chcieliśmy robić to, co robili nasi rodzice. W odpowiedzi słyszeliśmy, że na wszystko przyjdzie czas i że pewne zachowania przystoją jedynie dorosłym. I tak przecież faktycznie wygląda życie.

3. De tus hijos solo esperes, lo que con tus padres hicieres.
Od twoich dzieci oczekuj jedynie tego, co sam robiłeś ze swoimi rodzicami.
Znaczenie:
Przysłowie właściwie już samo w sobie tłumaczy swoje znaczenie. Tak, jak traktowałeś w przeszłości swoich rodziców, tak będą traktować Cię Twoje dzieci. Jak śpiewali dworscy poeci: „Un hijo le pegó a su padre y Dios le mandó el castigo, que al poco tiempo fue padre, y le pegaron sus hijos” (Syn uderzył swego ojca i Bóg zesłał na niego karę – niedługo po tym sam został ojcem i biły go własne dzieci).

4. El padre desvergonzado, hace al hijo mal hablado.
Z bezwstydnego ojca, rodzi się niewychowany syn.
Znaczenie:
Przysłowie, które słusznie mówi o tym, że dzieci naśladują rodziców. Zanim znów puszczą Ci nerwy w obecności dziecka i postanowisz powiedzieć o dwa słowa za dużo, pomyśl o tym, że bardzo prawdopodobne jest, iż takie właśnie zachowanie powieli w przyszłości Twoje dziecko.  

5. Madre que no cría, no es madre, sino tía.
Matka, która nie wychowuje, to nie matka, tylko ciocia.
Znaczenie:
Przysłowiem tym Hiszpanie chcieli zaznaczyć, że prawdziwą matką może nazywać się tylko ta, która faktycznie wychowuje i uczy swoje dzieci wkładając w to całe swoje serce. Kolokwialnie powiedziałabym, że nie jest to tzw. matka od święta.  

6. Casa sin madre, río sin cauce.
Dom bez matki, to jak rzeka bez koryta.
Znaczenie:
Matka jest głównym filarem rodziny. To ona tworzy bazę domu dbając o dobro każdego i bez niej prawdziwa rodzina nie mogłaby istnieć.

7. Buena madre no dice: ¿quieres? sino toma.
Dobra matka nie mówi: chcesz?, tylko weź.
Znaczenie:
Szczodrość matki w stosunku do jej dzieci nie zna granic. Oddałaby ona dla nich przysłowiowe wszystko, a ich dobro przekłada ponad swoje. Nie pyta, a obdarowuje. 

8. La mano que mece la cuna, es la mano que gobierna el mundo.
Ręka, która buja kołyskę, to ręka, która rządzi światem.
Znaczenie:
Zakładając, że to matka sprawuje główną opiekę nad dzieckiem i domem wykonując w ten sposób niezastąpioną i ciężką pracę, to również ona dostaje przywilej decydowania o sprawach rodzinnych.
 
9. El niño regalado siempre está enojado.
Dziecko obdarowywane prezentami, jest zawsze obrażone.
Znaczenie:
Dawanie dziecku wszystkiego tego, o co poprosi nie służy niczemu dobremu. Powinniśmy nauczyć je doceniać wartość rzeczy, nauczyć je czekać, marzyć i pragnąć, a nie tylko dostawać. Ponieważ, gdy nie dostanie tego, czego sobie zażyczy, wzbudzi to jedynie frustrację. A mając wszystko, i tak zawsze będzie prosić o więcej.

10. La hija de la cabra, ¿qué ha de ser sino cabrita?
Kim ma być córka kozy, jeśli nie kózką?
Znaczenie:
To przysłowie również odnosi się do dzieci, które uczą się od swoich rodziców. Rodzice to pierwsi nauczyciele dziecka i to od nich czerpie ono pierwszą wiedzę na temat świata, więc to również od nich zależy, jaka owa wiedza będzie. 

To tylko kilka z mnóstwa hiszpańskich przysłów. I tak, jak wspomniałam na początku, skupiłam się jedynie na tych związanych z rodzicielstwem. Przeglądając Internet przyciągnęły one moją uwagę przede wszystkim swą trafnością i realnością. Jak mawia mój Alberto „Ten kraj (Hiszpania) może mieć wiele wad, ale akurat przysłowia nam się udały”. Niewątpliwym jest, że istnieje wiele i polskich powiedzeń o podobnym znaczeniu, ale tutaj, jak zawsze trochę bardziej po hiszpańsku.

A Wy, macie jakieś ulubione hiszpańskie (lub pochodzące z innego kraju) przysłowia? 

Tłumaczenie przysłów mojego autorstwa. Starałam się, aby zachowało sens, stąd nie zawsze tłumaczyłam słowo w słowo.

piątek, 10 marca 2017

Być w związku z Hiszpanem





O różnicach w kulturze hiszpańskiej i polskiej można by mówić godzinami. Od mentalności i sposobu życia, poprzez język, a kończąc na tradycjach i świętach. Jaki wpływ mają różnice te na związek Polki z Hiszpanem? Jak wygląda relacja między ludźmi z tak odległych krajów, a jak postrzegają ją inni? I czy taki związek jest na dłuższą metę w ogóle możliwy? 

W Hiszpanii zakochałam się lata temu, kiedy to pierwszy raz miałam okazję zwiedzić ten piękny kraj. Ale czy wtedy wiedziałam, że za kilkanaście lat sama będąc jego mieszkanką założę rodzinę z energicznym Katalończykiem? Powiadają, że miłość ponoć nie wybiera ;)

Czy różnice w rodzimych kulturach każdego z nas oraz sposób, w jaki zostaliśmy wychowani my sami mają wpływ na nasze codziennie życie? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy. Ktoś powie, że zależy to jedynie od typu osoby jaką jesteśmy i jest w tym dużo prawdy, ale uważam, że to kim jesteśmy w dużym stopniu bierze się z kultury w jakiej się wychowujemy. 

Zacznę od błahostki, jaką są godziny oraz forma posiłków, a dokładnie kolacja. W Barcelonie kolację serwuje się o 21.30-22, a czasami i później. W Polsce większość ludzi ostatni syty posiłek spożywa między 18 a 20. Mój partner nie mógł przywyknąć do tego, że jem „tak wcześnie”, czy też do faktu, że w wielu warszawskich restauracjach nie sposób było dostać ciepłe danie po godzinie 22. Moja kolacja składa się zazwyczaj z kubka herbaty i zwykłej kanapki. Wolę nie opychać się na noc. Alberto przyzwyczajony jest do typowego tu pełnego talerza z wielkim kawałem mięsa, bagietką, czy frytkami i butelką wina na stole. Niby taka drobnostka, ale kolację często szykujemy po prostu osobno. Ja pozostałam przy swojej herbacie i kromce chleba. Wolę nie myśleć, jak wyglądałabym po paru tygodniach „hiszpańskiej diety”. 

Urlop macierzyński to kolejna z różnic. Alberto przekonany był, że po 3-4 miesiącach zacznę pracować. Urlop macierzyński, bowiem trwa tutaj tak krótki okres czasu. Ja za to, opierając swoje poglądy na doświadczeniach wielu znanych mi mam, nie wyobrażałam sobie zostawić dziecka nie wcześniej niż po roku. Uwierzcie, że był on w niezłym szoku, kiedy dowiedział się, że wiele kobiet w Polsce ma prawo do tak długiego urlopu. Ostatecznie po wielu rozmowach doszliśmy do porozumienia i w tej kwestii.

W Hiszpanii spora część życia toczy się na zewnątrz. Barcelończycy dużo rzadziej zapraszają się wzajemnie do swoich domów. Wszelkie urodziny, imieniny, wesela, chrzty czy inne celebracje znajomych mojego partnera odbywają się w wynajmowanych lokalach. Ja przyzwyczajona jestem bardziej do tzw. „domówek”. Pamiętam, jak śmiał się Alberto, gdy kupę czasu temu mówiłam, że przed wyjściem wpadnie do nas paru znajomych na tzw. „bifora”. Tutaj owy „bifor” to zwykłe wyjście do baru i kupno paru drinków, a polewanie wódki do kieliszków jest niesłychaną nowością.

„Daj na luz” – słyszę czasami od Alberto. Zauważyłam, że do wszystkiego podchodzi on ze stoickim spokojem i z powszechnie znanym hiszpańskim luzem. Ja mam w zwyczaju stresować się i analizować każdy szczegół głupiej drobnostki. Widzę to, gdy czasami żartujemy na temat wychowania Alexa – kiedy pierwsze imprezy, kiedy pierwsze dziewczyny, co będzie a czego nie będzie mu wolno. Alberto kwituje wtedy jednym krótkim zdaniem „Ach ta wasza polska mentalność”. Mówi to oczywiście w formie żartu, a ja zastanawiam się na ile to polska mentalność, a na ile sposób wychowania, choć też w końcu polski.
 
 Teraz trochę bardziej żartobliwie. Pamiętam twarz Alberto pod tytułem „Are you serious?”, kiedy powiedziałam mu, że w Polsce istnieje tradycja zwracania się do teściów Mamo i Tato. Z jego miny wywnioskowałam, że w Hiszpanii takiej tradycji nie ma (może gdzieś znajdzie się jakiś wyjątek, jak mówi). Innym zaskoczeniem było dla niego przyjmowanie nazwiska męża. Poczuł się wręcz dumny, gdy powiedziałam, że chcę przyjąć jego nazwisko, co dla mnie było zupełnie normalne. W Hiszpanii nie ma takiego zwyczaju. Rodzice Alberto mają dwa różne nazwiska. 
 
Tradycje. Tutaj mogłabym rozpisać się o wszelkiego rodzaju świętach: Boże Narodzenie, Wielkanoc, innych ważnych dniach: wesela, Komunie Święte, chrzty. W Barcelonie tradycje znacząco różnią się od naszych polskich. Sęk w tym, aby znaleźć złoty środek. W naszym przypadku wygląda to tak, że albo łączymy tradycje z obu krajów albo wybieramy „po jakiemu” w tym roku obchodzimy, np. Wigilię, a co za tym idzie za rok robimy odwrotnie. 

Jedną z cech nas różniących jest otwartość i bezpośredniość. Mówi się, że tacy są właśnie Hiszpanie, ale na pewno w dużym stopniu zależy też to od charakteru danej osoby. Zauważyłam jednak nieraz, że zarówno Alberto, jak i jego przyjaciele/znajomi/rodzina wyrażają swoje uczucia w bardzo bezpośredni sposób i te pozytywne, i te negatywne. Coś im się nie podoba? Zaraz mówią o tym głośno. Ktoś zrobił coś nie tak? Nie pozwól by o tym nie wiedział. Ja raczej jestem typem osoby, która czasami woli coś przemilczeć.  

A jak widzą nasz związek inni? Często pytają, czy różnice kulturowe, różnice w wychowaniu, czy w stylu życia nie mają negatywnego wpływu na nasze codziennie życie. Mimo wszystkich przykładów, które podałam wyżej odpowiedź brzmi: nie. Są to błahostki, które w wirze codziennych spraw znikają niezauważone. Kompromis. To przepis na udany związek, i to nie tylko ludzi dwóch różnych nacji. Gdy nie zgadzamy się w czymś, co ma podłoże w kulturze któregoś z obu krajów, staramy się znaleźć rozwiązanie, które możliwe najmocniej zadowoli nas oboje.  

Na sam koniec zostawiłam ulubione zdanie, zwłaszcza tych niepytanych i mało znających nas ludzi – Hiszpan? To na pewno musi być typowy latynoski lowelas. Bawi mnie to i przestałam zwyczajnie reagować na komentarze typu: „Wszyscy Hiszpanie zdradzają”, „Oni mają we krwi flirt”, „Dla nich liczy się tylko seks” i wiele, wiele innych. Na całe szczęście, ja o takie sprawy w moim związku nie muszę się martwić.

                A na Was, na tych, którzy również żyją w związku z obcokrajowcem, jaki wpływ mają różnice kulturowe? A może żaden? A reszta z Was jak postrzega takie relacje?

poniedziałek, 6 marca 2017

Co czeka Cię w Barcelonie


Myślisz o przeprowadzce do Barcelony? Chciałabyś przenieść się tu na stałe, bądź przeżyć krótkookresową przygodę? Czy może po prostu wybierasz się tu na wakacje? W tym poście chciałabym przybliżyć, na co przygotować się i czego spodziewać się po pobycie, dłuższym, czy krótszym w Hiszpanii, w Barcelonie, czy to z rodziną, dziećmi, czy samotnie. 


1. SIESTA


Najważniejsza część dnia każdego Hiszpana. Przygotuj się na to, że wszystkie sklepy lokalne w Barcelonie zamykane są między 14 a 17 na czas tzw. siesty, ulice pustoszeją, a ludzie udają się do domów/restauracji na posiłek, czy siestę – drzemkę. Owej drzemki uczy się dzieci od małego. Wiedzą one, że czas siesty jest niezmienny i często odpoczywa wtedy cała rodzina.  W niedzielę również ciężko będzie znaleźć otwarty sklep, czy nawet supermarket. Banki i wszelkiego rodzaju urzędy w większości kończą pracę o godzinie 14, a w weekendy nie pracują wcale. Dodam tutaj, iż sklepy w miejscach typowo turystycznych (np. La Rambla w Barcelonie) często nie mają w zwyczaju zamykania lokalu na czas siesty. W bardzo ciepłych miastach Hiszpanii reguła ta uzasadniona jest również nieznośnymi upałami we wspomnianym czasie. Lata temu będąc w Sewilli pamiętam, że w godzinach największych upałów na ulicach ciężko było spotkać lokalnego Hiszpana, jedynie turystów z lejącym się po plecach potem, ale dzielnie fotografujących każdy budynek. 


2. POSIŁEK


Wybierając się do Hiszpanii warto zapamiętać, że posiłek tzw. Menú del Día (Menu dnia) składające się z 2 dań, deseru i napoju najczęściej można dostać do godziny 16. Po godzinie 16 Menú znika z karty dań i zamówić można jedynie pojedyncze posiłki. Tak, jak pisałam w poprzednim poście, nie martw się, ponieważ Twoje dziecko w większości restauracji zostanie przyjęte bardzo miło. P.S. W Hiszpanii do każdego posiłku podawana jest w koszyczku pokrojona bagietka.



3. HAŁAS


Myślę, że nawet osoby, które nigdy w Hiszpanii nie były, słyszały nieraz, że Hiszpanie są bardzo głośni. To prawda. Rozmawiając dużo gestykulują, podnoszą głos, śmieją się głośno. Czasami żartuję, że oni nie mówią, oni krzyczą. Osobom, które lubią spokój i ciszę, czy osobom z dziećmi nielubiącymi hałasu, nie polecam barów i pełnych restauracji, ponieważ cisza, to ostatnie, co można tam znaleźć. 


 4. TŁUMY


Mam na myśli tu oczywiście miejsca typowo turystyczne. Przykładem takiego miejsca w Barcelonie jest La Rambla – zawsze pełna ludzi, niezależnie od pory roku, latem jednak, jak łatwo się domyślić przelewa się tam najwięcej turystów. Nie radzę udawania się tam na spokojny spacer z wózkiem, którym ciężko manewrować pośród wielkich tłumów, ja przynajmniej nie mam do tego cierpliwości, zwłaszcza, kiedy grupka ludzi postanowi nagle zatrzymać się na środku wąskiego chodnika, aby urządzić sobie pogawędkę. Zwiedzając to miejsce zalecam trzymanie dziecka za rękę blisko przy sobie i przede wszystkim pilnowania torebek i plecaków.



5. BEZSTRESOWE ŻYCIE


Hiszpanie naprawdę nie lubią się niepotrzebnie stresować. Stres w końcu skraca życie. Są to ludzie spokojni (nie mylić z cichymi), niespieszący się, cieszący się życiem. I tak też wychowują swoje dzieci, taki sposób życia przekazują im w spadku. Może właśnie brak stresu sprawia, że są tacy radości (słońce przez ¾ roku na pewno też ma z tym coś wspólnego!). Nikogo nie dziwi, kiedy obcy ludzie zagadują do ciebie, pytają o twój dzień, wciąż się uśmiechają. Jedynym minusem takiego podejścia do życia może być fakt, iż załatwienie ważnych spraw zamiast odbyć się w ciągu 15 minut, przeciąga się do 2 godzin (czasami dni!). Jeśli liczysz, że załatwisz coś raz dwa, a dziecko w tym czasie posiedzi grzecznie w wózku, zostaw je z tatą/babcią/nianią, bo „raz dwa” nie jest pojęciem bliskim Hiszpanom.


6. HISZPANIE NIE MÓWIĄ PO ANGIELSKU


Niestety procent ludzi (w tym młodych) mówiących po angielsku jest bardzo niewielki. Jeśli planujesz przeprowadzkę na stałe, hiszpański będzie niezbędny. Kiedy spróbujesz odezwać się do kogoś po angielsku, albo przestraszy się i mrucząc pod nosem, odejdzie, albo zacznie odpowiadać Ci po hiszpańsku, zakładając, że to, że zadałaś pytanie po angielsku, nie musi wcale oznaczać, że odpowiedzi nie możesz otrzymać po hiszpańsku. Piszę to oczywiście z przymrużeniem oka, aczkolwiek prawdą jest, że bardzo mało osób tutaj potrafi komunikatywnie posługiwać się językiem angielskim.


7. DWA JĘZYKI


Wybierając się do Hiszpanii warto wiedzieć, że składa się ona z 17 wspólnot autonomicznych. Niektóre z nich posiadają własny język. W Katalonii będzie to oczywiście język kataloński, który obok hiszpańskiego jest językiem urzędowym. Wspominałam już, że większość dokumentów wydawana jest właśnie w języku katalońskim. Dzieci od małego uczą się w szkołach dwóch języków. W samej Barcelonie na ulicach słyszy się wciąż więcej hiszpańskiego. Jest to miasto bardzo turystyczne, mieszkają tu Hiszpanie z całej Hiszpanii, a co za tym idzie osoby, które katalońskim zwyczajnie się nie posługują. Jednak, gdy udasz się do mniejszych miejscowości, tam już częściej spotkać się można z katalońskim na ulicach, w barach, restauracjach. Do tego stopnia, że zdarza się, iż karta dań wydana jest jedynie w języku katalońskim. Ludzie są uprzejmi i gdy poprosisz o tłumaczenie, czy rozmowę w języku hiszpańskim, nie mają z tym żadnego problemu, jednakże mnie wciąż jeszcze przyprawia to o pewnego rodzaju stres.




Do listy zmian i spraw, na które warto nastawić się przyjeżdżając do Hiszpanii można zapewne dodać jeszcze wiele innych rzeczy. Wymieniłam te, które wydały mi się najbardziej „rzucającymi w oczy”. Czy Wy macie inne pomysły?

Na koniec powiem, że będąc w tym kraju radziłabym po prostu starać się przyjąć ich styl życia, choćby w pewnym stopniu, a oszczędzi to Wam zwykłego stresu. Wrzucić na luz – to ich hasło przewodnie.

czwartek, 2 marca 2017

Życie rodzinne w Hiszpanii


Hiszpania różni się od Polski w wielu aspektach. Można by rzec, że inne jest właściwie wszystko. I tak, jak pisałam w poprzednim poście – inne jest choćby wychowanie dzieci, które ma w sobie wiele plusów, jak i minusów, a zdania na ten temat są bardzo podzielone. Jest kilka aspektów związanych z życiem rodzinnym i wychowywaniem dzieci, które uważam za duży pozytyw w kulturze hiszpańskiej, a którymi chciałabym się z Wami podzielić.

1. HISZPANIE SĄ RODZINNI

Tak, naród ten jest narodem bardzo rodzinnym. Dzieci stanowią ważną część rodziny, ich potrzeby i opinie nie są ignorowane, bądź spychane na plan boczny. Naturalnym jest zabieranie dzieci na wszelkiego rodzaju spotkania, imprezy rodzinne, wyjścia, i to włączając te najmłodsze, spoglądające na wszystkich jeszcze z wózka. Przychodzi mi do głowy polskie powiedzenie „Dzieci i ryby głosu nie mają”. Tutaj nie miałoby ono pokrycia. Często będąc dzieckiem mogłam usłyszeć również ulubione zdanie rodziców „Nie przeszkadzaj, kiedy dorośli rozmawiają”. W Hiszpanii dotychczas nie spotkałam się z takim zachowaniem. Dzieci od najmłodszych lat uczestniczą w życiu socjalnym swoich rodziców, od porannych spotkań przy kawie, poprzez wypad na zakupy, do późnych kolacji w pobliskiej restauracji.

2. OPIEKA ZDROWOTNA

Dzieci w Hiszpanii chroni prawo, które pozwala im na skorzystanie z opieki zdrowotnej niezależnie od narodowości, obywatelstwa, miejsca stałego pobytu, braku hiszpańskich dokumentów. Podobnie jest w przypadku kobiet w ciąży. Zarówno kobiety ciężarne, jak i dzieci nie potrzebują ubezpieczenia, czy innych hiszpańskich dokumentów, aby przyjęto ich do przychodni, czy szpitala. Żyjąc tu dziwnym oczywiście byłoby nie postaranie się o ubezpieczenie i wszystkie wymagane dokumenty, jednakże fakt, iż w razie nagłej potrzeby dziecko zostanie przyjęte do lekarza bez żadnego problemu, 
na pewno uspokaja niejedną mamę.

3. MIEJSCA PRZYSTOSOWANE DO POTRZEB DZIECI

Nie zwiedziłam Barcelony wzdłuż i wszerz, aczkolwiek miejsca, w którym się znajdowałam były przystosowane architektonicznie do potrzeb dzieci, a właściwie rodziców z dziećmi. Mówię tu o podjazdach, miejscach na wózki w prawie każdym metrze, autobusie, obniżeniach na peronach ułatwiających wjechanie wózka do pojazdu. Praktycznie każda stacja metra posiada windę, która jest moim zbawieniem, gdy spaceruję sama. Oczywiście architektura ta uwzględniała bardziej osoby niepełnosprawne (wózki inwalidzkie), jednak my - rodzice bardzo na tym korzystamy. 

4. MIEJSCA PRZYJAZNE DZIECIOM

Kiedy mówię o miejscach przystosowanych do potrzeb dzieci, nie mam na myśli jedynie architektury. Restauracje, bary, hotele – miejsca często przyjazne dzieciom. Zaopatrzone w sprzęt taki jak foteliki do karmienia, przewijak, czasem nawet kącik zabaw. Nikt przede wszystkim nie patrzy wrogo na śmiejące się głośno i bawiące się dzieci, a wręcz zagaduje się do nich i uśmiecha przyjaźnie. Nawet w niedużej samoobsługowej pralni obok kilku krzeseł dla oczekujących ludzi, stoi stolik z krzesełkami, na którym znaleźć można kolorowanki i kredki.

5. WROGOŚĆ INNYCH MAM

A raczej jej brak. Zapisałam się na niejedno polskie forum dla mam. Hasło przewodnie każdego z nich zawsze brzmi tak samo „Forum dla mam bez oceniania i hejtu”. Hasło to jednak niewiele ma wspólnego z późniejszymi faktycznymi rozmowami. Mamy potrafią być naprawdę wredne, dochodzi nawet do wyzwisk i obrażania. Bo ta nie karmi piersią, a tamta daje dziecku słoiczki, a jeszcze inna wsadza je do chodaczka. Tematów jest zatrzęsienie i zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej. Nie wiem, czy to tylko moje subiektywne spostrzeżenie, ale polskie mamy mają duże skłonności do oceniania (najłatwiej robić to zza ekranu, kiedy nikt nie widzi Twojego życia). Nawet wiele blogów, czy artykułów dla mam poruszających przeróżne tematy, nie zawsze stroni od oceniania i podawania tych lepszych rozwiązań. Zresztą na ulicy też słyszy się „Tak zimno, a dziecko nie ma czapeczki”, „Takie małe, a już je słodycze”, „Takie duże, a jeszcze ssie smoczka”. Mam wrażenie, że tutaj zachowania tego typu widzi się dużo rzadziej. Rodzice zwyczajnie nie przejmują się tym, co robią inni rodzice. Mamy kilku znajomych z dziećmi i żadna mama nigdy wzajemnie się nie oceniała mimo, że stosujemy często różne metody wychowania. „Hiszpański Internet” również stroni od takich ataków. Oczywiście każda reguła ma wyjątek, aczkolwiek przypominam, że opisane sytuacje to moje własne doświadczenie.

To tylko kilka przykładów aspektów związanych z dziećmi, które zwróciły moją uwagę i podobają mi się w kulturze hiszpańskiej. Oparte są przede wszystkim na własnym doświadczeniu. Być może w Polsce istnieją fakty podobne, czy też identyczne, ja jednak wychowując dziecko w Barcelonie, skupiłam się na tutejszych zwyczajach.