niedziela, 13 sierpnia 2017

Najdziwniejsze zakazy i przepisy prawne w Hiszpanii




Liczba absurdalnych przepisów prawnych oraz zakazów na świecie jest przerażająca. Przebywając w innym kraju wydaje Ci się, że nie zachowujesz się w żaden dziwny, a tym bardziej zabroniony sposób, gdy nagle okazuje się, że za daną czynność możesz trafić do więzienia. Prym tutaj wiodą oczywiście Stany Zjednoczone. Liczba absurdów tego kraju jest nieskończona. Wyobraźcie sobie bowiem, że w stanie Alabama istnieje zakaz noszenia lodowych rożków w tylnej kieszeni spodni. Uważaj spacerując po ulicach stanu Idaho, bo za smutną minę możesz dostać mandat. We Francji śmiercią karane jest nazywanie świni imieniem Napoleon. W Wielkiej Brytanii przyklejenie znaczka z królową do góry nogami będzie zdradą. W Rosji natomiast zakazane jest mycie zębów częściej niż dwa razy na dobę. A w Iranie będąc w toalecie nie można czytać gazety. Można by wymieniać godzinami. Strona ta poświęcona jest jednak Hiszpanii, dlatego jak się już chyba domyślacie, dzisiaj podam Wam najdziwniejsze zakazy i przepisy prawne panujące w Hiszpanii. Bo ta, uwierzcie, również ma się czym pochwalić. 


1. W Sewilli za grzebanie w śmieciach można dostać mandat w wysokości nawet 750 euro. Być może bezdomny szukający jedzenia w koszach znajdzie tam również pieniądze na zapłacenie wypisanej kary.

2. W Hiszpanii zabronione jest nadawanie imion: Kain, Judasz, Lenin, Stalin. A gdzie jest Franco?

3. W Hiszpanii należy prowadzić samochód tylko w pełnych butach. Jazda w szpilkach, klapkach, japonkach, butach bez pięty lub bez palców jest nielegalna. W szpilkach, czy japonkach sama bym nie wsiadła, ale sandały? Wygląda na to, że przed podróżą w upalne dni w plecaku zawsze trzeba mieć schowane adidasy.

4. W Madrycie zabrania się żebrania na ulicy z psem. Także wychodząc po jałmużnę, nie zapomnijcie zostawić pupila w domu.

5. W Bilbao i Vélez prawo zabrania spania w samochodzie. Uważaj, żeby nie przyłapali Cię podczas drzemki na poboczu autostrady.

6. W Sewilli nie wolno spożywać napojów oraz żywności znajdując się w bliskiej odległości od ochrony lokalu. Czy to dlatego, że zmęczeni tyloma godzinami pracy mogą rzucić się na Twoje tapas?

7. Również w Sewilli zabronione jest toczenie beczek z piwem między godziną 20 a 8 rano. Jeśli toczyć beczki to tylko przed 20, pamiętajcie.

8. W Madrycie należy zdać egzamin na śpiewaka ulicznego. Nie każdy może stanąć sobie na chodniku i dawać przechodniom koncerty. Może to i lepiej, przynajmniej nikt nie grałby uderzając kijem o krzesło lub puste wiadro (kojarzycie?).

9. Jeśli nosisz okulary, powinieneś w samochodzie wozić zawsze zapasową parę. Chyba czas wybrać się do okulisty.

 

10. W Villanueva de la Torre zabrania się psom szczekania w nocy oraz podczas trwania sjesty. Tylko weź to wytłumacz psu.

 

11. W tym samym mieście nie wolno także mieć mopa umieszczonego na balkonie. Jeśli mieszkasz w Villanueva de la Torre pamiętaj, aby Twój mop również dostał własny pokój.

 

12. W Sewilli zabronione jest granie w domino w restauracyjnych ogródkach między 20 a 8 rano. Biedni dziadkowie, miłośnicy domina.

 

13. W Hiszpanii dozwolone jest posiadane rodziny od 14 roku życia, natomiast trudniejsze może być już utrzymanie jej, ponieważ pracować można dopiero od 16 lat.

 

14. W Barcelonie zabrania się chodzenia po ulicach w strojach kąpielowych. Zabraniać może i się zabrania, ale na szczęście karać już mniej. Kiedyś zabronione było również chodzenie bez koszulki, ale spory czas temu zniesiono ten zakaz.

15. Na Teneryfie na plażach nie można budować zamków z piasku, których wysokość przekraczałaby trzy metry. Niezła budowla. Dobrze, że te moje nie mają więcej niż 20 centymetrów, a i czasami nawet zamku nie przypominają. 


To kilka z tych dziwniejszych, wydawać by się mogło praw i zakazów, które udało mi się znaleźć w Internecie oraz o których dowiedziałam się w rozmowach z Hiszpanami. Czy wszystkie są stuprocentowo prawdziwe? Żadne źródło nie potrafiło odpowiedzieć na to pytanie na pewno, ale o wielu czytałam na różnych stronach, także coś w tym musi być. Niektóre mimo absurdalnego brzmienia mają swoje uzasadnienie, także nie bierzcie wszystkiego na poważnie. Przy okazji warto zauważyć, że jedną sprawą jest to, że zakaz w ogóle istnieje, a drugą to, czy się za niego faktycznie kara. Bo tak często przecież bywa.


A Wy, znacie jakieś inne zabawne przepisy prawne obowiązujące w Hiszpanii? A może w innych krajach? Jeśli jesteś w stanie zweryfikować któryś z wymienionych podpunktów i uważasz, że nie jest prawidłowy, również daj znać.

Źródło: http://podroze.onet.pl/, https://ceslava.com, http://60-minutos.es, rozmowy ze znajomymi

wtorek, 8 sierpnia 2017

Dlaczego turyści niszczą Barcelonę?




Barcelona to jedno z najczęściej odwiedzanych miast Europy, ba, nawet świata! Każdego roku napływają tu miliony turystów z całego globu. Sezon w teorii trwa kilka miesięcy, ale miasto w praktyce przyciąga chętnych przez cały rok. Ci, którzy mieli okazję zwiedzić stolicę Katalonii, na pewno wcale owym osobom się nie dziwią – miasto jest piękne i ma wiele do zaoferowania. Nic dziwnego, że kiedy ludzie słyszą, że mieszkam w Barcelonie, wzdychają z zazdrością z błogim uśmiechem. Życie w jednym z najczęściej odwiedzanych miast Europy ma jednak i drugą stronę medalu, o której przeciętny turysta zapewne nie myśli. Nie zaskakuje mnie to, ja jako zwiedzająca pewnie też bym nie myślała. Ci, którzy tematem interesują się nieco dogłębniej, na pewno wiedzą o protestach i narzekaniach mieszkańców Barcelony. Czy w swych skargach mają oni rację? Czy turyści naprawdę niszczą Barcelonę? 


Przy wejściu do Park Güell można było ujrzeć mało powitalny napis:  

“Why call it tourist season if we can’t shoot them?” 

Co oznacza „Dlaczego nazywamy to sezonem turystycznym, jeśli nie możemy ich wystrzelić?”. Slogan odnosić się ma oczywiście do sezonów łowieckich, które swą nazwą przypominają wspomniany sezon turystyczny. W najbardziej znanych miejscach miasta ujrzeć można inne graffiti mówiące m.in.:

„Tourism kills the city” (Turystyka zabija miasto)
„Tourist go Home” (Turysto, wracaj do domu)
„Tourists stop destroying our lives” (Turyści, przestańcie niszczyć nasze życia)

Hasła są bardzo bezpośrednie i czytający je adresaci z pewnością nie czują się komfortowo. Jednak nie tylko na wspomnianych plakatach się kończy. W Barcelonie istnieją stowarzyszenia, które wyrażają głośno swój sprzeciw wobec ogromnej fali turystów. Protestują oni przeciwko hotelom i apartamentom kierującym swą ofertę jedynie do odwiedzających. Organizują strajki blokując ulice tak, jak miało to miejsce na La Rambli, gdzie skandowano hasła mające przepędzić turystów. Również Rada Miasta wyraża swe zaniepokojenie tym zjawiskiem twierdząc, że obecnie turystyka jest poza kontrolą i zmierza do chaosu. Dzieje się tak według nich przede wszystkim ze względu na fakt, że cały sektor turystyczny skupiony jest głównie w centrum Barcelony. Aby temu zaradzić w 2015 roku wydano zakaz budowania nowych hoteli i apartamentów turystycznych na kolejne dwa lata. Władze próbują przenieść biznes związany z turystyką również na przedmieścia i oddalone od centrum dzielnice Barcelony. 



W 2016 roku Barcelonę odwiedziło aż 40 milionów ludzi. Wyobraźcie sobie tylko tę liczbę. Według badania Usług Komunalnych przeprowadzonego na 6 tysiącach mieszkańców Barcelony, turystka plasuje się na drugim miejscu, jako zagrożenie, którego najbardziej obawiają się barcelończycy. Wyprzedza ją jedynie problem bezrobocia i sytuacji ekonomicznej kraju. Zastanawiacie się, jakie mają oni podstawy do takich stwierdzeń, dlaczego narzekają i czego się tak naprawdę boją? Głównym problemem o jakim się mówi, jest wzrost cen czynszów mieszkań. Coraz więcej turystów zamiast hoteli wybiera prywatne apartamenty, mieszkania, czy pokoje. Przeciętny obcokrajowiec, mało zorientowany w cenach rynkowych danego kraju jest w stanie zapłacić większą kwotę niż randomowy mieszkaniec miasta. Kuszeni właściciele podnoszą zatem ceny wynajmów, co złości mieszkańców, którzy często nie są w stanie sprostać pieniężnym wymaganiom wynajmującego. Mówi się o tym, że istnieją dzielnice, które zrzeszają więcej przyjezdnych, niż tubylców. Wysokie ceny przystosowanych głównie do celów turystycznych mieszkań odstraszają Hiszpanów i zmuszają ich do opuszczenia danego miejsca. Gospodarka skoncentrowana głównie na turystyce jest kolejnym problemem, o którym słyszy się na ulicach Barcelony. Właściciele hoteli, apartamentów i osoby, które z turystyki żyją, twierdzą, że problem stanowią głównie nielegalne miejsca wynajmowane turystom. W zeszłym roku zamknięto kilka tysięcy nielegalnych wynajmów na znanym portalu airbnb, który skupia listę prywatnych mieszkań wynajmowanych odwiedzającym.



Niewątpliwą prawdą jest, że Barcelona czerpie ogromne korzyści finansowe z turystyki. Mówi się nawet, że „żyje” ona właśnie dzięki turystom. Mieszkańcy narzekają jednak, że owe zyski pieniężne nie wracają do obywateli. Oni tych pieniędzy nie widzą. Według źródeł praca w sektorze turystycznym oraz ogromne zyski, które przynosi to zjawisko, nie pokrywają się z wynagrodzeniem, jakie dostają zatrudnione osoby. Czyta się, że pensja wynosi nawet do 50% mniej niż w przypadku innych zawodów. 


Oczywistym problemem, o którym wspominają mieszkańcy Barcelony, są ogromne tłumy jakie napotkać można w centrum miasta. Czynność tak naturalna jak zakupy może przerodzić się w koszmar. Przy okazji należy wspomnieć o hałasie i brudzie. Niestety nie wszyscy przyjezdni wraz z dobrym humorem zabierają ze sobą również dobre maniery. Butelki po alkoholu, śmieci, jedzenie… Miasto nie mogłoby funkcjonować bez codziennego skrupulatnego sprzątania go. Nie mówiąc już o plażach, które bywają tak zaśmiecone, że strach wchodzić do wody. Fala turystów przyciąga za sobą również falę złodziei. Zdezorientowany, skupiony na robieniu zdjęć przechodzeń jest idealnym łupem kieszonkowca. Dlatego właśnie za Barceloną niesie się nieprzyjemna fama miasta złodziei.


Sami turyści, którzy w większości zapewne nie mają pojęcia o zmartwieniach barcelończyków związanych z wizytowaniem stolicy Katalonii, na pewno nie czują się mile przyjęci, gdy spacerując po ulicach miasta napotykają napisy, które mają na celu wypędzenie ich z Barcelony. Są osoby, które mają również niestety niemiłe doświadczenia związane z tubylcami. Zdawkowe odpowiadanie, brak chęci udzielenia pomocy, celowe kierowanie w złym kierunku. To tylko kilka przykładów nieodpowiednich zachowań. 



Problem zalewających miasto turystów jest niewątpliwie zagadnieniem trudnym i niełatwym do rozwiązania. Moja osoba jest rozdarta. Z jednej strony rozumiem mieszkańców i ich niezadowolenie, a z drugiej myślę o tym, jak co roku nawołuje się ludzi z całego świata, aby zwiedzać piękną Barcelonę. Dzięki turystom jest bez wątpienia więcej pracy, a przy okazji zatrudnienie można znaleźć z językiem angielskim. Gdyby nie odwiedzający Barcelona straciłaby ogromną część swoich dochodów. A z tego na pewno nikt nie byłby już zadowolony. Jakie jest zatem rozwiązanie? Znawcy twierdzą, że należy wyeliminować wspomniane wcześniej nielegalne apartamenty i biznesy związane z turystyką. A jak wyglądałoby to w praktyce? Chyba nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Brud, hałas i tłumy będą zawsze, bo niestety nie jesteśmy w stanie przemówić do rozsądku każdemu i jeśli ktoś nie szanuje nawet własnego kraju, to jak ma szanować cudzy, skoro on tu tylko przyjechał się wyszaleć i zabawić. 


Jeśli również uważasz, że ogrom napływających do Barcelony turystów jest godnym omówienia problemem, udostępnij post tak, aby mogli dowiedzieć się o nim inni. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?


Dane statystyczne i wyniki przeprowadzonych badań zaczerpnięte ze strony http://www.huffingtonpost.es.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Dlaczego język hiszpański jest dziwny?




Być może pamiętacie, jak pisałam o tym, dlaczego warto uczyć się języka hiszpańskiego oraz gdy podzieliłam się z Wami najskuteczniejszymi metodami nauki języka obcego. Dzisiaj znowu będzie o hiszpańskim, ale tym razem z humorem i przymrużeniem oka. Jeśli myślisz o nauce tego właśnie języka, ten post na pewno zobrazuje Ci jego specyfikę. A jeśli hiszpański masz już opanowany, jestem przekonana, że czytając tekst nie raz się uśmiechniesz. Zapraszam na żartobliwe zestawienie faktów, które świadczą o tym, że hiszpański to język naprawdę wyjątkowy i czasami… dziwny

1. Pisząc po hiszpańsku pamiętaj o szczegółach. Jeden zapomniany akcent może całkowicie zmienić znaczenie zdania i to czasami w sposób, którego nawet byś się nie spodziewał.
 
Słynne:

Mi papá tiene 47 años. – Mój tata ma 47 lat.
Mi papa tiene 47 anos – Mój ziemniak ma 47 odbytów. 



Dlatego uważaj, gdy pytasz kogoś w wiadomości o wiek, bo z nieuwagi i lenistwa pisząc n zamiast ñ, możesz zapytać o to, ile ktoś ma nie lat, a… no właśnie, już wiesz czego.


2. Ucząc się angielskiego przeszło Ci kiedyś przez myśl, że gramatyka jest trudna? Tyle czasów, nieregularne czasowniki… Cóż, powodzenia z gramatyką z hiszpańskiego.


angielski: does, do, did, done, doing.

hiszpański: hacer, hago, haces, hace, hacemos, hacéis, haciendo, hecho, hecha, hacía, hacías, hacíamos, hiciste, hizo, hice, hicieron, haga, hagamos, hiciere, hicieres, hicieses, haz, haced, hagan i więcej i więcej. 



3. Hiszpanie mają własną nazwę chyba dosłownie na wszystko. Wyobraź sobie, że pytasz kolegę, czy ma ochotę zostać po kolacji w restauracji, posiedzieć chwilę dłużej, wypić parę piw, pogadać, poplotkować, a on na ten Twój pięciominutowy wywód odpowiada Ci jednym słowem – sobremesa. Kto inny, jak nie Hiszpanie tak ułatwialiby sobie życie? 


4. W jakim jeszcze języku można stworzyć pełne kilkuwyrazowe zdanie składające się jedynie z jednego, tak samo brzmiącego słowa? Ok, prawdopodobieństwo, że ktoś użyje kiedykolwiek owego zdania jest bardzo znikome, ponieważ nie ma ono raczej sensu, ale przynajmniej jest poprawne gramatycznie.


Llama llama en llama a llama en llama. – Lama (stojąca) w płomieniu dzwoni do lamy (stojącej) w płomieniu. 



5. W hiszpańskim istnieje wiele wyrazów lub zwrotów, po których usłyszeniu stoisz z otwartą buzią, a jedyne co myślisz to WTF. Wyobraź sobie, że na deser, którym jest rolada biszkoptowa Hiszpanie mówią dosłownie Ramię Cygana (Brazo de Gitano). Nie mam pytań. 




6. W niektórych słowach można doszukać się ukrytego znaczenia.

ESTUDIANTES (STUDENCI):

ESTUDIANTES – ESTUDIA (UCZ SIĘ)

ESTUDIANTES – DIA (DZIEŃ)

ESTUDIANTES – ANTES (WCZEŚNIEJ)



Przypadek? Nie sądzę…  
 

7. Ulubiona parka hiszpańskich słówek – być i być. SER i ESTAR. Wymyślił to chyba jakiś Hiszpan tylko po to, aby uprzykrzyć życie obcokrajowcom, którzy starają się nauczyć języka hiszpańskiego. No, bo jak mogą być dwa słowa „być”? Być to być. Jestem szczęśliwa i jestem smutna. Pamiętaj, że w hiszpańskim jesteś (ser) szczęśliwa i jesteś (estar) smutna. 

8. Jeden język, a przynajmniej dwadzieścia odmian. Nieważne, że perfekcyjnie posługujesz się hiszpańskim nauczonym w Hiszpanii. Wystarczy, że pojedziesz do Meksyku, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że początkowo będziesz mieć problemy z komunikacją z meksykańskimi kolegami. Nie myśl jednak, że jeden kraj Ameryki Łacińskiej wystarczy do opanowania języka hiszpańskiego na jej całej powierzchni. W Argentynie, Chile, czy Wenezueli będziesz musiał nauczyć się kolejnych, nowych zwrotów. 

 

9. Hiszpański może wprowadzić w zakłopotanie nie jedną osobę. Bo wyobraź sobie, że szykujesz przyjęcie urodzinowe w Barcelonie i chcesz kupić te piszczące, kolorowe trąbki, w które się dmucha i się rozwijają. Szukasz w słowniku, żeby nie ośmieszyć się w sklepie i w końcu natrafiasz na tłumaczenie. Twoim oczom ukazuje się słowo tłumaczone dosłownie na polski – zabójca teściowych (matasuegras). Co w tym momencie myślisz? 


10. Wulgaryzmy po hiszpańsku? Znając dosłowne znaczenie tracą swój wulgarny wydźwięk. No, bo jak wziąć kogoś, kto krzyczy (uwaga brzydkie słowo) „sram na mleko” na serio?


11. Myślisz, że posługując się biegle angielskim lub też innym językiem, będziesz w stanie domyślić się pewnych słów w języku hiszpańskim? W końcu banan – słowo, które w kilkunastu językach brzmi właśnie wymiennie banan, banana, banane, bananen, baanani po hiszpańsku też pewnie wymawia się podobnie. Na pewno? 
Banan – plátano. 


12. Hiszpanie lubią tłumaczyć po swojemu, a najlepiej w sposób, który jak najmniej przypominać będzie nazwę oryginalną. Szukamy tłumaczenia na ukochaną bajkę The Smurfs (Smerfy)? Nazwijmy ich Los Pitufos. Każdy obcokrajowiec bez problemu domyśli się, o jaki film chodzi. A Dragon Ball, Goku i jego słynne „kame-hame-ha”? Cóż, w Japonii, USA, Ameryce Łacińskiej, Kanadzie, Anglii… Goku krzyczy oryginalne kame-hame-ha. Hiszpański Goku woła natomiast Onda Vital. Ok. Chociaż w tym nie jesteśmy lepsi. Jak to było po polsku? Ognista kula? 

 

13. Czy jeszcze w jakimś języku oprócz hiszpańskiego stawia się znak zapytania oraz wykrzyknik zarówno na końcu, jak i na początku zdania? To jeszcze nic. Nawet, gdy zdanie jest w połowie twierdzące, a w połowie pytające/wołające, po przecinku również stanie jeden lub drugi znak. To chyba po to, żeby lepiej akcentować dane zdanie wypowiadając je na głos. 

¿Cómo te llamas?



I jak, ten hiszpański potrafi zaskoczyć, prawda? Obcy język odkrywa się chyba nieustannie nawet, jeśli wydawać by się mogło, że znało się go już doskonale.


Jeśli ten żartobliwy post przypadł Ci do gustu, podziel się nim z innymi.