poniedziałek, 11 grudnia 2017

Błędy językowe popełniane przez Hiszpanów



Czy język hiszpański to trudny język? Na pewno nie trudniejszy niż polski, więc to już połowa sukcesu. Spotkałam się z większością przychylnych opinii, jeśli chodzi o jego naukę. Podobno dość szybko wchłania się wiedzę na jego temat. Czy zatem poprawna wymowa, gramatyka i pisownia może okazać się kłopotliwa dla rodowitych Hiszpanów? Wygląda na to, że tak. Wspominałam Wam kiedyś, że odkąd mieszkam w Hiszpanii na stałe oraz biegle posługuję się językiem ojczystym tego kraju, zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele błędów w mowie oraz piśmie popełniają tubylcy. I kiedy mówię wiele, wcale nie przesadzam. Gdy mieszkałam w Polsce nie do pomyślenia było, aby szanująca się osoba na wysokim stanowisku zawodowym popełniania błahe, językowe błędy. Niesmaczne wydawało mi się to, gdy szef czy nauczyciel wypowiadał się niepoprawnie. Nieakceptowane w mej głowie były oficjalne maile, listy i przesyłki napisane z błędami ortograficznymi. W Hiszpanii takie sprawy przestały mnie już szokować. Nie chcę oczywiście przedstawić teraz narodu hiszpańskiego jako głupich, niewyedukowanych i z brakiem kultury, skądże. Dostrzegam teraz po prostu, że mój Hiszpan nie kłamie, gdy mówi, że ja (czy inni obcokrajowcy) mówię lepiej, a przede wszystkim bardziej poprawnie niż połowa populacji Półwyspu Iberyjskiego. Wpływ ma na to prosty fakt: my uczymy się często języka z książek, kursów, przy pomocy nauczycieli, stąd przyswajamy od początku poprawne formy. Z drugiej jednak strony, czy tak ciężko zapamiętać, że nie mówi się poszłem, nie pisze się wziąść, ani wrucił oraz że uje się nie kreskuje (odpowiedniki banalnych polskich błędów, które można by porównać do tych hiszpańskich)?

W dzisiejszym poście chciałabym zatem przedstawić Wam kilka najczęściej popełnianych błędów w języku hiszpańskim, których dopuszczają się Hiszpanie. Zwróćcie uwagę i zapamiętajcie ich poprawne formy.

 MIESZANIE LITEREK

Jednym z częstszych błędów, z którym się spotykam jest niepoprawna pisownia wyrazów z literami: v, b, h, y, ll. Zarówno b i v oraz y i ll w swej wymowie brzmią dość podobnie, choć nie identycznie. Wielu Hiszpanów myli je zatem i pisząc dane słowo używa niepoprawnej formy. Boy (voy), pensava (pensaba), iva (iba), valla (vaya),yover (llover). W języku hiszpańskim spółgłoska h jest niema, co oznacza, że nie wymawia jej się, gdy występuje w danym słowie. Jedna literka, a sprawić może tyle kłopotów. Dziwnym trafem tam, gdzie być powinna, jej brakuje. Tam gdzie natomiast nie jest jej miejsce, stoi wpychając się między resztę członków abecadła. A ido (ha ido), echo (hecho), hir (ir), ermano (hermano).

TRYB ROZKAZUJĄCY

W teorii brzmi prosto, w praktyce wygląda dość trudniej. Największe problemy w trybie rozkazującym języka hiszpańskiego sprawia druga osoba liczby mnogiej – wy. Zróbcie, idźcie, pokażcie, myślcie. Poprawna forma czasowników regularnych powstaje przy dodaniu odpowiedniej końcówki –id, -ad, -ed. Przykłady: venid, mirad, hablad, comed, vivid. Jak natomiast mówią często Hiszpanie? Wydając polecenie grupie osób używają po prostu formy bezokolicznikowej danego czasownika, co jest oczywiście w tym wypadku niepoprawne. Przykłady błędnego użycia: Venir aquí! Mirar la chica! Iros a casa! Comer el bocadillo ya!

ZAIMKI PRZED IMIONAMI

Jeden z moich ulubionych. Dodawanie EL, LA przed imionami. I takim sposobem powstaje nam słynne el Paco, la María, el Alberto, la Aurelia, el Felipe, la Ana, el Carlos… Przyznaję, że to taka moja osobista obsesja. Uszy mnie bolą, gdy słyszę He quedado con la Eli. He hablado con el Victor. Nie, nie i jeszcze raz nie. Jako ciekawostkę dodam, że w języku katalońskim taka forma jest poprawna, ponieważ mówi się właśnie la Carmen, el Jose, czy la Raquel. Katalończycy w tym przypadku mogą mieć zatem wymówkę swego niepoprawnego mówienia w języku hiszpańskim.

CZAS PRZESZŁY DOKONANY

Wydawać by się mogło, że Pretérito Indefinido to bardzo prosta sprawa. Opisuje wydarzenia mające miejsce w konkretnym momencie w przeszłości. Czasowniki regularne, nieregularne. Do tej pory wszystko ok. Schody pojawiają się natomiast, gdy Hiszpanowi przychodzi użyć czasownika odmienionego w drugiej osobie liczby pojedynczej – ty. Mają oni dziwną manię dodawania na końcu takiego słowa literki s, której w ogóle nie powinno tam być. VisteS, mirasteS, dijisteS, vinisteS, hablasteS. Poprawna forma jest prawie identyczna, wystarczy odjąć niepasujące s na końcu wyrazu.

ZNIKAJĄCE D i S

Czy Wam też zdarzyło się słyszeć słowa, w których pisowni, przy końcu występuje literka d, która jednak przy wymowie magicznie znika. Cansao, reventao, atontao, viajao. Taki ten Hiszpan cansao (cansado – zmęczony), że oszczędza języka zjadając literki? Podobnie sprawa wygląda przy konkretnych wyrazach, które posiadają spółgłoskę s zaraz po spółgłosce p. To nasze s przy wymowie również ginie w tajemniczych okolicznościach. Epaña, epañol, epabila. Muszę tu dodać jeszcze słynne pa’ que (para que), bo chyba każdy choć raz je słyszał.

AKCENTY

Brak akcentów, ich nadmiar. Hiszpanom zdarzają się pomyłki w tej kwestii językowej. Często zdarza im się zapominać o tym zwłaszcza przy zdaniach pytających zaczynających się od qué (co) oraz cómo (jak), które odmiennie do zdań twierdzących, w zdaniach pytających posiadają owy akcent.

NAJSŁYNNIEJSZE BŁĘDY W PISOWNI

Jest kilka przykładów cudownych błędów, z którymi spotykam się chyba najczęściej. Oto mój krótki ranking:

  • a ver pisane niepoprawnie haber; Haber si mañana Juan no llega tarde. A ver si mañana Juan no llega tarde,
  • problemy z pisownią słów haya (od haber), allá (tam), halla (od hallar – znaleźć), które mimo podobnego brzmienia mają zupełnie inne znaczenie, a jednak w zdaniach często napotykam niepoprawną formę z trzech wybranych; podobna sytuacja z ay! (aj! odgłos zaskoczenia), ahí (tam), hay (od haber); oraz vaya (od ir) i valla (ogrodzenie),
  • bezbłędna forma czasownika haber w trybie subjuntivo to haya. Hiszpanowi ciężko jednak zapamiętać ten wyjątek i wymyślił sobie, że będzie to haiga. Llamaré a mi marido cuando en la habitación haiga menos gente. Llamaré a mi marido cuando en la habitación haya menos gente.


INNE BŁĘDY

Na koniec podrzucę Wam jeszcze kilka innych typowych błędów w języku hiszpańskim:

  • detrás mío, encima tuyo; detrás de mí, encima de ti – błędem jest używanie zwrotów detrás mío czy encima de ti, a robi to znaczna większość Hiszpanów, odpowiednia struktura to detrás de mí, encima de ti,
  • asín – ta dziwna mania dodawania literki n na końcu słowa así. Przecież tam nie ma żadnego n!
  • sino, si no – omylne użycie dwóch różnych zwrotów. Przykład właściwego zdania: Avisa a mamá que llegaremos tarde, porque sino se enfadará mucho. (Daj znać mamie, że się spóźnimy, bo inaczej się zezłości). Si no vas a comer más, voy a recoger los platos.(Jeśli nie będziesz już więcej jadł, pozbieram naczynia).


Czy przychodzą Wam do głowy jeszcze inne przykłady popularnych błędów językowych popełnianych przez Hiszpanów? Zapamiętajcie dobrze te wymienione wyżej, aby wiedzieć, kiedy Wasz rozmówca się myli, czy używa niepoprawnych form. Niestety ktoś, kto hiszpańskiego uczy się jedynie poprzez codzienne życie wśród Hiszpanów, może później nieświadomie popełniać podobne błędy, w końcu nie mając nawet pojęcia, że mówi niewłaściwie. A może zabłyśniecie w towarzystwie i sprostujecie pomyłkę Hiszpana, choć uważajcie, bo przecież nikt nie lubi być poprawiany.

piątek, 8 grudnia 2017

Macierzyństwo na emigracji



O trudach emigracji pisałam Wam już jakiś czas temu. Życie na obczyźnie, zwłaszcza w kraju takim jak Hiszpania mimo, iż innym może wydawać się błogie i lekkie, nie zawsze usłane jest różami.  Jeszcze trudniejsze okazuje się, gdy do codziennych rozterek emigrantki dochodzą zmartwienia i trudy macierzyństwa. Dzisiejszy wpis będzie bardziej osobisty, niż te dotychczasowe. Chciałabym podzielić się z Wami doświadczeniem, jakim jest macierzyństwo na emigracji, z dala od rodziny, ojczyzny i wszystkiego, co nam bliskie. Jak radzę sobie ja oraz parę znanych mi osób, które znajdują się w podobnej sytuacji? Przeczytajcie.

Cała moja rodzina oraz najbliżsi przyjaciele mieszkają poza Hiszpanią, większość w Polsce. Można by zatem rzec, że w Barcelonie jestem „sama”. Rodzina mojego Hiszpana niestety żyje w Galicji, 1000 km od Barcelony. Nie mamy więc u siebie dziadków, ani żadnych członków rodziny, a wizyty jednej jak i drugiej strony stają się bardzo skomplikowane. Z najbliższego grona przyjaciół jesteśmy pierwszą parą, która doczekała się potomka. Jak wiadomo w momencie, w którym zostajesz rodzicem, Twoje życie, priorytety i codzienność chcąc nie chcąc muszą się zmienić. Do czego zmierzam? Być mamą na obczyźnie i nie mieć możliwości wezwania babci, gdy masz ochotę zwyczajnie odespać nieprzespaną noc, wziąć dłuższą kąpiel, posprzątać mieszkanie w spokoju, czy udać się na wizytę do lekarza bez dziecka, nie jest łatwo.

Brak wsparcia ze względu na odległość jest bardzo uciążliwy zarówno fizycznie, jak i psychicznie. 

Przyjaciele Alberto oprócz tego, że nie zdają sobie jeszcze sprawy, czym jest bycie rodzicem, to wciąż prowadzą inny tryb życia, co jest oczywiście zrozumiałe. My, gdziekolwiek nie zostaniemy zaproszeni, udać się musimy z synkiem, ponieważ zwyczajnie nie mamy go z kim zostawić lub musimy iść osobno, raz jedno, raz drugie, co niestety tak już nie cieszy. Bo wyjście na kolację, czy do kina, które kosztować miałoby nas o 40 euro więcej, które to musielibyśmy zapłacić niani, przestaje być atrakcyjne.

Nasz synek jest dzieckiem bardzo aktywnym, ciekawskim i chłonącym każdy szczegół świata. A co za tym idzie, wyjście z nim, czy spotkanie ze znajomymi nie relaksuje tak samo, jak gdybyśmy mogli być sami, bo nie żartując, nie mogę zwyczajnie usiąść na dłużej niż 5 minut. Pewnie nie jeden rodzic to rozumie. Chciałoby się mieć za rogiem babcię, ciocię, siostrę, czy koleżankę z dzieckiem, która odciążyłaby nas choćby raz na jakiś czas przez dwie godziny w ciągu dnia. Osoby takiej jednak nie ma. Jeśli ktoś jest w podobnej sytuacji, na pewno wie, jak bardzo potrafi to zmęczyć psychicznie. Romantyczna kolacja? Z Alexem. Zakupy? Z Alexem. Plaża (i złudne marzenia o opalaniu)? Z Alexem. Niestety niewiele mamy czasu z partnerem tylko dla siebie. A kiedy już organizujemy sobie jakoś kreatywnie czas, możecie wyobrazić sobie, że nie jest to do końca relaksujący moment, bo wciąż pilnować musisz dziecka, zastanawiać się, ile jeszcze wytrzyma w wózku, przyciągać mu czymś uwagę i patrzeć, aby nic mu się nie stało. Może dlatego, gdy odwiedzamy dziadków, próbujemy łapać każdą okazję wiedząc, że wystarczyć nam to musi na kolejne pół roku.  

Bo właśnie – wizyty. To nie godzinna jazda samochodem, czy jak ci wyjątkowi szczęśliwcy kilka kroków do bloku obok. To lot samolotem, na który składają się wyższe koszty, dłuższa podróż, zmęczenie zarówno nasze, jak i dziecka i wszystko to, co wiąże się z lataniem. Dzień z życia wyrwany. Dwie rodziny, które znamy mają to szczęście i żyją w tym samym budynku co dziadkowie. Nawet niedawno wywiązała się rozmowa, w których matki szczerze zgadzały się z tym, że rodzice zawsze są w pogotowiu i bardzo chętnie opiekują się wnukami, co sprawia, że wspomniane mamy mają pomoc i wiele czasu dla siebie, czy dla swoich partnerów. Nie myślmy jednak tylko o sobie. Na pewno możecie sobie wyobrazić, jak cierpią również dziadkowie. Wizyty wnuka raz na pół roku łamią im serca, dlatego pożegnania są zawsze bardzo smutne.

Mój synek obecnie nie widzi poza mną świata. Wiem, że dzieci zazwyczaj lgną bardziej do mam na początku swojego życia, ale nie jest łatwo, gdy dochodzi do sytuacji, w których synek płacze, gdy na ręce bierze go ktoś inny, nawet tata, bo koniecznie chce być z mamą nawet wtedy, gdy mama chce iść tylko do toalety. Nie jest łatwo, gdy nie odstępuje mnie on na krok, gdy nie pobawi się sam dłużej niż 5 minut, gdy wyciąga ręce z chwilą, gdy wstanę na nogi. Nie jest łatwo, gdy gotować, sprzątać, układać, jeść, czesać się… muszę z dzieckiem na rękach. Bo albo to, albo jego płacz. Dlatego nie, bycie jedynie z mamą nie jest niczym dobrym ani dla dziecka, ani dla matki.

Wiecie, co jeszcze bywa czasami uciążliwe w macierzyństwie na obczyźnie? Różnice kulturowe i brak zrozumienia. Wychowanie w Hiszpanii różni się od naszego, polskiego. Jedna z hiszpańskich znajomych, również mama, nadaje na zupełnie innych falach. Wiem, że wśród jej otoczenia, rodziny i znajomych uważana jestem za przesadnie opiekuńczą i bojącą się o każdy krok syna. Powody? Bo dla półrocznego dziecka żłobek to super wyjście, integracja i nauka samodzielności. Bo przy dziecku można przecież palić. Bo rocznemu dziecku można dawać na obiad chipsy. Bo uczące się chodzić dziecko można puścić wolno, niech spadnie ze schodów i się nauczy. Bo nic się nie stanie, jak zabierzesz dziecko na fiestę i pójdzie spać o 2 w nocy, niech śpi w wózku. Oj, takich przykładów mam sporo. Oczywiście przytoczyłam teraz historie tylko jednej grupy ludzi, ale to z nimi często miałam styczność, aż w końcu obrzydły mi te komentarze. Znam również oczywiście hiszpańskie mamy, które podzielają moje opinie i wychowują swoje dzieci już nieco mniej bezstresowo.

Macierzyństwo to piękna przygoda, która bywa niestety trudna. 

Jako idealny przykład mogę powiedzieć, że macierzyństwo na emigracji, jeśli z dala od wszelkich bliskich jest jeszcze trudniejsze. Tak, chciałabym zadzwonić do mamy, aby wzięła małego na spacer, a ja w tym czasie miałabym chwilę dla siebie. Tak, chciałabym zostawić dziadkom synka na jeden wieczór i pójść z Alberto do kina. Tak, chciałabym choć raz odespać 16 miesięcy nieprzespanych nocy mając do dyspozycji kochaną babcię. I to wszystko mam, z tą małą różnicą, że zdarza się to mniej więcej raz na pół roku (jeśli mamy szczęście).


Wpisem tym nie chciałabym wzbudzić niczyjej litości, nie próbuję się żalić i wypłakać, ponieważ decyzja o powiększeniu rodziny była świadoma i ani przez moment jej nie żałowałam. Chciałam jednak ukazać Wam realia macierzyństwa z dala od rodziny, bo jest to nie lada wyzwanie dla naszej psychiki. Chciałam również podzielić się moimi odczuciami zastanawiając się, czy ktoś je podziela. Być może Ty, mamo również zmagasz się sama z trudami macierzyństwa z dala od rodziny i wcale nie musi to być zagranica. Czy u Was też bywa tak ciężko?

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Dlaczego Hiszpanie nie potrafią poprawnie wymawiać słów w języku angielskim?



Żadną tajemnicą jest fakt, iż język angielski nie jest mocną stroną Hiszpanów. O tym, dlaczego nie posługują się oni wystarczająco dobrze tym językiem, pisałam Wam w tym poście. Hiszpanie po angielsku mówią zatem słabo, a jeśli już mówią, to na dodatek często niepoprawnie wymawiają dane słowa. Dzisiaj chciałabym skupić się właśnie na ich wymowie i spróbować przybliżyć Wam jej fenomen. Wiele osób bowiem śmieje się otwarcie z akcentu i werbalizacji angielskich słów słyszanych z ust Hiszpana. Za zadanie postawiłam sobie zatem wyjaśnienie przyczyn słabej umiejętności poprawnej wymowy tego języka.

Zacząć powinnam chyba od tego, że oba języki pochodzą z różnych rodzin. Angielski jest to język germański, a hiszpański wywodzi się z rodziny języków romańskich. Naturalnym zatem będzie, że Hiszpanowi z większą łatwością przyjdzie nauka języka z tej samej rodziny językowej, w której występują podobne cechy. Język angielski i język hiszpański naprawdę bardzo różnią się w swej wymowie. W obu przypadkach mamy do czynienia z innymi dźwiękami.

Hiszpanom wyjątkowo ciężko jest pozbyć się swego ojczystego akcentu i litery w angielskich słowach, które powinni wymawiać prawidłowo, z angielskim akcentem, wymawiają po hiszpańsku. Przykładem będzie angielska spółgłoska y, która przypomina wymową polskie j. Hiszpan błędnie utożsamia ją z hiszpańskim ll, które wymawia się jak miękkie dź/ź i takim sposobem zamiast yes mówią lles (dźes), zamiast you słyszymy llu (dźu). Innym przykładem jest hiszpańska spółgłoska j, którą wymawia się jak mocne, dźwięczne h. I to właśnie owym hiszpańskim j posługują się oni w wyrazach, które zaczynają się na h. W rezultacie z hello wychodzi jello, a z hit mocne hiszpańskie jit. Przeciętny Hiszpan po angielsku nie jest w stanie również wypowiedzieć spółgłoski , jak w angielskim imieniu John i wychodzi z tego Dzion.

Na pewno nikomu nie umknie słynne dodawanie literki e przed wyrazy rozpoczynające się na s. Wychodzi z tego zatem eSpiderman, eStop, eStation itd. Zwróćcie jednak uwagę, że ową samogłoskę e dodaje się jedynie przed wyrazy zaczynające się na s, ale po którym następuje spółgłoska. W języku hiszpańskim nie istnieją bowiem takie wyrazy, które rozpoczynałyby się na literkę s, po której występowałaby spółgłoska. S z samogłoską oczywiście istnieje. Nikt przecież nie mówi eSoy, eSabado, czy eSanto. Wymyślili sobie oni więc taką zasadę dodawania owego e dla ułatwienia wymowy. A kto pierwszy wpadł na ten dość nietypowy pomysł, pozostaje dla mnie niestety tajemnicą.

Innym przykładem gramatycznym będzie fakt występowania aż 12 samogłosek w języku angielskim, a tylko 5 w języku hiszpańskim. Jest to aż 7 nowych dźwięków do opanowania.


Zostawmy jednak gramatykę, samogłoski, dźwięki i sylaby. Przejdźmy do bardziej życiowego objaśnienia problemu. Edukacja. Jak nauczyć się poprawnej wymowy i odpowiedniego akcentu, gdy Twój nauczyciel angielskiego mówi gorzej od koleżanki poznanej na wakacjach w Niemczech? To nie żart. Miałam okazję słyszeć hiszpańskich nauczycieli języka angielskiego i niektórzy niestety nie mieli się czym popisać. Słysząc taką wymowę od pierwszych zajęć koduje się ona automatycznie w głowie i schemat niepoprawności się powiela. Ale nie tylko profesorowie nie przykładają wagi do poprawnej wymowy. Na co dzień w telewizji Hiszpan również słyszy angielskie wyrazy czytane błędnie. Kolgate, Pantene, Bosk… Nie przejdzie mu nawet przez myśl, że przez całe życie pastę Kolgejt nazywał Kolgate. Może nie jest to bardzo znaczące, ale na pewno mózg zapamiętuje takie pomyłki, których później ciężko się wyzbyć.

Zaczęłam temat telewizji, więc nie mogłabym nie wspomnieć o dubbingu, który króluje w Hiszpanii, a o którym opowiadałam już przy okazji wielu wpisów. W tym wypadku brak osłuchiwania się z językiem angielskim przyczynia się do późniejszych trudności w jego nauce, a co za tym idzie w poprawnej wymowie danych wyrazów. Wyobraźcie sobie, że zaczynacie uczyć się nowego języka, którego akcent jest Wam niemalże zupełnie obcy, a czytając dane słowa od podstaw nauczyć się musicie ich poprawnej wymowy. Brzmi jak nie lada wyzwanie. Dlatego właśnie codzienne osłuchiwanie się z językiem angielskim, nawet bez potrzeby rozumienia, pomaga w przyszłej nauce. A w Hiszpanii naprawdę niewiele słyszy się go na co dzień.

Do całej listy dochodzi jeszcze jeden, na pierwszy rzut oka nieznaczący powód. Wiecie, co się dzieje, gdy Hiszpan w grupie swoich znajomych użyje angielskiego wyrazu z poprawną (a nie „shiszpańszczoną”) wymową, a dodatkowo postara się i o angielski akcent? Grupa zacznie się śmiać. Oczywiście jest to mocne generalizowanie i nie zdarza się zawsze, ale ja sama byłam świadkiem takich sytuacji. Pan światowy się znalazł. I’m sorry, że nie mówię tak dobrze po angielsku. I tym podobne zaczepki. Takiemu Hiszpanowi od razu się odechciewa i aby uniknąć kolejnych docinek i żartów następnym razem decyduje się on na niepoprawną formę, ale za to ogólnie przyjętą.

To tych kilka powodów sprawia, że Hiszpanie mają trudności z poprawną wymową języka angielskiego i tak stresuje ich rozmowa w tym języku. A może przychodzi Wam coś jeszcze do głowy? Można by powiedzieć Dla chcącego nic trudnego, wszystko jest do wyuczenia. I pewnie nie byłoby to kłamstwo. Nie zapominajmy jednak, że predyspozycje językowe mogą znacznie różnić się u ludzi. Jeden może być wyjątkowo utalentowany i chwalić będą go za idealny akcent, a drugi łamać będzie sobie język próbując przedstawić się w języku obcym. O nas Polakach mówi się podobno, że z łatwością przychodzi nam opanowanie obcych języków, a i ich wymowa nie stanowi ogromnego problemu dla wielu. Być może wpływ na to ma fakt, że język polski to jeden z trudniejszych języków świata i skoro mówimy biegle tym właśnie językiem, to który stanowić może dla nas wyzwanie? Choć nie raz spotkałam się też z żartami na temat naszego mocnego, polskiego akcentu i mocno wyróżniającego się r.


czwartek, 30 listopada 2017

10 pytań, których lepiej unikać w rozmowie z Hiszpanami



Odwiedzając nowe miejsce w głowie pojawia nam się mnóstwo pytań dotyczących jego tradycji, mieszkańców, zwyczajów, czy po prostu zwykłej codzienności. Często chcemy dowiedzieć się, czy zbudowana dotychczas w głowie wizja jest autentyczna, czy może nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Hiszpanie uchodzą za otwarty naród, który chętnie wdaje się w pogawędki i opowiada o swoim kraju. Jest jednak kilka tematów, które potrafią wyprowadzić z równowagi nawet najspokojniejszego mieszkańca tej części półwyspu iberyjskiego. Jesteście ciekawi, jakich wątków unikać w rozmowach z Hiszpanami? Chcecie wiedzieć, jakich pytań należałoby się wystrzegać? Przeczytajcie!

Ile razy w tygodniu jesz paellę?

Hiszpania bez wątpienia znana jest ze swej narodowej potrawy – paelli, Hiszpanie jednak nie spożywają jej na śniadanie, obiad i kolację. Ba, niektórzy mają szczęście, gdy natkną się na nią raz na kilka tygodni, czy miesięcy. Kraj ten ma wiele innych dań do zaoferowania, a wmawianie każdemu mieszkańcowi, że jest miłośnikiem paelli, na pewno go nie ucieszy. I sangria. Wbrew pozorom sangria to wcale nie najczęściej serwowany napój w Hiszpanii, a znajdą się i tubylcy (uwaga!), którzy jej nie lubią.

Messi to najlepszy piłkarz na świecie, prawda?

Tego pytania wystrzegaj się jak ognia będąc w Madrycie. I oczywiście tego samego, ale mówiącego o Ronaldo, w Barcelonie. Jak przebywasz w stolicy to jesteś merengues (kibic Realu Madryt), a jak lecisz to Barcelony to zmieniasz się w cules (kibic FC Barcelony). I koniec kropka. Oczywiście żartuję i wyolbrzymiam. Fanatyków piłki nożnej tutaj nie brakuje, ale ludzie nie chodzą po ulicy i nie biją fanów przeciwnej drużyny.

Czy walki byków to sport narodowy Hiszpanii?

Nie wszyscy Hiszpanie miłują się w tej, zwanej przez wielu rozrywce. Coraz więcej słyszy się o głośnych protestach jej przeciwników. Jeśli trafisz na wielbiciela walk, na pewno z dumą opowie Ci on, że to piękna, hiszpańska tradycja, o której mówi nawet konstytucja. Gorzej, jeśli przyjdzie Ci rozmawiać z zapalonym wrogiem tych krwawych spektakli. Wiedz, że konwersacja nie potrwa krótko, a i nie będzie spokojna.

Wy w tej Hiszpanii ciągle imprezujecie, prawda?

Chcieliby, oj chcieliby. Ale oprócz fiesty w Hiszpanii wbrew pozorom istnieją także obowiązki. Niektórych Hiszpanów drażni rozpowszechniony stereotyp o Hiszpanach wiecznych imprezowiczach. Podobnie jak z wspomnianymi wyżej walkami byków. Znajdą się zwolennicy coweekendowych wypadów do klubu, ale nie zabraknie także przeciwników takiej formy spędzania wolnego czasu.

Czy w Hiszpanii w ogóle pada deszcz?

Nie. Skóra wysycha nam od całorocznych promieni słonecznych, a śnieg oglądamy jedynie w filmach. Powiedziałby rozdrażniony Hiszpan. To trochę tak jak ze stwierdzeniem, że w Polsce musi być bardzo zimno, a gdy zajrzy do nas słońce, to biegamy nago po ulicach, żeby choć trochę się opalić. Lub Wielka Brytania i pierwsze pytanie do jej mieszkańców: Czemu tam ciągle tylko pada?, bo przecież, gdy w Anglii nie widać deszczu, w miastach ogłaszają alarm i przewidują najazd kosmitów. Trochę drażnią te stereotypy, prawda?

Potrafisz tańczyć flamenco/salsę/rumbę?

Przecież każdy Hiszpan potrafi! Nie wspominając już o tym, że salsa i rumba nie wywodzą się nawet z Hiszpanii. Ale przecież w żyłach każdego Latynosa płynie gorąca, taneczna krew, więc rodzą się już oni z tą umiejętnością. Nauka jest dla słabeuszy.

Dlaczego Hiszpanie tak słabo mówią po angielsku?

Bo tak. Oj, tym pytaniem mógłbyś rozdrażnić niejednego Hiszpana. Po pierwsze, gdy trafiłbyś akurat na tego, który językiem angielskim posługuje się biegle i poczułby się on urażony, a po drugie, gdy pytanie to padłoby w rozmowie z Hiszpanem, który z angielskiego zna tylko Espiderman (bo przecież to po angielsku, nie?) i odebrałby to jako osobisty atak na jego inteligencję.

Wszyscy kochacie piłkę nożną, prawda?

Nie, nie wszyscy Hiszpanie to fanatycy piłki nożnej. A może i trafisz na takiego, który z trudem przypomni sobie imię Messiego. No, bo przecież nie wszyscy Polacy piją wódkę, prawda? Kiedyś nawet spotkałam Hiszpana, który uważał, że piłka nożna ogłupia i jest to rozrywka dla mało inteligentnych. Także każdy może nas zaskoczyć.

Dlaczego wciąż mieszkasz z rodzicami?

W Hiszpanii niczym zaskakującym jest fakt, iż trzydziestolatek wciąż mieszka z rodzicami. Bezrobocie, słabo płatne prace lub… wygoda i lenistwo. Powodów jest tyle, ile przypadków. Jeśli w grę wchodzi nauka i pieniądze, można się z tego jakoś wytłumaczyć, ale na pewno dorosłemu mężczyźnie nie spodoba się to, że musi usprawiedliwiać się obcej osobie z tego, że tak bardzo lubi kuchnię mamy, no i mieszkanie zawsze jest posprzątane.

Czy wszyscy hiszpańscy politycy są skorumpowani?

To pytanie rozzłości Hiszpana. Nie jednak dlatego, że je zadajesz, a dlatego, że przypomni sobie, że masz rację. Lepiej o to nie pytać, bo odpowiedź może okazać się dłuższa niż seans Titanica.


Teraz już wiecie, jakich pytań wystrzegać się podczas kolejnej wizyty w Hiszpanii. Jeśli jednak jesteście odważni, próbujcie, a potem opowiedzcie o Waszych doświadczeniach. Wpis jest oczywiście napisany celowo w żartobliwej formie, dlatego nie odbierajcie go nazbyt poważnie. A może przychodzi Wam coś jeszcze do głowy?

poniedziałek, 27 listopada 2017

Idiomy hiszpańskie, które warto znać



Dzisiaj znów podzielę się z Wami językowym wpisem, ponieważ wiem, że czyta mnie wiele osób, które wciąż uczą się języka hiszpańskiego. Idiomy, czyli wyrażenia językowe właściwe tylko danemu językowi, a których znaczenie jest swoiste, odmienne od tego, które przypisalibyśmy dosłownemu tłumaczeniu. Idiomów bowiem nie da się przetłumaczyć dosłownie. Jest to bardzo ciekawa część nauki języka obcego, bo mocno może nas zaskoczyć. Ciekawa, jak i potrzebna. Na pewno nie raz do głowy przyszło Ci polskie wyrażenie, które idealnie odzwierciedlałoby Twoje myśli w danym momencie, lecz wtedy pojawiał się problem. Bo jak powiedzieć po hiszpańsku, że ktoś złapał gumę? Czy po hiszpańsku również robi się coś raz na ruski rok? Czy Hiszpan nie spojrzy na Ciebie podejrzanie, gdy powiesz, że ten film był nudny jak flaki z olejem? Jak wytłumaczyć mu, że ostatnie zadanie domowe było proste jak bułka z masłem? Biegnę więc na ratunek i podrzucam Wam spis hiszpańskich idiomów z ich polskimi odpowiednikami oraz polskim, dosłownym tłumaczeniem dla zabicia ciekawości.

cabeza de turco - kozioł ofiarny (dosłownie: głowa Turka)

caerse de la luna - urwać się z choinki (dosł.: spaść z księżyca)

de tal palo tal astilla - jaki ojciec, taki syn (dosł.: jaki kij, taka drzazga)

estar en la luna - mieć głowę w chmurach (dosł.: być na księżycu)

estar de mala leche - być w złym humorze (dosł.: być w złym mleku)

hacerle la pelota a alguien - podlizywać się komuś (dosł.: robić komuś piłkę)

la manzana de la discordia - kość niezgody (dosł.: jabłko niezgody)

las desgracias nunca vienen solas - nieszczęścia chodzą parami (dosł.: nieszczęścia nigdy nie przychodzą pojedynczo)

llorar como una Magdalena - płakać jak bóbr (dosł.: płakać jak Magdalena (Maria Magdalena, która płakała nad Jezusem)

no andarse con rodeos - nie owijać w bawełnę (dosł.: nie chodzić na około)

no tener pelos en la lengua - mówić, co ślina na język przyniesie (dosł.: mieć włosy na języku)

ponerse (colorado) como un tomate - zaczerwienić się jak burak (dosł.: zaczerwienić się jak pomidor)


por arte de magia - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (dosł.: przez sztukę magii)

prometer el oro y el moro - obiecywać złote góry (dosł.: obiecywać złoto i Muzułmanina)

sano como una manzana - zdrowy jak ryba (dosł.: zdrowy jak jabłko)

ser más bueno que el pan - być jak do rany przyłóż (dosł.: być lepszym niż chleb)

ser un gallina - być tchórzem (dosł.: być kurą)

venir como anillo al dedo - pasować jak ulał (dosł.: wejść jak pierścionek na palec)

de perdidos, al ríotonący brzytwy się chwyta (dosł.: od przegranych, do rzeki)

la cabra tira al monte – ciągnie wilka do lasu (dosł.: ciągnie kozę do gór)

dormir como un tronco - spać kamiennym snem (dosł.: spać jak pień)

ser tonto de capirote – być głupim jak but (dosł.: być głupim jak capirote (wysoki kapelusz noszony przez artystów w czasie Wielkiego Tygodnia)

¿Qué mosca le ha picado? – Co go ugryzło? (dosł.: Która mucha go ugryzła?)

a la tercera va la vencida – do trzech razy sztuka (dosł.: za trzecim razem przyjdzie wygrana)

son tal para cual - jeden wart drugiego (dosł.: niestety tego zwrotu nie da się przetłumaczyć dosłownie)

tener carne (piel) de gallina - mieć gęsią skórkę (dosł.: mieć kurzą skórę)

el ratón de biblioteca - mól książkowy (dosł.: mysz z biblioteki)

por su propia cuenta - na własną rękę (dosł.: na własne konto)

tocar madera - odpukać w niemalowane drewno (dosł.: dotykać drewno)

¿cara o cruz? – orzeł czy reszka? (dosł.: twarz czy krzyż?)

pedir peras al olmo - prosić gwiazdkę z nieba (dosł.: prosić gruszki z wiązu (rodzaj drzewa))

dar por sentado - przyjąć (coś) za pewnik (dosł.: dać coś za siedzące)

está más claro que el agua - to jasne jak słońce (dosł.: jest jaśniejsze niż woda)

ni que decir tiene - to się rozumie samo przez się (dosł.: nie ma co mówić)

matar dos pájaros de uno tiro - upiec dwie pieczenie na jednym ogniu (zabić dwa ptaki jednym strzałem)

dejar plantado a alguien - zostawić kogoś na lodzie (dosł.: zostawić kogoś zasadzonego (jak roślinę))

comerle la oreja a alguien – męczyć kogoś gadką (dosł.: jeść komuś ucho)

tener un pinchazo – złapać gumę (dosł.: mieć przebicie, ukłucie)

estar como una cabra – wygłupiać się, zachowywać się w nienaturalny sposób (dosł.: być jak koza)

el príncipe azul – książe na białym koniu (dosł.: niebieski książę)

dar en el blanco – trafić w sedno sprawy (dosł.: dać na biało)

pasar la noche en blanco – spędzić bezsenną noc (dosł.: spędzić białą noc)

sacar las castañas del fuego – uratować sytuację, sprawę (dosł.: wyciągnąć kasztany z ognia)

poner verde a alguien – obgadywać kogoś (dosł.: zrobić kogoś na zielono)

un cuento chino – sprytnie zmyślona, niewiarygodna historia (dosł.: chińska opowieść)

despedirse a la francesa – wyjść po angielsku (dosł.: żegnać się po fracusku)

estar entre dos fuegos - być między młotem a kowadłem (dosł.: być między dwoma ogniami)

huir del fuego para caer en las brasas - wpaść z deszczu pod rynnę (dosł.: ucieć od ognia, by wpaść na żar)

no tener abuela – gdy ktoś opowiada o sobie w samych superlatywach, mówimy, że no tiene abuela (nie ma babci), która prawiłaby mu komplementy, dlatego robi to sam

Trochę się nazbierało tych zwrotów. Chciałam skupić się na tych, które również w języku polskim używa się najczęściej, lecz po hiszpańsku brzmią zupełnie inaczej. Istnieją bowiem wyrażenia, które przetłumaczymy dokładnie tak samo. Po hiszpańsku również jesteśmy pracowici, jak mrówki, także możemy zostać czarną owcą rodziny i jesteśmy uparci jak osioł. Zapamiętajcie natomiast, że w Hiszpanii będziemy zdrowi jak jabłko, uratuje nas niebieski książę, co będzie jasne jak woda oraz ulotnimy się z nim w stylu francuskim, a nie angielskim. Dodalibyście do mojej listy jeszcze jakieś idiomy?

Jeśli spodobał Ci się wpis, udostępnij go, aby dotarł do jak największej liczby osób, które chcą nauczyć się przydatnych zwrotów w języku hiszpańskim.



czwartek, 23 listopada 2017

7 aspektów Hiszpanii, których wyjątkowo nie lubię



Większość moich tekstów ma pozytywny wydźwięk i zawiera raczej zalety i te dobre strony życia w Hiszpanii. Jakżeby inaczej, skoro mieszkam w kraju swoich marzeń, który jak wiecie, uwielbiam od lat. Zdarzyło mi się oczywiście ponarzekać, czy podzielić się z Wami tymi mniej kolorowymi aspektami emigracji, bo miejsce idealne nie istnieje, a przynajmniej ja takowego dotychczas nie odnalazłam. Dlatego dzisiaj postanowiłam zmienić nieco front i opowiedzieć Wam o tym, czego zwyczajnie nie lubię w Barcelonie i o tym, co mnie drażni w jej mieszkańcach.

Wąskie chodniki to zmora Hiszpanii. Tak, stylowe uliczki hiszpańskich wiosek mają swój urok, gorzej gdy się spieszysz lub gdy, co gorsza taką uliczką przechodzić musisz każdego dnia. Gdy idę sama, wymijanie powolnych ludzi nie jest jeszcze tak trudne, choć zdarzają się (i to nazbyt często!) królowie, którzy uważają chyba, że chodnik jest ich własnością i widząc osobę idącą z naprzeciwka, ani myślą odejść na bok i zrobić jej miejsce. Za to Ty musisz gimnastykować się, aby ich wyminąć nie zaczepiając przy okazji o zaparkowane obok samochody. Jednak to spacer z wózkiem może przerodzić się w ogromną próbę cierpliwości. Bo albo zostajesz w tyle zablokowana przez grupę wesoło gaworzących znajomych, którzy przy odrobinie szczęścia usłyszą Twą prośbę o pozwolenie przejścia za trzecim razem albo dasz sobie spokój i w dane miejsce dotrzesz z półgodzinnym opóźnieniem.

Hiszpanie mają manię nagłego zatrzymywania się na środku chodnika, owego wąskiego chodnika, który mieści ledwie dwie osoby (czasami tylko jedną!). Wyobraźcie sobie, że idzie sobie taki wesoły Hiszpan, Ty idziesz dosłownie dwa kroki za nim, gdy wtem nagle Hiszpan postanawia zatrzymać się w miejscu bez żadnego ostrzeżenia. Powody mogą być różne. Dostał SMS, but mu się rozwiązał, spotkał kogoś znajomego, a może chce po prostu odpocząć? Jeśli masz szczęście i na Twojej drodze (dosłownie) stanęła tylko jedna osoba, jest szansa, że w kocich ruchach uda Ci się ją zgrabnie wyminąć bez większego szwanku. Jeśli szczęścia masz mniej, zator na chodniku spowoduje cała grupa Hiszpanów, co może doprowadzić do niemałej kolizji. Ile to ja się naklęłam pod nosem przez te ich nagłe przystanki. Tak, cierpliwość w tak błahych sytuacjach nie jest moją mocną stroną.  

Nie podoba mi się również to, że Barcelończycy prowadzą samochody dość niechlujnie. W mieście przekraczają sporo prędkość i nikogo wcale to nie zaskakuje, a kierunkowskazy to obcy dla nich wynalazek. Przeczytałam kiedyś, że w Barcelonie w ciągu minuty dochodzi do trzech kolizji drogowych. Jeśli ta informacja jest prawdziwa, wcale mnie nie zaskakuje. A w większości owych wypadków biorą zapewne udział skutery, którymi jeździ co drugi Hiszpan, a które na dłuższą metę w takim mieście jak Barcelona i prowadzone w taki sposób, w jaki się je tu prowadzi, wcale nie są bezpieczne.

Drażni mnie też zamykanie sklepów na czas sjesty. Naprawdę nie mogę do tego przywyknąć. Godziny odpoczynku pracowników są dla mnie najbardziej dogodnym czasem na zrobienie zakupów. Tęsknię za polskim systemem godzin pracy. A już zupełnie nie wyobrażam sobie konieczności opuszczenia miejsca zatrudnienia na dwie, trzy godziny po to, aby po błogim odpoczynku i pysznym obiedzie znów musieć tam wrócić. Wiem, że to na pewno kwestia przyzwyczajenia, w końcu Hiszpanie nie znają innego systemu, ale mnie tak ciężko się do niego przekonać. Zupełnie nie rozumiem także zasady zamykania wszelkich urzędów publicznych i banków o godzinie 14. Nierzadko, aby załatwić daną sprawę, należy wziąć po to specjalnie dzień wolny. Mogliby siedzieć chociaż do tej 17, bez żadnej sjesty.


 W Barcelonie wiele restauracji ma wyznaczone godziny na dane posiłki. Rozumiem oczywiście rozróżnienie między śniadaniem, a obiadem, ale tak bardzo drażni mnie, np., że Menu del Dia zjem jedynie do godziny 16 lub że na wyżerkę w restauracji ze szwedzkim stołem (które są tu dość popularne) nie mogę liczyć na pewno między 16 a 20. Jem, kiedy jestem głodna, a nie kiedy wyznacza mi to grafik. Dla mojego Hiszpana jest to tak oczywiste i nie może zrozumieć, dlaczego się burzę, przecież logicznym jest, że o 17 nie dostanę posiłku, o których marzę, ja jednak wciąż przyzwyczajam się do takiego systemu.

Hiszpania to cudowny kraj do życia, jeśli mowa o klimacie, usposobieniu jej mieszkańców, pięknych widokach, ciekawych tradycjach i bezstresowego podejścia do codziennych spraw. Jednakże funkcjonowanie tego kraju od wewnątrz ma sporo niedociągnięć. I nie mówię tu jedynie o wspominanym już setki razy braku kompetencji pracowników urzędów publicznych czy oczekiwaniu miesiąca na załatwienie jednej, prostej sprawy. System kraju ma sobie wiele do zarzucenia. Polityka, ekonomia, edukacja. Wszystkim tym aspektom brakuje porządnej przeróbki.

Kolejną z kwestii, za którą nie przepadam w Hiszpanii to zachowanie dzisiejszej młodzieży. Wiem, że cały świat się już zmienił i żadna trzynastolatka nie bawi się już Barbie i nie wymienia się karteczkami, ale mam wrażenie, że Hiszpania pod tym względem jest jeszcze gorsza. Czternastolatki, które wyglądają jak dorosłe kobiety, a raczej próbują tak wyglądać. Ostry makijaż, pofarbowane włosy, kolczyki na całym ciele, odsłonięte brzuchy, uwydatnione dekolty. Papieros w jednej dłoni, puszka z piwem w drugiej. Z plecaka wysypują się prezerwatywy, których nastolatka użyła już z większą liczbą mężczyzn, niż jej pięćdziesięcioletnia matka. A co w tym wszystkim jest najgorsze? To, że nikogo to nie szokuje, a wręcz wszystkim wydaje się naturalne. Ile razy słyszałam już, że przecież to normalne, że czternastoletnia młodzież uprawia już seks i próbuje używek. Ile razy słyszałam już, że osiemnastoletnia dziewica to dzisiaj rzadkość. A przygodny seks z obcą osobą w dyskotece nikogo nie razi. Jesteśmy przecież wolni. Hiszpańska młodzież (oczywiście generalizuję) jest wyuzdana, wulgarna i momentami zachowuje się, jakby postradała zmysły. Nigdy nie przestanie mnie szokować widok wujka, który podaje papierosa z marihuaną swojemu siedemnastoletniemu bratankowi, gdy w tym samym czasie jego piętnastoletnia dziewczyna wyciąga z torebki tabletki antykoncepcyjne połykając jedną na oczach wszystkich. Przecież to takie normalne. Pamiętajcie, że to jedynie moje obserwacje, które generalizuję na potrzeby tekstu. Poznałam i widziałam także młodzież innego typu, ale to te opisane zachowania najbardziej rzucają mi się w oczy.


Podzieliłam się z Wami kilkoma z aspektów, które drażnią mnie w Barcelonie, których nie lubię w jej mieszkańcach i które chętnie bym zmieniła. Nie są to oczywiście na tyle ważne sprawy, który sprawiłyby, że wyjechałabym z kraju, wciąż bowiem zalet jest dużo więcej. Nie odbierajcie również tekstu jako użalanie się Polki na obczyźnie, ponieważ jest to zwykłe podzielenie się z Wami moją perspektywą pewnych spraw, a chyba każdy z nas ma kilka swoich fobii, rzeczy, których wyjątkowo nie znosi. No, właśnie, opowiedzcie mi, czego Wy nie lubicie w Hiszpanii.