Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje w hiszpanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje w hiszpanii. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2017

Upał z niemowlakiem - jak sobie radzić?




W Hiszpanii lato zaczęło się na całego. Barcelona to na szczęście nie Sewilla, czy Malaga i temperatury nie przekraczają tutaj raczej 40 stopni. Mimo tego bywa bardzo upalnie i wierzcie mi, nie ma czego zazdrościć, gdyż gorąco bywa czasami nie do zniesienia. Takie dni są uciążliwe dla nas dorosłych, dlatego należy pamiętać o dzieciach, które same nie zadbają o swój komfort, więc potrzebują w tym czasie należytej troski. Przedstawiam Wam kilka sposobów, dzięki którym my dajemy radę przeżyć w te upalne dni, a które są zarazem wskazówkami, jak opiekować się maluchem w najgorętszy okres roku. 

UBIÓR

Najlepsze będą ubrania przewiewne, z naturalnych tkanin. Materiał taki jak dżins raczej sobie darujemy, ponieważ oprócz tego, że jest strasznie gruby, to przy okazji może podrażnić delikatną skórę. Zawsze dbamy o to, aby synkowi było wygodnie, a w gorące dni należy wyjątkowo zwrócić na to uwagę. Ubranie nie powinno opinać dziecka, ponieważ doprowadziłoby to do nadmiernego pocenia, a co za tym idzie do dyskomfortu. Spocone ciało może być bardziej podatne na podrażnienia, dlatego staram się unikać ubrań z gadżetami – wieloma zamkami, dużymi guzikami, szorstką koronką. Na głowie oczywiście obowiązkowo kapelusik chroniący od słońca. Gdy dziecko jeździ jeszcze w gondoli, przydać się może specjalny parasol przypięty do wózka. Nasz Alex urodził się latem i leżąc w wózku nie mógłby otworzyć oczu, ponieważ słońce bardzo go drażniło, dlatego parasol może okazać się bardzo pomocny. 

SPACERY

Musieliśmy zmienić nasz rozkład dnia, ponieważ ze względu na palące słońce najlepszą i najbezpieczniejszą porą na spacer są godziny poranne, kiedy słońce nie zdąży jeszcze rozpalić wszystkich swoich akumulatorów lub godziny późno popołudniowe – 18-19, kiedy to promienie słoneczne nie parzą już skóry. Podobnie jest z plażowaniem. Nad wodę wybieramy się zazwyczaj z samego rana lub po godzinie 15. W torbie nie może zabraknąć parasola plażowego, cienkiego koca (który sam w sobie nie daje ciepła), kremu oraz kapelusika. Alex spędza cały czas pod parasolem, w cieniu, a przed kąpielą w morzu nakładana jest dodatkowa warstwa kremu. Można użyć wodoodpornego. Jeśli jest skuteczny, ma się pewność, że morska woda nie zmyje go już po kilku minutach. 

CO MIEĆ ZE SOBĄ?

Tak, jak wspomniałam już wyżej, dziecko przed wyjściem na spacer powinno być nasmarowane kremem, ze szczególną uwagą na buźkę. Nie może zabraknąć czapeczki chroniącej od słońca, bo o udar słoneczny wcale nie trudno. Maluch powinien być odpowiednio nawadniany. Oczywiście najlepszym napojem będzie woda. Soczki bowiem wzmagają pragnienie. Najważniejsze jest jednak, aby o owym napoju w ogóle pamiętać. Niemowlak nie powie nam jeszcze, że jest spragniony, dlatego to my, rodzice powinniśmy nad tym czuwać. Moja znajoma, gdy jest zmuszona wyjść z dzieckiem w godzinach największych upałów, zabiera ze sobą dodatkowo wodę w sprayu, którą może raz na jakiś czas delikatnie ochłodzić maluszka. Noworodek na spacerze podczas snu może być lekko przykryty, ale najlepiej zwykła flanelową pieluszką. 

W DOMU

W mieszkaniu nie jest wcale przyjemniej niż na powietrzu. Duszno, gorąco. Naprawdę ciężko jest wytrzymać bez klimatyzacji lub wiatraka. Można ochłodzić w ten sposób pomieszczenie, ale należy pamiętać, aby zimne powietrze nie było skierowane bezpośrednio na dziecko oraz aby temperatura w mieszkaniu nie spadała poniżej 21-22 stopni. My wprawdzie nie stosujemy tej metody, ale pomaga również rozwieszenie mokrych ręczników, które dodatkowo dają uczucie chłodu. Alex w domu chodzi w body lub w samej pieluszce, którą zmieniamy częściej, ponieważ w gorące dni może szybciej dojść do odparzenia. Śpi w łóżeczku, bez przykrycia, ale jeśli pomieszczenie, w którym zazwyczaj śpi Twoje dziecko, w ciągu dnia jest wyjątkowo duszne i gorące, można postawić wózek w innym, chłodniejszym pokoju tam, gdzie maluszkowi będzie najbardziej komfortowo. Synka kąpiemy codziennie. Nie tylko ze względu na fakt, że w lato intensywniej się poci, ale również dlatego, że letnia kąpiel jest szczególną przyjemnością w tej gorące dni.

Tak my radzimy sobie podczas upałów w Barcelonie. Nie jest przyjemnie i gorąco bywa nie do zniesienia, ale dajemy radę. Być może wskazówki przydadzą się osobom, które wybierają się ze swoimi pociechami do Hiszpanii na wakacje. Jeśli pominęłam jakiś ważny fakt, dajcie znać w komentarzu, a przy okazji podzielcie się Waszymi sposobami na hiszpańskie (i nie tylko) upały.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Dzień z życia w Barcelonie





Otwieram oczy i spoglądam zaspanym wzrokiem na zegarek. Wskazówki pokazują dziewiątą. Odwracam się, aby rozkoszować się przez chwilę widokiem śpiącego obok partnera, jednak dostrzegam, że on również już nie śpi i przegląda na telefonie poranne wiadomości. Nie zaskakuje mnie to, Alberto przyzwyczajony codziennym rytmem wstawania do pracy nawet w weekend budzi się po ósmej. Pół godziny później, ubrani i orzeźwieni chłodną wodą z prysznica witamy w kuchni rodziców Alberto, którzy przyjechali w odwiedziny. Zwracam się do nich po imieniu. W Hiszpanii nie ma zwyczaju nazywania teściów mamo/tato i do dziś pamiętam zaskoczoną twarz Alberto, gdy powiedziałam mu o takiej polskiej tradycji. Na śniadanie robię sobie zbożową kawę i smaruję kanapkę serkiem topionym, gdy w tym samym czasie hiszpańska część towarzystwa nalewa do szklanek świeży, pomarańczowy sok i wykłada na stół kupione z rana chrupiące, słodkie croissanty. Rodzice Alberto zaproponowaliby pewnie, abyśmy śniadanie skonsumowali w kawiarence za rogiem, dobrze znany hiszpański rytuał, gdyby nie fakt, że ich wnuczek postanowił dzisiaj wyjątkowo dłużej pospać.

Tej soboty dostaliśmy zaproszenie na urodziny przyjaciela, który zarezerwował miejsce w restauracji i zaprosił wszystkich na uroczysty obiad. A przynajmniej mi wydawało się, że będzie uroczysty, skoro na zwykły, urodzinowy obiad zabiera nas do lokalu. Uroczysty bynajmniej nie był, zwyczajne spotkanie grona przyjaciół przy paru piwach i Menú del Día. Zaśmiałam się w duchu, powinnam bowiem przywyknąć już, że Hiszpanie nie mają w zwyczaju zapraszać się do domów i tego typu święta celebrują na zewnątrz, co wcale nie musi nadawać im królewskiej atmosfery. Stanowiliśmy sporą grupę i słychać nas było na pewno nawet w restauracji obok, jednakże nikomu to nie przeszkadzało, a inni goście restauracyjni momentami przyłączali się do głośnych żartów. Ci, którym piwo zaszumiało już lekko w głowie prosili, abym tłumaczyła dane zdania na polski i łapali się za głowę, gdy nie byli w stanie powtórzyć poprawnie większości z nich. Przy każdym spotkaniu pojawiają się też nowe pytania na temat ciekawostek z Polski i przez pewien czas znajduję się w centrum uwagi, co dla mnie – osoby dość nieśmiałej, nie jest to sytuacja nadzwyczaj komfortowa. Hiszpanie słyną ze swej bezpośredniości, dlatego w rozmowach pojawiają się przeróżne i nawet najbardziej zaskakujące tematy.

Nie byliśmy jedyną parą z niemowlakiem. Wieloletni przyjaciel Alberto przyszedł z roczną córeczką. Podczas, gdy mężczyźni zajęli się wiwatowaniem piłkarskich sztuczek Messiego widocznych na dużym ekranie wiszącego naprzeciwko nas telewizora, ja zajęłam się rozmową z mamą wspomnianej dziewczynki. Ze zdziwieniem pytała, dlaczego jeszcze nie pracuję, w Hiszpanii urlop macierzyński trwa jedyne cztery miesiące. Nie mogła uwierzyć i z zazdrością chwaliła ideę tak długiego okresu urlopu macierzyńskiego, jaką mamy w Polsce. 

Robiło się coraz później, a na stole brakowało już miejsca na donoszone wciąż przekąski i szklanki z piwem. Niedługo po tym solenizant wstając, aby lepiej go było słychać, zaprosił wszystkich na kilka drinków w pobliskim barze. Synek robił się już marudny, więc niestety musieliśmy podziękować i odprowadzając zgromadzenie do wspomnianego lokalu, pożegnaliśmy się z przyjaciółmi. Owo pożegnanie jak przystało na prawdziwego Hiszpana trwało całych pięć minut, a zwrot do zobaczenia padł przynajmniej cztery razy. 

W domu zastaliśmy wyjątkową ciszę, by po chwili zorientować się, że teść, w końcu Andaluzyjczyk, nie marnował czasu sjesty i smaczne pochrapywał na sofie w salonie w trakcie, gdy teściowa zajmowała się czymś w kuchni. Za oknem paliło słońce, z ulgą odetchnęliśmy więc w klimatyzowanym mieszkaniu, które choć na chwilę dało uczucie ochłody. Zajrzałam do kuchni i zapytałam kobietę, czy potrzebuje pomocnych rąk. Uśmiechnęła się i uprzejmie podziękowała. Z nas obojga, to ja znajduję się w bardziej komfortowej sytuacji niż Alberto, ponieważ bez problemu porozumiewam się zarówno z jego rodziną, jak i z przyjaciółmi. Wizytując natomiast Polskę robię za tłumacza. Niemiłe komentarze stereotypowego myślenia na temat gorącego usposobienia Hiszpanów i pewnej jak w banku zdrady, zostawiam jednak dla siebie. 

Dochodzi wieczór, mały już śpi. Mama Alberto znów krząta się po kuchni protestując, gdy próbuję jej w czymś pomóc. Do kolacji zasiadamy po godzinie 22, a na talerzach wyłożone mamy steki wieprzowe w towarzystwie warzyw. Na stole nie może zabraknąć wina, wody i pokrojonej świeżej bagietki, która mimo później pory wciąż jest jeszcze ciepła, wyjęta ze sklepowego pieca zaledwie parę minut przed zakupem. Dziś robię wyjątek i ze względu na gości dołączam się do później i tak sytej kolacji. Gdy jesteśmy sami, stosuję polskie praktyki i na kolację, którą spożywam nie później niż o 20, szykuję sobie zwykłą kanapkę i gorącą herbatę. Po skończonym posiłku zbieram ze stołu talerze i widzę, jak teść zakłada buty i wybiera się, jak prawie co wieczór do jednego z barów na szybką szklaneczkę piwa na lepszy sen. 

Zmęczona dniem pełnym wrażeń kładę się do łóżka i biorę w dłoń jedną z książek z mej, ku memu ubolewaniu, niewielkiej polskiej biblioteczki. Zasiedzieliśmy się do późna, stąd oglądanie ulubionego serialu odkładamy na jutro. Alberto chwyta joystick od PlayStation i zatapia się w pełnej emocji grze w Fifę. Nie minęło dużo czasu, jak poczułam opadające ociężale powieki. Odkąd jestem mamą zdarza się to często, ponieważ jak można się domyślić, chodzę niewyspana. Po chwili poddaje się uczuciu zmęczenia i zapadam w głęboki sen. Jak się później okazało, niedługo po tym Alberto odłożył książkę, która wysunęła mi się z rąk i zasnął przy moim boku.

Tak wygląda mój, no może nie tak do końca typowy dzień w Hiszpanii, ponieważ nie codziennie zapraszani jesteśmy do restauracji, a wizyt rodziny ze względu na ogromne odległości również doświadczamy dość rzadko. Wybrałam więc odrobinę ciekawszy dzień, od tego codziennego, rutynowego, aby przy okazji ukazać Wam specyfikę mojego życia w Barcelonie, relacji z hiszpańską rodziną oraz typowych dla Hiszpanów zachowań.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wskazówki dla odwiedzających Hiszpanię






Powoli rozpoczyna się sezon wakacyjny, coraz więcej ludzi planuje urlopy i szuka miejsc na wypoczynek. Małymi krokami zbliża się lato, choć dni w Barcelonie stają się już coraz cieplejsze, a co za tym idzie, miasto przyciąga coraz większą liczbę turystów. Kiedyś pisałam już o tym, co czeka Cię w Barcelonie (wpis możesz zobaczyć tutaj). Tym razem pomyślałam, że przygotuję mały poradnik dla osób wybierających się do Barcelony (i właściwie całej Hiszpanii), w którym chciałabym ostrzec Was, na co uważać podczas pobytu w tym kraju oraz udzielić kilku cennych wskazówek. Wpis może przydać się też osobom, które planują dłuższy pobyt, czy też wybierają się do Hiszpanii na wymianę studencką – Erasmusa. 

KRADZIEŻE


Punkt pierwszy, bo chyba najważniejszy. Niestety Barcelona roi się od wszelkiego rodzaju złodziei. I to nie byle jakich, a prawdziwych, wyszkolonych kieszonkowców i kanciarzy, którzy robią to od lat. Turyści, którzy często podziwiając uroki miasta bywają rozproszeni, są łatwym łupem. La Rambla – wiecznie zatłoczona, to królestwo kieszonkowców. Radziłabym zostawić w hotelu dokumenty, a nosić ze sobą jedynie kopie, trzymać telefon najlepiej w kieszeni oraz przede wszystkim nie chować w plecaku dużych sum pieniędzy. Uważajcie też na oszustów, którzy proponują rozrywkę w postaci gry, zagadki i w momencie, kiedy jeden z nich zajmuje Twoją uwagę, drugi właśnie Cię okrada. Mają mnóstwo sposobów i doskonale wiedzą, że widząc np. zagubionego turystę, który wyciąga mapę i pyta Cię o drogę, nie przyjdzie Ci do głowy pomyśleć, że to sprytny złodziej próbujący odciągnąć Twoją uwagę. Młodych ludzi chciałabym ostrzec przed kieszonkowcami w dyskotekach, którzy często udają się tam tylko po to, aby kraść. Nigdy nie zostawiaj torebki, kurtki, czy plecaka bez opieki i trzymaj swoje rzeczy blisko siebie. Znam naprawdę sporo historii okradzionych w Barcelonie osób. Uważać też trzeba na plażach, zwłaszcza wieczorami, kiedy nie ma wielu ludzi, a Ty i Twoi znajomi postanowicie wziąć wieczorną kąpiel. Wystarczy chwila, a zaczajony obserwujący Was od dłuższego czasu złodziej, podbiega i chwyta pozostawione przez Was na kocu rzeczy. Nie tak dawno do pewnej znajomej w środku dnia podbiegł mężczyzna ze scyzorykiem grożąc i żądając telefonu. Ja sama padłam ofiarą jednego z kieszonkowców, który w chwili nieuwagi wyciągnął mi z torebki telefon, dokumenty i portfel. Według statystyk owymi złodziejami najczęściej bywają ciemnoskórzy emigranci, dlatego należy na nich uważać. Wakacje wakacjami, ale trzeba mieć niestety oczy wokoło głowy i lepiej unikać ciemnych, pustych uliczek zwłaszcza w dzielnicach niecieszących się dobrą sławą.

CENY


Może Was to zaskoczyć, ale ta sama usługa, czy produkt może różnić się ceną w zależności od tego, czy jesteś tubylcem, czy turystą. Jak łatwo się domyślić, turysta zapłaci więcej. Jak to mówi czasami mój Alberto – te hacen „la guiri” (biorą Cię „na turystkę”). Dlatego czasami, gdy spacerujemy, a ja latam z aparatem robiąc zdjęcia, wchodząc np. do restauracji mówi mi zawsze, żebym schowała sprzęt, bo pomyślą, że nie jesteśmy stąd i spróbują nas naciągnąć. I tak niestety bywa. Turyści niezorientowani w cenach skorzy są zapłacić proponowaną im sumę bez zastanowienia. Nawet w zwykłym sklepiku, gdzie Hiszpan za dwie butelki wody zapłaci o euro mniej, niż typowy turysta. Warto zorientować się wcześniej, przynajmniej mniej więcej w cenach tak, aby wiedzieć, kiedy jest ona celowo zawyżana. Bo może okazać się, że ulicę dalej zapłacimy za ten sam produkt połowę ceny. Czytałam gdzieś, że pewna dziewczyna wyjeżdżając na wakacje właśnie do Hiszpanii, przygotowała sobie listę z cenami niektórych dań i tapas, którą posługiwała się później wybierając restaurację i takim sposobem wiedziała, że 9 euro za patatas bravas, to cena sporo zawyżona. 
 
JAZDA SAMOCHODEM


Hiszpanie niestety nie słyną z kulturalnej jazdy samochodem, a czytałam gdzieś nawet, że w Barcelonie w ciągu minuty mają miejsce 3 kolizje drogowe. Jeżdżą szybko, nie używają kierunkowskazów, czy próbują zaparkować tam, gdzie ewidentnie widać, że się nie zmieszczą. Jeśli podczas swojego pobytu poruszać się będziesz autem, uważaj i bacznie obserwuj, ponieważ czasami niestety musisz myśleć nie tylko za siebie, ale i również za innych. Kolejny znaczący tu punkt to fakt, iż co drugi Hiszpan porusza się skuterem. Są mniejsze i dla wielu wygodniejsze. Nie stoisz w korku, a przepychasz się między samochodami i takim sposobem po chwili jesteś już przy samych światłach. Właśnie na to przepychanie trzeba też uważać, bo czasami kierowcy zapominają, że skuter jest jednak nieco większy niż rower i nie wszędzie się zmieści. Na skuterach jeżdżą wszyscy. Nawet kobiety w szpilkach z torebką zawieszoną na ramieniu. Przy okazji dodam, że miejsca parkingowe w Barcelonie są w większości płatne. Z małym dzieckiem pewnie wygodniej samochodem, ale czasami szybciej i taniej niestety metrem. 

HANDLUJĄCY OSZUŚCI


W najbardziej turystycznych miejscach Barcelony można spotkać ciemnoskórych mężczyzn, którzy sprzedają najróżniejsze produkty. Rozkładają swoje koce, na których leżą torebki, okulary, koszulki piłkarskie, zegarki… gotowe do kupna. Wciskają Ci bajeczkę o tym, że koszulka FC Barcelony za 25 euro jest oryginalna, czy torebka Chanel za 20 euro została zakupiona w samej Francji i wyprodukowana specjalnie dla Ciebie. Nie dajcie się nabrać, produkty te nie są oczywiście markowe. Sprzedaż ta nie jest legalna i nie raz byłam już świadkiem komicznej sceny, kiedy bez zapowiedzi pojawiała się policja, na co mężczyźni dając tajemniczy znak reszcie krzycząc coś w swoim języku, chwytali sznur przymocowany do czterech rogów koca, zarzucali worek z rzeczami na plecy i dawali nogę rozpoczynając pościg z policją. Przy okazji słyszałam, że za zakup takiego produktu można dostać wysoki mandat. Przygotujcie się też na snujących się po plażach i krzyczących głośno najczęściej Arabów: cold beer, coca-cola, fanta! i tak nieprzerwanie. Trafić też można na sprzedawców Mohito, który jednak drinka Mohito w smaku przypomina niewiele oraz Chinki oferujące masaż całego ciała. Nieważne, że protestujesz, ona zachęcając Cię do wydania 5 euro na chwilę cudownego relaksu, zaczyna masować Ci np. stopy, mimo Twych prób ucieczki. 

UPAŁY


Tak, jak wspominałam już przy okazji wpisu o wakacjach z dzieckiem, który możesz przeczytać tutaj, tak i wspomnę teraz – słońce w Hiszpanii bywa zdradliwe. Przy opalaniu naprawdę warto nakładać krem przeciwsłoneczny i chronić się przed poparzeniem. Znam dziewczyny, które mówią – ja kremu nie używam, bo się nie opalę. Opalisz, zapewniam Ci to. W zeszłe lato nie, bo byłam w ciąży, ale dwa lata temu spędziłam pół wakacji na plaży, zawsze z kremem i chodziłam brązowiutka kilka dobrych miesięcy. Lepiej chwytać słońce ostrożniej i wolniej, niż zepsuć sobie wyjazd poparzeniem i cierpieniem przy każdym wykonywanym ruchu. Tak, mnie też to kiedyś spotkało i od tej pory staram się być mądrzejsza. Przy okazji nawadniać oczywiście odpowiednio organizm i ewentualnie nosić nakrycie głowy. 

ŻYCIE NOCNE


Barcelona może pochwalić się naprawdę bogatym życiem nocnym. Mnóstwo tu dyskotek, barów, pubów. W tej różnorodności każdy znajdzie coś dla siebie, bo różne dyskoteki proponują różne style muzyczne. Tym, którzy do Barcelony przylecieli się pobawić, podpowiem, że imprezy nie zaczynają się tu wcześniej niż o 1 w nocy. Większość klubów nie jest nawet otwieranych przed 23, a zabawa trwa do białego rana – dosłownie. Tym, którzy przylecieli odpocząć powiem, aby uważali na pijane osoby, czy pijanych kierowców. W Barcelonie przewija się mnóstwo młodych turystów, którzy bawiąc się zapominają o całym świecie. Nigdy nie wiadomo, co może przyjść im do głowy, a powiem, że sama byłam świadkiem wielu dziwnych zachowań. Hiszpanie słyną ze swojego gorącego podrywu, pod wpływem alkoholu przypływa im więc odwagi. Niebieskookie blondynki to ich boginie, więc przygotuj się na zaczepki i jeśli Ci nie odpowiadają, po prostu nie reaguj. Często niestety bowiem mylą oni zwykłą uprzejmość z zachętą do namiętnego romansu.

KILKA WSKAZÓWEK


Na koniec podam Wam kilka krótkich informacji, które nasunęły mi się na myśl podczas tworzenia tego tekstu.

  • Nie wszyscy Hiszpanie mówią po angielsku, więc można przygotować sobie kilka prostych zwrotów po hiszpańsku, aby móc porozumieć się w ewentualnej podbramkowej sytuacji. W Barcelonie ze względu na ogromną ilość turystów w wielu miejscach angielski nie stanowi już problemu, ale wypuszczając się w mniej znane miejsca, możesz się natknąć na kogoś, kto akurat angielskiego znać nie będzie.
  • Radziłabym zabrać ze sobą paszport, jeśli go posiadasz, ponieważ ja miałam kilka sytuacji, w których mój dowód osobisty nie wart był tutaj nic. Nawet kupno startera do telefonu okazało się możliwe jedynie z posiadaniem paszportu!
  • Wiele razy wspominana już sjesta i zamykanie sklepów i urzędów między 14 a 17. Pamiętaj, że Barcelończycy mają swój harmonogram dnia nawet, co do wydawanych posiłków.
  • W Hiszpanii ludzie witają się dwoma całusami. Nie pomyl się, kiedy przyjdzie Ci witać się ze znajomym Hiszpanem. Całują się wszyscy, no, oczywiście oprócz mężczyzn, i niezależnie od liczby gości. Dotarłeś ostatni na spotkanie z 15 znajomymi? Masz pecha, bo to Ty musisz tańczyć wokół stołu, aby przywitać się z każdym.
Mam nadzieję, że mój mini poradnik przyda się osobom wybierającym Barcelonę, czy ogólnie Hiszpanię na swój cel tegorocznych wakacji. A osoby, które Hiszpanię znają – odwiedziły lub tu mieszkają, zapytam, czy przychodzi im do głowy jeszcze jakaś konkretna rada, którą można by umieścić w tym wpisie?

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, możesz udostępnić go dalej. Być może opisane wskazówki okażą się przydatne dla kogoś, kto planuje urlop w słonecznej Hiszpanii :)