czwartek, 20 lipca 2017

Cała prawda o języku katalońskim




W Hiszpanii status języka urzędowego ma język hiszpański oraz regionalnie: kataloński, galisyjski i baskijski. Językiem katalońskim, na którym to skupię się w dzisiejszym artykule, posługują się mieszkańcy Katalonii, Andory, Balearów oraz częściowo w Walencji i jednego z regionów we Francji. W Katalonii jest on uważany za pierwszy język tej wspólnoty, a dla wielu jest nawet dużo ważniejszy niż język kastylijski. Pamiętajcie, aby języka katalońskiego nie nazwać przypadkiem dialektem, ponieważ mogłoby to rozzłościć Katalończyka z krwi i kości katalońskiej. 


Pierwsze i najważniejsze pytanie, które przychodzi Wam w tym momencie do głowy, to z pewnością pytanie o to, czy język hiszpański i kataloński są do siebie podobne. Ja powiedziałabym, że nie są. Ok, umówmy się, że są, ale jedynie częściowo. Kataloński jest miksem hiszpańskiego, portugalskiego i francuskiego. Jeśli znasz te trzy języki, pewnie uda Ci się zrozumieć również cząstkę katalońskiego. Ja teraz już jestem w stanie wyłapać niektóre wątki z czyjejś wypowiedzi, lecz było to dużo trudniejsze, jak tylko wylądowałam w Katalonii. Aby lepiej zobrazować Wam podobieństwo tych dwóch języków, podam kilka przykładów. 


polski  hiszpański  kataloński

sobota – sábado – dissabte

proszę – por favor – si us plau

dzień dobry  – buenos días – bon día

jutro – mañana – demà

zamknięte –  cerrado – tancat

otwarte abierto   obert



Oczywiście istnieją wyrazy, które brzmią podobnie lub wręcz identycznie, jednak zawsze mówię: co mi po tym, że zrozumiem trzy z siedmiu wyrazów, jeśli nie sprawi to, że załapię sens całej wypowiedzi? A tak też się zdarza. 


Według mojej subiektywnej opinii kataloński jest niestety językiem brzydkim (dobrze, że Alberto tego nie czyta). Ani trochę nie podoba mi się jego brzmienie, stąd może jakaś wewnętrzna bariera nauki. Hiszpański uważam za język piękny, lubię się nim posługiwać, a przyswajanie go nigdy nie sprawiało mi większych trudności. Wiem jednak, iż prędzej, czy później będę zmuszona posługiwać się tym językiem, ponieważ ułatwi mi to znacznie życie. Dlaczego? A to dlatego, iż w Katalonii tak, jak wspomniałam język kataloński jest uważany za język pierwszy, więc wszelkie dokumenty, broszury, papiery, wszystko drukowane jest właśnie w katalońskim. W Barcelonie nazwy stacji metra, przystanków autobusowych, stacji kolejowych, ulic są również w języku katalońskim. Zdarzyło mi się nawet, że menu w restauracji posiadano tylko w tym języku. W przedszkolach i szkołach dzieci także uczą się w języku katalońskim, co nie oznacza oczywiście, że hiszpański dla nich nie istnieje. Będąc na Erasmusie mogłam zdecydować, czy chcę mieć dany przedmiot po hiszpańsku, czy po katalońsku. Problem pojawił się dopiero, gdy dwa z pięciu przydzielonych mi przedmiotów wykładano jedynie w katalońskim. Cóż miałam zrobić? Poprosiłam profesorów, aby mówili po hiszpańsku ze względu na moje pochodzenie i naturalną chęć zaliczenia przedmiotu. Jeden z wykładowców nie miał z tym najmniejszego problemu, niestety drugi niespecjalnie się tym przejął, a w odpowiedzi na moją prośbę usłyszałam jedynie „Jesteśmy w Katalonii, więc mówi się tu po katalońsku. To twój problem”. Trochę sobie podyskutowaliśmy o tym byciu w Katalonii i mówieniu tylko po katalońsku, ale ostatecznie przegrałam walkę. Siedziałam więc na zajęciach i rysowałam w zeszycie koty nie rozumiejąc połowy z tego, co mówił nauczyciel. 


Jeśli już zaczęłam temat radykalnych Katalończyków, chciałabym go kontynuować, ponieważ nie chcę, abyście zostali z wizją barcelończyków skandujących pieśni o niepodległości i wyrzekających się swej hiszpańskości. Uważam, że ogromnym wyolbrzymianiem jest rozsiewanie informacji jakoby Katalończycy nie chcieli mówić po hiszpańsku i woleli nawet mówić po angielsku, aby tylko nie językiem Franco. Później taka wizja barcelończyków ciągnie się po świecie i ludzie boją się, jak to będzie, kiedy zawitają do słynnej stolicy Katalonii. Odkąd mieszkam w Barcelonie tylko dwa razy spotkałam się z nieuprzejmością związaną z faktem, iż nie mówię po katalońsku. A na Erasmusie miałam styczność naprawdę z ogromną liczbą osób. Pierwszy raz to ten na uniwersytecie, który opisałam wyżej, a drugi to sytuacja z metra, gdzie pewna starsza pani usilnie rozmawiała ze mną po katalońsku, mimo prób przekonania jej, że owego języka nie znałam. Ludzie zazwyczaj nie mają problemu z przechodzeniem na język hiszpański, gdy się ich o to poprosi i nie stroją przy tym wcale żadnych min. Nikt Cię nie pobije, nie wyzwie, czy nie opluje, jeśli powiesz, że nie mówisz po katalońsku. Owszem, niewychowani ludzie znajdą się wszędzie, ale nie wkładajmy wszystkich do tego samego worka. Katalończycy są dumni ze swojej kultury, języka, odrębności, tradycji, ale nie chodzą po świecie nagabując innych, aby podzielali ich zdanie. Osobiście nie zgodzę się jedynie z zamysłem posiadania wszelkiej dokumentacji jedynie w języku katalońskim, ponieważ Katalonia to wciąż jeszcze Hiszpania, więc obowiązują tu oba języki. Uważam, że powinniśmy mieć wybór, jeśli chodzi o sprawy tak ważne jak lekarz, urząd, czy szkoła. Jest to jednak naprawdę trudna kwestia i z własnego doświadczenia wiem, że debaty na ten temat mogą trwać godzinami, a zakończenie nigdy nie będzie przyjemne. 
 



W mniejszych miejscowościach otaczających Barcelonę w życiu codziennym da się słyszeć więcej katalońskiego. Mieszkający tam zwłaszcza starsi ludzie kultywują swoją odrębność. Być może wiąże się to z faktem, iż w okresie dyktatury generała Franco rozpoczęto nagminne prześladowania kultury katalońskiej, a co za tym idzie zabraniano posługiwania się tym językiem. Teraz Katalończycy czują się wolni i w końcu bez przeszkód i strachu o własne życie mogą cieszyć się swoją kulturą. Barcelona jednak pełna jest ludzi przyjezdnych, obcokrajowców czy mieszkańców innych części Hiszpanii, którzy imigrowali do stolicy Katalonii, stąd na ulicach słyszy się wciąż jednak więcej hiszpańskiego i ciężko byłoby spotkać osobę, która potrafiłaby posługiwać się jedynie katalońskim. 

Jak jest z pracą? Bar, restauracja, sklep, centrum handlowe. Tego typu zatrudnienie zazwyczaj nie wymaga znajomości języka katalońskiego. Inaczej już jest niestety w przypadku stanowisk takich, jak urzędnik, nauczyciel, psycholog, asystent socjalny, lekarz i tym podobne. Bardzo często biegłość w języku katalońskim jest niestety niezbędna. Miasto na szczęście oferuje darmowe kursy językowe, więc jak to mówią: dla chcącego nic trudnego.  

Wiem, że wiele osób odwiedzających Barcelonę nie zdaje sobie sprawy z siły, jaką posiada tu język kataloński. Ba, nawet ja sama nie byłam tego do końca świadoma. Wszyscy wiedzą, że ci Katalończycy mają sobie jakiś tam swój język, nieświadomie nazywany przez niektórych dialektem, ale dopiero po faktycznym przebywaniu w Katalonii dochodzi do nich, jak ważną odgrywa on tu rolę.



Jakie jest moje zdanie na temat katalońskiego? Cóż, póki nie ingeruje on negatywnie w moje życie, nie mam nic przeciwko. A w planach mam nauczenie się go, choć do tego będę musiała poszukać gdzieś zgubione już dawno chęci.

niedziela, 16 lipca 2017

Dlaczego obawiałam się związku z Hiszpanem?




O moim związku z Hiszpanem pisałam już nie raz. Podzieliłam się z Wami subiektywnymi zaletami takiej relacji oraz wprowadziłam Was w nasz świat kulturowych różnic. Dziś również będzie o nas, ale tym razem z zupełnie innej perspektywy. Mówią, że miłość nie wybiera, pojawia się sama i to często w najmniej spodziewanym momencie. U nas faktycznie było niespodziewanie, ponieważ po pierwszym spotkaniu żadne z nas na pewno nie snuło wizji wspólnej rodzinki przeglądającej album ze zdjęciami przy płomieniach kominka, rodem z amerykańskiego filmu. Los tak jednak chciał, no, nie tylko los, bo my też chcieliśmy, że dziś faktycznie śmiejemy się oglądając wspólne zdjęcia, jednak z jedną małą różnicą – nie mamy kominka. Czy jednak już od samego początku byłam stuprocentowo pewna tej relacji? Czy nie miałam wątpliwości? Czy nie zastanawiałam się, jak to będzie z Hiszpanem? Tak, zastanawiałam i miałam też kilka małych obaw. W starciu z miłością, owe obawy szybko jednak przegrały (och, jak słodko) i postanowiłam zaryzykować. Dziś zatem dzielę się z Wami kilkoma lękami, które pojawiły się w mojej głowie, gdy zdecydowałam się być w związku z Hiszpanem. 


JĘZYK


Po hiszpańsku mówię biegle, owszem. Jak się poznaliśmy, też mówiłam bardzo dobrze. Mimo to myślałam o tym, że nigdy nie będzie on moim ojczystym językiem i że wciąż jeszcze wygodniej i bardziej bogato wysławiałam się po polsku. Obawiałam się więc, że język stanie na przeszkodzie w wyrażaniu moich uczuć, emocji, przemyśleń. A, że jestem osobą, która po prostu lubi gadać (Alberto na pewno przewróciłby w tym momencie wymownie oczami), to zastanawiałam się, czy będę w stanie prowadzić swobodne konwersacje na jakikolwiek temat. Przy okazji nadmienię, że czasami to, co wyrażę pewnymi słowami po polsku, w tłumaczeniu hiszpańskim traci sens. Dziś mogę powiedzieć, że język nie stanowi problemu i owszem, czasami brakuje mi możliwości wyrażenia uczuć po polsku, bo to w tym języku używam wciąż jeszcze bogatszego słownictwa (również ze względu na specyfikę języka polskiego), ale jestem w stanie przekazać wszystko to, co mam na myśli, w ten czy w inny sposób. 


RÓŻNICE KULTUROWE 


Różnice kulturowe są i będą. Nie było to być może moje największe zmartwienie, a jednak przeszło mi przez myśl, czy dwa tak różne kraje mogą współgrać w jednym życiu. Powiecie, że to zależy od człowieka. Tak, w dużym stopniu tak, lecz miejsce, w którym się wychowujemy również ma ogromny wpływ na to, jakimi jesteśmy ludźmi, stąd kultura danego kraju też w pewien sposób nas kształtuje. Dziś różnice kulturowe oraz tradycje sprawiają, że nasze życie staje się ciekawsze i zabawniejsze. W Sylwestra jemy 12 winogron, a w Boże Narodzenie karpia. Naszymi Walentynkami stał się Sant Jordi, a Dzień Matki i Ojca obchodzimy podwójnie. 


WYCHOWANIE


O wychowaniu hiszpańskim też już kiedyś pisałam. Wiele Polek określa je jako bezstresowe, pełne luzu, za to bez rygoru. Nie mnie oceniać, czy jest dobre, czy złe. Jedno wiem na pewno, jest inne. Obserwując sposób, w jaki wychowuje się dzieci w Hiszpanii, czy patrząc choćby na naszych znajomych, obawiałam się, że w zbyt wielu sprawach z tym związanych nie będziemy się zgadzać. Na szczęście w praktyce wygląda to inaczej. Zgadzamy się przy podejmowaniu większości decyzji związanych z wychowaniem oraz stosowaniem danych metod, a sam Alberto przyznaje, że jest parę aspektów, które pod tym względem w Hiszpanii go nie przekonują. Muszę przyznać się tylko do jednego. Czasami słyszę od niego, żebym dała na luz, bo wszystkim się nazbyt stresuję. A i oczywiście tego typu lęki miałam dopiero, gdy zaczęliśmy rozmowy o powiększeniu rodziny. Nie myślcie, że ze mnie jakaś wariatka, która na pierwszej randce straszyła go już dziećmi. Spokojnie, ja nie z tych.


KONTAKT Z RODZINĄ


O ile ja mam ułatwioną sytuację, ponieważ jestem w stanie porozumieć się zarówno z rodziną, jak i przyjaciółmi partnera, o tyle on tę sprawę ma już utrudnioną. Najważniejsza osoba, czyli moja mama, na szczęście zna hiszpański na poziomie pozwalającym jej zrozumienie Alberto oraz prowadzenie domowych rozmów (nie mówimy tutaj oczywiście o debatach politycznych, czy dyskusjach na temat globalnego ocieplenia). Z młodymi można porozmawiać po angielsku, z większą, czy mniejszą pomocą, ale jest jeszcze ogromna część rodziny – dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzyni…, z którymi bezpośredni kontakt jest niestety niemożliwy. Bardzo obawiałam się takich konfrontacji, choć dziś wiem, że niepotrzebnie. Cóż, robię po prostu za tłumacza. Najbardziej bawi mnie to, gdy ktoś myśli, że mówiąc powoli i wyraźnie Alberto w magiczny sposób zacznie go rozumieć. Lub, gdy rzuci on jedno słowo, czy zdanie po polsku, bardziej po to, by się popisać, niż zacząć faktyczną rozmowę, a ktoś rozochocony rozkręci się na całego. Alberto zawsze szuka mnie wtedy przerażonym wzrokiem wołającym o ratunek. Jak widać, jest więc wesoło, choć zdaję sobie sprawę, że śmiechy śmiechami, ale na pewno nie jest to dla niego komfortowa sytuacja. 


HISZPANIA CZY POLSKA?


To, że z obu krajów wybór padnie na Hiszpanię, wiedzieliśmy od początku. To tutaj zamierzaliśmy żyć i w przyszłości założyć nasze gniazdko rodzinne. Jak widać, tak właśnie się stało. Na początku myślałam sobie jednak: Co będzie, jeśli kiedyś znudzi mi się Hiszpania? Teraz jestem w niej zakochana, ale co, jeśli któregoś dnia zapragnę wrócić do Polski? Nie chciałam dzielić się moimi obawami już na pierwszym spotkaniu, ponieważ nie chciałam chłopaka odstraszyć. Pomyślałby sobie: Ja tu się angażuję, a ona już myśli o ucieczce do Polski, na co mi to? Nie musiałam jednak długo czekać, bo Alberto po pierwszej wizycie w Polsce stwierdził, że mógłby tam przez jakiś czas mieszkać. Nie na zawsze, bo zimno i szaro, jak to mówi, ale kilka lat na pewno. Ze zwykłej ciekawości i chęci zdobycia nowego doświadczenia. Także dzisiaj już wiem, że jeśli będę miała dość sjesty, upałów i krzyków, do Polski nie będę musiała uciekać sama.





Takie to właśnie myśli kołatały mi się po głowie, gdy decydowałam się na związek z moim latino lover. Wiem, wiem. Życie się żyje, a nie analizuje. Powtarzam to sobie codziennie, ale nie zawsze skutkuje. Na szczęście dobre strony zdominowały moje lęki i dzięki temu piszę do Was teraz jako Mama w Barcelonie, a nie Aurelia w Koziegłowach (mieszkańcy Koziegłów, proszę się nie obrażać, przykład miał po prostu rozbawić). P. S. Nie, ja nie jestem z Koziegłów. 


A Wy, macie ochotę podzielić się Waszymi lękami? A może żadnych nie było?  

wtorek, 11 lipca 2017

5 najpopularniejszych stereotypów o Katalończykach




Czy da się uchronić przed stereotypami? Ludzie mają w zwyczaju przyklejać innym etykiety, bo najłatwiej jest przecież wrzucić wszystkich do jednego worka. Ktoś gdzieś coś usłyszy, poniesie to dalej i takim sposobem pogłoska się rozprzestrzenia finalnie ucierając wyobrażenie na temat danej osoby, nacji, państwa, grupy. Najtrudniej pozbyć się tych schematów, które odnoszą się do negatywnych cech i zachowań. Pisałam niedawno na temat tego, w jaki sposób postrzegani są mieszkańcy danego regionu przez resztę Hiszpanii opierając tekst na najpopularniejszych stereotypach. Dzisiaj skupię się na Katalończykach, o których słyszy się wiele opinii, mniej lub bardziej pozytywnych, a niestety wiele z nich pozostaje jedynie stereotypami, które mijają się z rzeczywistością. Ja postaram się owe pogłoski obalić. Zobaczymy, na ile mi się to uda. Zapraszam Was na 5 najpopularniejszych stereotypów o mieszkańcach Katalonii.

KATALOŃCZYCY SĄ SKĄPI

O tym wspominałam już przy okazji poprzedniego wpisu. Skąpstwo to ich drugie imię. Jeśli liczysz, że mieszkaniec Barcelony zaprosi Cię na obiad, zapomnij o tym i przygotuj się na dokładne dzielenie rachunku. Tutaj nie ma nic za darmo, a każdy rozliczany jest co do ostatniego grosza. Tak, to też już słyszałam. Muszę niestety obalić ten mit, a przynajmniej część opartą na moich doświadczeniach. Jeśli go nie stać, to nie zaprosi, bo nie ma, jednak jeśli może sobie na to pozwolić, to chętnie postawi Ci piwo, drinka, tapas, czy nawet cały obiad. Nikt nie lubi być wykorzystywany i rozrzucać pieniądze na prawo i lewo, ale nie ma potrzeby generalizowania i nazywania mieszkańców całego regionu skąpcami. 


WSZYSCY KIBICUJĄ FC BARCELONIE

Katalończyk, który jest fanem Realu Madryt? Nie, nie, i jeszcze raz nie. Takie osoby nie istnieją, byłaby to przecież totalna zdrada i hańba. Cóż, takich „zdrajców” jest zatem wielu. Czy miejsce pochodzenia z góry narzuca drużynę sportową, której musisz kibicować? Czy naprawdę istnieją osoby, które uważają, że barcelończyk, który jest za Realem zasługuje na lincz? A, no niestety istnieją. I to nawet ja sama miałam okazję się o tym przekonać. Według jednego z Panów fakt, iż mój partner, urodzony i wychowany w Barcelonie, kibicuje Realowi Madryt daje mu pozwolenie na wyzywanie go i naszej rodziny od zdrajców, zwolenników Franco, szumowin i tym podobnych oraz oskarżanie go o hańbienie krwi i ziemi katalońskiej powołując się na jego przodków, którzy według wspomnianego Pana na pewno przewracają się teraz w grobie widząc Katalończyka kibicującego Realowi. Serio? Czy naprawdę w dzisiejszych czasach to, jakiej kibicujesz drużynie definiuje Cię jako człowieka? Owy Pan zdziwiłby się bardzo, gdyby wiedział, jaki ogrom fanów Realu Madryt posiada Katalonia, bo na szczęście żyjemy w czasach, w których pochodzenie nie narzuca Ci wyboru preferencji sportowych. 

KATALOŃCZYCY NIE CHCĄ MÓWIĆ PO HISZPAŃSKU

To chyba najzabawniejszy stereotyp. Ciężko musi się tu żyć, skoro prawie nikt mnie nie rozumie, ani ja nie rozumiem nikogo, bo języka katalońskiego jeszcze niestety nie opanowałam. A tak na poważnie, to takie pogłoski rozpuszcza chyba tylko ktoś, kto chce dokopać Katalończykom i zrobić z nich zafiksowanych zwolenników niepodległości, którzy przez swoją obsesję przestali już nawet mówić po hiszpańsku. Oczywiście jest to totalna nieprawda. Tylko dwa razy w życiu spotkałam się z nieprzyjemnymi sytuacjami, kiedy ktoś zawzięcie kontynuował rozmowę po katalońsku wiedząc, że nie rozumiem tego języka. Na ulicach w Barcelonie wciąż słyszy się więcej hiszpańskiego i to prawda, że w małych miejscowościach przeważa kataloński, jednak nikt nie będzie miał problemu z przejściem na hiszpański, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tak, zawsze znajdzie się wyjątek od reguły, ale pamiętajcie, że odnoszę się do Katalończyków w ogóle. 


WSZYSCY CHCĄ NIEPODLEGŁOŚCI

Jeden z bardziej lubianych stereotypów o Katalończykach. Region ten liczy sobie ponad 7 i pół miliona mieszkańców i każdy z nich MUSI przecież być zwolennikiem niepodległości. A jeśli mówi, że nie jest, to coś jest z nim nie tak i pewnie kłamie, żeby nie wdawać się w zażarte dyskusje. Ci, którzy szerzą owe pogłoski zaskoczyliby się, jak wielu Katalończyków nie chce nawet słyszeć o odłączeniu się od Hiszpanii i obecna sytuacja, jak najbardziej im odpowiada. Nawet ja miałam okazję poznać kilku, a przecież liczba znanych mi osób daleka jest doścignięcia liczby mieszkańców Katalonii. Być może wyobrażenie to wzięło się przez wzgląd na fakt, iż rozmowy, które prowadzą Katalończycy z resztą Hiszpanii bardzo często dotyczą sytuacji politycznej. Co jednak zrobić, gdy to inni zawsze wyciągają ten temat i koniecznie chcą o tym debatować? 

KATALOŃCZYCY SĄ ZAMKNIĘCI

Z tym stwierdzeniem spotkałam się nie raz i osobiście nie potrafię go zrozumieć, ani się z nim zgodzić. Na pewno to kwestia doświadczeń i owszem, wszędzie znajdziemy typowego gbura, który nie wyściubia nosa poza drzwi swojego pokoju, a aby zostać jego przyjacielem musisz przejść serię testów rodem tych Sheldona z Big Bang Theory, ale ja akurat miałam to szczęście, że najbardziej przyjaznych i otwartych ludzi poznałam właśnie tutaj. Jasne, Katalończycy to raczej nie typ ludzi, którzy po dwóch minutach znajomości zapraszają Cię na swój ślub, ale odważę się stwierdzić, że o ich otwartość nie musisz się martwić.

Stereotypy biorą się z braku wiedzy oraz niestety z uprzedzeń i antypatii. Zwróciliście uwagę, że mówiąc o stereotypach najczęściej opowiada się o tych negatywnych? A później taka niekorzystna fama niesie się po świecie i ludzie, którzy w danym miejscu nigdy nie byli, oczywiście jej wierzą. Opisałam dzisiaj kilka najbardziej popularnych stereotypów, którymi określa się typowego Katalończyka. Uprzedzenia zawarte w tekście nie są moimi słowami, a wyszukanymi i zasłyszanymi informacjami. Ja skupiłam się na obaleniu owych wyobrażeń opierając się na własnych doświadczeniach i mam nadzieję, że choć po części udało mi się osiągnąć wyznaczony cel. Czy jednak wypisane stereotypy mogą mieć w sobie odrobinę prawdy? Być może. Pogłoski nie biorą się z nikąd. Lepiej jednak przyjąć je z dozą humoru tak, jak zrobiłam to ja, niż bezgranicznie im wierzyć. 

Jeśli również lubicie obalać stereotypy, udostępnijcie post dalej, a może więcej ludzi przekona się do Katalonii.  

sobota, 8 lipca 2017

Upał z niemowlakiem - jak sobie radzić?




W Hiszpanii lato zaczęło się na całego. Barcelona to na szczęście nie Sewilla, czy Malaga i temperatury nie przekraczają tutaj raczej 40 stopni. Mimo tego bywa bardzo upalnie i wierzcie mi, nie ma czego zazdrościć, gdyż gorąco bywa czasami nie do zniesienia. Takie dni są uciążliwe dla nas dorosłych, dlatego należy pamiętać o dzieciach, które same nie zadbają o swój komfort, więc potrzebują w tym czasie należytej troski. Przedstawiam Wam kilka sposobów, dzięki którym my dajemy radę przeżyć w te upalne dni, a które są zarazem wskazówkami, jak opiekować się maluchem w najgorętszy okres roku. 

UBIÓR

Najlepsze będą ubrania przewiewne, z naturalnych tkanin. Materiał taki jak dżins raczej sobie darujemy, ponieważ oprócz tego, że jest strasznie gruby, to przy okazji może podrażnić delikatną skórę. Zawsze dbamy o to, aby synkowi było wygodnie, a w gorące dni należy wyjątkowo zwrócić na to uwagę. Ubranie nie powinno opinać dziecka, ponieważ doprowadziłoby to do nadmiernego pocenia, a co za tym idzie do dyskomfortu. Spocone ciało może być bardziej podatne na podrażnienia, dlatego staram się unikać ubrań z gadżetami – wieloma zamkami, dużymi guzikami, szorstką koronką. Na głowie oczywiście obowiązkowo kapelusik chroniący od słońca. Gdy dziecko jeździ jeszcze w gondoli, przydać się może specjalny parasol przypięty do wózka. Nasz Alex urodził się latem i leżąc w wózku nie mógłby otworzyć oczu, ponieważ słońce bardzo go drażniło, dlatego parasol może okazać się bardzo pomocny. 

SPACERY

Musieliśmy zmienić nasz rozkład dnia, ponieważ ze względu na palące słońce najlepszą i najbezpieczniejszą porą na spacer są godziny poranne, kiedy słońce nie zdąży jeszcze rozpalić wszystkich swoich akumulatorów lub godziny późno popołudniowe – 18-19, kiedy to promienie słoneczne nie parzą już skóry. Podobnie jest z plażowaniem. Nad wodę wybieramy się zazwyczaj z samego rana lub po godzinie 15. W torbie nie może zabraknąć parasola plażowego, cienkiego koca (który sam w sobie nie daje ciepła), kremu oraz kapelusika. Alex spędza cały czas pod parasolem, w cieniu, a przed kąpielą w morzu nakładana jest dodatkowa warstwa kremu. Można użyć wodoodpornego. Jeśli jest skuteczny, ma się pewność, że morska woda nie zmyje go już po kilku minutach. 

CO MIEĆ ZE SOBĄ?

Tak, jak wspomniałam już wyżej, dziecko przed wyjściem na spacer powinno być nasmarowane kremem, ze szczególną uwagą na buźkę. Nie może zabraknąć czapeczki chroniącej od słońca, bo o udar słoneczny wcale nie trudno. Maluch powinien być odpowiednio nawadniany. Oczywiście najlepszym napojem będzie woda. Soczki bowiem wzmagają pragnienie. Najważniejsze jest jednak, aby o owym napoju w ogóle pamiętać. Niemowlak nie powie nam jeszcze, że jest spragniony, dlatego to my, rodzice powinniśmy nad tym czuwać. Moja znajoma, gdy jest zmuszona wyjść z dzieckiem w godzinach największych upałów, zabiera ze sobą dodatkowo wodę w sprayu, którą może raz na jakiś czas delikatnie ochłodzić maluszka. Noworodek na spacerze podczas snu może być lekko przykryty, ale najlepiej zwykła flanelową pieluszką. 

W DOMU

W mieszkaniu nie jest wcale przyjemniej niż na powietrzu. Duszno, gorąco. Naprawdę ciężko jest wytrzymać bez klimatyzacji lub wiatraka. Można ochłodzić w ten sposób pomieszczenie, ale należy pamiętać, aby zimne powietrze nie było skierowane bezpośrednio na dziecko oraz aby temperatura w mieszkaniu nie spadała poniżej 21-22 stopni. My wprawdzie nie stosujemy tej metody, ale pomaga również rozwieszenie mokrych ręczników, które dodatkowo dają uczucie chłodu. Alex w domu chodzi w body lub w samej pieluszce, którą zmieniamy częściej, ponieważ w gorące dni może szybciej dojść do odparzenia. Śpi w łóżeczku, bez przykrycia, ale jeśli pomieszczenie, w którym zazwyczaj śpi Twoje dziecko, w ciągu dnia jest wyjątkowo duszne i gorące, można postawić wózek w innym, chłodniejszym pokoju tam, gdzie maluszkowi będzie najbardziej komfortowo. Synka kąpiemy codziennie. Nie tylko ze względu na fakt, że w lato intensywniej się poci, ale również dlatego, że letnia kąpiel jest szczególną przyjemnością w tej gorące dni.

Tak my radzimy sobie podczas upałów w Barcelonie. Nie jest przyjemnie i gorąco bywa nie do zniesienia, ale dajemy radę. Być może wskazówki przydadzą się osobom, które wybierają się ze swoimi pociechami do Hiszpanii na wakacje. Jeśli pominęłam jakiś ważny fakt, dajcie znać w komentarzu, a przy okazji podzielcie się Waszymi sposobami na hiszpańskie (i nie tylko) upały.