piątek, 7 kwietnia 2017

Jesteś Hiszpanem, jeśli...



Chyba o każdym narodzie można powiedzieć, że ma swoje specyficzne zachowania, przyzwyczajenia, powiedzenia, czy fobie, których nie doświadczysz w żadnym innym kraju. Nie inaczej jest także i w przypadku Hiszpanów. Dzisiejszy post napisany został z nutką humoru. Jesteś Hiszpanem, jeśli… Kilka typowych dla mieszkańców tego kraju zachowań opisanych w zabawny sposób, które na pewno doskonale zrozumieją osoby również zamieszkujące Hiszpanię, a dla tych w innych krajach, mogą okazać się one fajną ciekawostką. 

JESTEŚ HISZPANEM, JEŚLI…

Piłka nożna nie jest dla Ciebie jedynie jedną z dziedzin sportu, a przybiera wagę na rangę religii. Gdy nadawany jest ważny mecz, świat się zatrzymuje. Wolałbyś przełożyć ślub, odwołać kolację z rodzicami, czy przegapić pierwsze urodziny bratanka, niż stracić El Clásico – mecz między FC Barceloną, a Realem Madryt. 

Bar to Twój drugi dom. Okoliczny pub, to nie tylko miejsce, w którym zatrzymujesz się, aby napić się piwa, czy przekąsić coś w drodze do domu. To miejsce, w którym toczy się osobne życie – spotykasz się tam z kolegami pod najmniejszym nawet pretekstem, masz swoje ulubione miejsce, znasz wszystkich pracowników, a oni dokładnie wiedzą, co dzisiaj zamówisz. 

Pośpiech i punktualność nie są Twoimi bratnimi duszami. Nikogo nie dziwi, że na spotkanie przybywasz 15 minut spóźniony, a gdy wysyłasz znajomemu wiadomość, w której mówisz, że zaraz wsiadasz do metra, tak naprawdę właśnie wchodzisz pod prysznic. 

Mówisz dużo i głośno. Im głośniej, tym lepiej. Lubisz przy tym mocno gestykulować i rzucać tu i ówdzie drobnym przekleństwem. Wszyscy się śmieją. Siedząc w barze musisz upewnić się, że wszyscy zgromadzeni dokładnie usłyszą opowiadaną historię. Szkoda, że nie można użyć megafonu. 

Wiesz, że wyjście na obiad ze znajomymi, tak naprawdę oznacza spożywanie posiłku w ciągu godziny i siedzenie przy stole kolejnych trzech, rozprawiając o nowościach w sporcie i polityce. Nim się obejrzysz, między jednym, a drugim kieliszkiem wina okazuje się, że zrobiło się późno, nadeszła pora kolacji i wypadałoby znów coś zjeść.

Słowo „teraz” (ahora) wcale nie musi oznaczać danego momentu, owej chwili. Masz zamiar zrobić coś teraz? Czyli teraz – kiedyś, w niedalekiej przyszłości, między dzisiaj, a jutro, zobaczy się.

Masz na imię Juan, Twój ojciec też ma na imię Juan, jak i również Twój dziadek to Juan. Przeglądając drzewo genealogiczne rodziny zdajesz sobie sprawę, że wszyscy mężczyźni nosili to samo imię – Juan. Wyłamiesz się z rodzinnej tradycji? 

Każdemu posiłkowi musi towarzyszyć długa bagietka. Obiad? Kolacja? Tapas? Do stołu podają koszyk z pokrojoną bagietką, która znika szybciej, niż porcja na talerzu. A oliwa z oliwek leje się litrami. I też czasami na chleb.

Impreza? Nie rozpoczyna się wcześniej niż o północy. Kiedy w innych zakątkach Europy ludzie zbierają się do domów i zamykają dyskoteki, Ty właśnie czekasz na autobus, który dowiezie Cię do klubu. Powrót do domu przed 3, to nie impreza. Prawdziwa fiesta jest wtedy, gdy wracając zakładasz już na nos okulary przeciwsłoneczne. 

Każda dzielnica Twojego miasta ma swoje własne święto. Każde miasteczko organizuje fiesty z okazji święta swojego patrona, a jeśli nie patrona, to jakiegoś innego świętego. Każda okazja jest dobra do zabawy, a ze wszystkiego można zrobić kolejną tradycję. Porzucajmy się np. pomidorami. Nie ma czasu na zmartwienia.

Wypad na piwo? Nie byłby kompletny, gdyby do stolika nie przyniesiono czegoś para picar (do przegryzienia). Kelner przyniósł następną porcję patatas bravas? Wypadałoby popić je kolejną szklanką piwa. Nie pijesz, aby się upić, pijesz, bo to praktycznie jak tradycja.

Na zakończenie chciałabym dodać, że tekst pisany był w sposób humorystyczny, przekoloryzowany. Chciałabym zatem, abyście podeszli do niego z dystansem i przymrużeniem oka. Czy przychodzą Wam do głowy inne zabawne sytuacje typowe jedynie dla Hiszpanów? 

A jak to jest w  innych krajach? Z chęcią poczytam o charakterystycznych akcentach, które wyróżniają inne nacje na tle reszty.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Za czym tęsknię żyjąc w Barcelonie?



Uwielbiam Hiszpanię, uwielbiam Barcelonę. Gdy pierwszy raz miałam okazję odwiedzić tej słoneczny kraj, zamarzyłam o tym, żeby kiedyś w nim zamieszkać. Kiedy zobaczyłam Barcelonę, wiedziałam, że to właśnie tutaj chciałabym prowadzić kiedyś moje życie. Marzenie się spełniło. 
Sposób życia, jaki prowadzą Hiszpanie jest specyficzny, inny od polskiego. Mnie udało się wpasować w barcelońskie klimaty i generalnie lubię ich kulturę, styl i mentalność. Urodziłam i wychowałam się jednak w Polsce, więc po tylu latach spędzonych w ojczyźnie naturalnym jest, że istnieją aspekty, za którymi tęsknię będąc tu w Barcelonie. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi tęsknotami i nie mam tu na myśli spraw oczywistych takich, jak brak rodziny i przyjaciół. Ciężko byłoby bowiem nie tęsknić za bliskimi, których zamiast widzieć, jak dawniej, kilka razy w tygodniu, masz okazję zobaczyć raz na kilka miesięcy, nie licząc „spotkań” na skype. 


Przedstawiam Wam listę spraw i rzeczy, których brakuje mi w Barcelonie.


JEDZENIE


Nie popiszę się tu kreatywnością i tak, jak chyba większości Polaków na obczyźnie brakuje mi polskich przysmaków. Tak, jak istnieje wiele potraw, których mimo, iż nie zamówię w hiszpańskim barze, a które mogę przynajmniej przygotować sama – pierogi, bigos, schabowy, tak niestety jest też mnóstwo polskich produktów, których w barcelońskim supermarkecie nie dostaniemy – polskie kiełbasy, wędliny, pieczywo, a nawet zwykła śmietana! Alkohol – ja akurat smakoszem piwa ani wódki nie jestem, ale wiem, że wiele Polaków nie przepada za smakiem hiszpańskich trunków i tęskni za prawdziwym Tyskim, Lechem czy Żubrówką.


BIUROKRACJA


Żyjąc w Polsce zdarzyło mi się narzekać na polskie urzędy i niezorganizowanie pracowników. Wszystko chciało załatwić się na już, a okazywało się, że jedna sprawa wymaga tygodni analizowania. Dopiero będąc w Hiszpanii przekonałam się, czym jest prawdziwy brak kompetencji oraz organizacji. Jeśli liczysz na to, że załatwisz ważną sprawę na pierwszym spotkaniu, srogo się rozczarujesz. W Polsce może i rozwlekało się to czasami w czasie, ale urzędnicy zdawali się przynajmniej wiedzieć, na czym polegała ich praca. Tutaj zanim znajdę się w odpowiednim biurze, najpierw trzy razy wyślą mnie do innego miejsca. Tęsknię więc za zorganizowaniem, zdeterminowaniem i kompetencją danych osób. 


SJESTA I GODZINY PRACY


Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do hiszpańskiej sjesty. I nie mówię tu o drzemce, bo to spotyka się już coraz rzadziej, a o okresie trzech godzin między 14 a 17, kiedy prawie wszystkie sklepy w dzielnicy są zamknięte. Jest to dla mnie uciążliwe, ponieważ godzina 14 -15 to najlepszy dla mnie okres na spacer. Mamy z Alexem mniej więcej ustalone pory dnia i po porannej drzemce małego, ogarnięciu mieszkania i zjedzeniu posiłku, najchętniej wychodzimy na powietrze. Spacer, spacerem, ale czasami jest kilka spraw do załatwienia, czy zwyczajnie chciałoby się zajrzeć do jakiegoś sklepu. Do tego większość urzędów i banków zamykanych jest o godzinie 14. Przywykłam do polskich godzin pracy, bez żadnej przerwy w trakcie i takie zorganizowanie najbardziej mi odpowiada. Ale cóż, przyjdzie mi chyba po prostu się z tym pogodzić i inaczej organizować dzień.


PUNKTUALNOŚĆ


Ten, kto żyje w Hiszpanii i obcuje z Hiszpanami wie, że nie należą oni do punktualnych osób. Na umówione spotkania lepiej z założenia przybyć przynajmniej 15 minut później, aby zaoszczędzić sobie nerwów. W zeszłą niedzielę zostaliśmy zaproszeni na urodzinowy obiad przyjaciela Alberto. Miał on odbyć się o godzinie 15, na co mój partner w dzień wyjścia mówi do mnie – Nie spiesz się. Nic się nie stanie, jak dotrzemy na 15.30, bo i tak będziemy pewnie jednymi z pierwszych. Oczywiście się nie mylił. Sama może nie należę do przesadnie punktualnych osób, które pojawiają się z 15 minutowym wyprzedzeniem, a później narzekają i tak, jak 5 minut można wybaczyć, tak 30 zaczyna już drażnić. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą spotkania nazwijmy je – oficjalne, jak np. zdarzyło mi się w przypadku oglądania mieszkań z przedstawicielem agencji. A wszyscy rodzice małych dzieci wiedzą, że te 20 minut więcej z maluchem, może dużo zmienić.


POLSKIE TRADYCJE


To prawda, że dla chcącego nic trudnego i w miarę możliwości można odwzorować polskie święta i ich zwyczaje. Inaczej jednak spędza się Boże Narodzenie w ciepłej Barcelonie, a w pokrytej śniegiem Polsce – jak za czasów dzieciństwa. Prezenty wręcza się dzieciom na Trzech Króli, a choinki nie spotkasz w każdym domu. W Wielkanoc nie poświęcisz koszyczka i nie stukasz się jajkiem. O ile to Ty decydujesz, jak spędzisz święta, o tyle możesz w pewien sposób poczuć ich magię. Gorzej, gdy jesteś w mniejszości i dostosowujesz się do reszty. Oczywiście jestem otwarta na nowości i bardzo chętnie poznaję tradycje i zwyczaje hiszpańskie i katalońskie, ale czasami tęskno do tych typowo polskich. 


ZNIŻKI I PROMOCJE


Wyda się Wam to może dość zabawne, ale przyzwyczajona jestem, że jako studentka/uczennica na wszystko w Polsce miałam zniżki. Od transportu publicznego, poprzez dyskoteki, aż do kina. W Barcelonie studenci nie mają takich zniżek. W Warszawie roiło się od promocji „studenci o połowę taniej”, „z legitymacją studencką 50% mniej”. Teraz nie jestem już studentką, ale ucząc się w Barcelonie brakowało mi tych upustów. Dzieci do kilku lat, owszem, płacą mniej, ale chyba nigdy nie spotkałam się z konkretną promocją skierowaną do barcelońskich studentów. Jesteś dorosły – płacisz normalną cenę. Mój Alberto był bardzo zaskoczony (pozytywnie), kiedy w Polsce co rusz napotykał rabaty studenckie. 



To pierwsze z aspektów, które przychodzą mi do głowy, gdy ktoś pyta, za czym tęsknię. Nie jest to sentymentalny post, w którym narzekam na życie w Barcelonie i opisuję o tym, jak bardzo tęsknię za Polską. Nie ma on na celu w żadnym wypadku krytyki bytowania w Hiszpanii, a wskazania kilku różnic. Nie żałuję bowiem decyzji o przeprowadzce i jest mi tu naprawdę dobrze. Ale nie zabrania mi się tęsknoty za polską krakowską, żurkiem czy atmosferą związaną z przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia. 


A Wy, za czym najbardziej tęsknicie? Czego brakuje Wam zagranicą? Co byście zmienili? Jestem ciekawa Waszych opinii. 


czwartek, 30 marca 2017

Jak to jest z tym hiszpańskim?





Decydując się na przeprowadzkę do Barcelony wiedziałam, że moje życie zmieni się pod wieloma aspektami, Hiszpania jest bowiem krajem bardzo różnym od Polski. Liczyłam się z tym, że będę musiała przyjąć pewne hiszpańskie zwyczaje, celebrować hiszpańskie (i katalońskie) tradycje, wychowywać dziecko w kulturze hiszpańskiej (z pielęgnowaniem tradycji polskich). Innymi słowy – wszystko miało być po hiszpańsku. Zakupy, wizyty u lekarza, załatwianie spraw urzędowych, fryzjer, przedszkole, apteka i przede wszystkim – praca. Nie powiem, że nie przerażała mnie nieco myśl o tym, że będąc tutaj, byłam skazana na porozumiewanie się jedynie w obcym języku. Jeśli ktoś tak, jak ja posiadał barierę językową, wie, o czym mówię. 


Owej bariery wyzbyłam się, gdy przyleciałam do Barcelony studiować. Nie tylko musiałam na własną rękę (przyleciałam zupełnie sama) znaleźć mieszkanie i porozumiewać się ze wszystkimi, ale również studiować. Sprawa była prosta – aby zaliczyć rok, musiałam zdać egzaminy, a aby podejść do egzaminów, musiałam najpierw zaliczyć zajęcia, co liczyło się z wieloma pracami i publicznymi prezentacjami. Ile stresu kosztowało mnie każde takie wystąpienie, wiem tylko ja, ale koniec końców, efekt był zadowalający. Wyzbyłam się uciążliwej bariery językowej i zaczęłam czuć się naprawdę dobrze mówiąc po hiszpańsku. 


Dziś język ten nie sprawia mi już żadnych problemów i czuję się w nim bardzo swobodnie. Moi przyjaciele, rodzina i nawet sam Alberto często pytają mnie, jakie to uczucie wiedzieć, że całe życie (z założenia 😜) będę porozumiewać się już tylko po hiszpańsku (np. z moim partnerem i jego rodziną), ba, nawet ja sama zadaję sobie czasem to pytanie. Moja mama zawsze mówi, że nie potrafiłaby być z cudzoziemcem, ponieważ wydaje jej się, że nie owładnęłaby obcego języka na tyle, aby móc swobodnie wyrażać wszystkie emocje i uczucia. Może to dlatego, że rozmawiając lubi ubarwiać słowa milionem epitetów, porównań i przenośni. Nie powiem, że czasami nie brakuje mi słów i kiedy w głowie tworzę piękne, bogate zdanie, okazuje się, że po hiszpańsku nie brzmi już ono tak pięknie ze względu na brakujące określenia. 


Hiszpański jest uboższym językiem niż nasz ojczysty polski. Tutaj jedno słowo można użyć w mnóstwie znaczeń. Jeden i ten sam czasownik, któremu towarzyszy odpowiedni rzeczownik/przymiotnik może zmienić diametralnie swe znaczenie, gdy tymczasem w polskim użylibyśmy wielu różnych zwrotów. Nie mówię tu oczywiście o języku literackim, a tym potocznym, używanym na co dzień wśród znajomych, rodziny, na ulicy. 


W Hiszpanii ludzie praktycznie wszędzie zwracają się do siebie na „ty” i większość z nich nie ma z tym żadnego problemu. Ja nauczona tradycją z Polski do osób starszych, czy lekarzy, urzędników itp. zwracam się wciąż per „Pan/Pani. W sklepach panuje bardzo luźna atmosfera. Sprzedawcy często zwracają się do Ciebie, jak do koleżanki. Tej otwartości również trzeba się tu nauczyć. Nikogo nie zaskakuje, kiedy ekspedientce zdarzy się wyrwać głośne cholera, czy tak często używane mierda (gówno, jak w ang. shit). 


Jak to w każdym języku bywa, i hiszpański ma swoje powiedzenia, które tłumaczone dosłownie na polski tracą często swój sens. Podczas rodzinnych spotkań w Polsce staram się tłumaczyć Alberto rozmowy (osoby starsze niestety po angielsku nie mówią) tak, aby nie czuł się wyobcowany. Niestety nie wszystko da się przetłumaczyć tak, jak byśmy chcieli. Moja mama zawsze każe mi tłumaczyć Alberto wszystkie powiedzenia, dowcipy, porównania. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że często mają one inny wydźwięk i np. dowcip opowiedziany po polsku, a przetłumaczony na hiszpański traci wątek humorystyczny. Przecież to zupełnie inna gra słów, rymy, polski humor. Podobnie zresztą ma się sprawa w sytuacji odwrotnej. Nie każdy dowcip da się przetłumaczyć na polski tak, aby rozbawił podobnie. 


Nie raz zdarzają nam się zabawne sytuacje, kiedy opowiadając coś Alberto używam jakiegoś polskiego stwierdzenia, a on patrzy na mnie zdezorientowany nie mając pojęcia, o czym mówię. Tłumaczymy sobie wtedy wzajemnie, jak to się mówi po polsku, a jak należy powiedzieć to samo po hiszpańsku. Podobnie jest z rodzajnikami. Słownictwo, które używam na co dzień mam opanowane, ale czasami łatwo można się zaskoczyć. I tak np. w polskim powiemy ta sofa, a w hiszpańskim będzie to ten sofa. 


Kiedyś wydawało mi się, że praca tłumacza to nic wielkiego. Wystarczy przecież znać dobrze ten drugi język. Teraz, kiedy sama często muszę być takim domowym tłumaczem widzę, że nie jest to wcale takie łatwe zadanie. Odpowiedniego doboru słów uczy się latami, bo tłumaczenie dosłowne czasami może brzmieć zwyczajnie śmiesznie. Przecież po polsku nie powiesz mężowi przez telefon „biorę już metro” (tak brzmiałoby dosłowne tłumaczenie z hiszpańskiego), a raczej „wsiadam właśnie do metra”. Kiedy musisz przetłumaczyć jakąś rozmowę naprawdę szybko, łatwo poplątać się w obu językach. 


Na dzień dzisiejszy nasi najbliżsi znajomi to sami Hiszpanie. Rozmawiam więc głównie po hiszpańsku. Na ulicy, w domu, w restauracji. Może zabrzmi to trochę zabawnie, ale wbił mi się on już tak w głowę, że czasami łapię się na tym, że rozmawiając ze znajomymi z Polski do głowy przychodzą mi pewne hiszpańskie określenia, które jak za chwilę zdaję sobie sprawę, po polsku nie mają sensu. Choć tak naprawdę uważam, że to naturalne. Mózg również musi się przestawić, kiedy nagle okazuje się, że od dziś porozumiewasz się praktycznie tylko w obcym języku. A taka swoboda i przyzwyczajenie może jedynie pozytywnie wpłynąć na Twoje obcowanie w innym kraju. 


Teraz już nie mam żadnych problemów z hiszpańskim, ale pamiętam, jak czasami myślałam sobie Och, jak łatwo i szybko byłoby powiedzieć to wszystko po polsku. Nie chcę oczywiście robić z siebie filologa, wciąż bowiem istnieje mnóstwo słów, których nie znam i na pewno zdarza mi się popełniać błędy. Mam na myśli fakt, że porozumiewanie z Hiszpanami nie stanowi dla mnie problemu i nawet, gdy brakuje mi odpowiedniego słowa, staram się wytłumaczyć swoją myśl w inny sposób. Dotychczas skutkowało. 😁


Jedno wiem na pewno – z moim dzieckiem rozmawiać będę po polsku. Od urodzenia mówię do Alexa w ojczystym języku i ani przez moment nie wątpiłam w to, że zrobię wszystko, aby posługiwał się równie dobrze zarówno hiszpańskim, jak i polskim. Muszę powiedzieć, że ciężko zrozumieć mi rodziców, którzy będąc zagranicą porzucają język polski i decydują się mówić do dziecka w języku danego kraju. Ja naprawdę czułabym się zwyczajnie dziwnie zwracając się do mojego synka po hiszpańsku, ponieważ jest on przecież również Polakiem.


Na koniec powiem więc, że przywykłam już do myśli, że moje życie będzie prowadzone po hiszpańsku, sama je przecież wybrałam. Muszę dodać, że hiszpański to piękny język, według mnie nie jest trudny, a zamiłowanie do niego i samego kraju rozpoczęło się wiele lat temu. Może stąd taka łatwość w przyswajaniu wiedzy. Bo np. z niemieckim, którego uczyłam się w szkole jest już dużo, dużo gorzej… 😉


A jak jest u Was i w Waszych dwujęzycznych związkach? Jak radzicie sobie żyjąc w obcym języku? A może mieliście jakieś zabawne związane z tym sytuacje?

poniedziałek, 27 marca 2017

Wakacje z dzieckiem w Barcelonie - o czym warto pamiętać?




Coraz więcej rodziców decyduje się na zagraniczne wakacje nawet z bardzo małymi dziećmi. Pobyt latem w Barcelonie daje niemalże stu procentową pewność, że pogoda dopisze, a cała rodzina spędzi czas w inny, egzotyczny sposób. Wakacje z dzieckiem to przede wszystkim duża odpowiedzialność, dlatego zanim ruszymy w drogę, warto się najpierw odpowiednio przygotować. Dziś chciałabym zaznaczyć, o czym należy pamiętać wybierając się na urlop z dziećmi do słonecznej Barcelony.


LOT SAMOLOTEM


Dzieci bardzo różnie reagują na lot samolotem, zwłaszcza ten pierwszy, któremu towarzyszy wiele emocji. Nie można winić niemowlaków, które często płaczą podczas lotu, spowodowane jest to bowiem wzrostem ciśnienia. Starszemu dziecku można wytłumaczyć zachodzące w tym czasie zmiany, tym najmłodszym niestety już nie. Lekarze radzą podać dziecku smoczek/butelkę na czas startu i lądowania samolotu, kiedy to wzrost i spadek ciśnienia jest najbardziej odczuwalny. Na pokład należy zabrać ze sobą pieluchy, pokarm i ewentualnie ubranko, gdyby dziecko podczas lotu zabrudziło się, choćby wymiotując, jak to często im się zdarza. Dla tych starszych polecam wziąć zabawkę, książkę, grę – coś, co umili im monotonne godziny spędzone w samolocie. Pamiętajmy również o częstej sporej zmianie temperatury. W Polsce mogłaś potrzebować swetra i długich spodni, gdy tymczasem w Barcelonie czujesz, że cała się pocisz mając na sobie jedynie sukienkę. W bagażu podręcznym, w łatwo dostępnym miejscu warto mieć przygotowane letnie ubrania dla siebie i dziecka na ewentualną szybką zmianę.


UPAŁY


Hiszpańskie słońce może być bardzo zdradliwe. W lipcu i sierpniu upały bywają nie do zniesienia i ludzie, albo ukrywają się w domach, albo moczą się w morzu. Wskazane jest używanie kremów do opalania z mocnym filtrem, zresztą nie tylko dla dzieci. My, dorośli również powinniśmy uważać, a zapewniam, że z nałożonym na ciało kremem również się opalimy, unikniemy jedynie nieprzyjemnego oparzenia, które uprzykrzyłoby cały pobyt. Nie zapominajmy także o nakryciach głowy dla całej rodziny! Bardzo łatwo można nabawić się udaru słonecznego. Dla tych szczególnie wrażliwych na słońce zalecam okulary przeciwsłoneczne. Ja należę do osób, które nie mogą dobrze otworzyć oczu, kiedy słońce pali w południe, więc nie mogę ruszyć się z domu bez okularów. W tak upalne dni pamiętajmy o odpowiednim nawadnianiu organizmu dziecka. Najlepiej zawsze mieć ze sobą butelkę wody. 


KĄPIEL


Nie pozwalaj dzieciom na samodzielną kąpiel w morzu. Jest ku temu kilka powodów. Jednym z nich są fale. Mogą być łagodne, ale bywają również takie, które swoją siłą są w stanie przewrócić dorosłą osobę, a co dopiero małe dziecko. Należy uważać również na ostre kamienie i skały, które spotkać można niestety w wodach wielu plaż. Łatwo o nieciekawe skaleczenie, które mogłoby nawet zakończyć się infekcją. Zanim dziecko wejdzie do wody zalecam, aby najpierw dorosły wchodząc sprawdził jej głębokość, może być bowiem pozornie płytka, a już po paru krokach następuje gwałtowny spad. Latem na barcelońskiej plaży ciężko o miejsce, oblegają ją tłumy turystów. Bawiąc się w wodzie, należy bacznie obserwować swoje dziecko, które zupełnie przypadkiem może zostać uderzone, pchnięte, czy szturchnięte przez inną osobę. 


POSIŁKI


W Barcelonie nie dostaniemy pierogów, polskiej kiełbasy, czy białego chleba. Jeśli Twoje dziecko jest wyjątkowo wybredne, jeśli chodzi o posiłki, zalecam wybór restauracji z menu, w którym oprócz hiszpańskich i katalońskich specjałów, znajdzie się również coś bardziej uniwersalnego. Jeśli chodzi o słoiczki, obok hiszpańskich mamy tutaj duży wybór tradycyjnych smaków.


TŁUMY


Wybierając się do Barcelony ciężko zrezygnować z odwiedzenia słynnej La Rambli, czy Parku Güell, gdzie jak łatwo się domyślić, królują tłumy turystów. Naprawdę nietrudno o zaplątanie się między ludźmi pstrykającymi zdjęcia, tymi, którzy przystanęli na pogawędkę, czy jeszcze innymi sprzedającymi np. kwiaty, bądź zapraszającymi na nocne imprezy. Dziecko w wózku jest bezpieczne, uciążliwe może być jedynie manewrowanie nim unikając stłuczek, ale te starsze zawsze należy trzymać za rękę, aby uniknąć stresu związanego z nagłym zniknięciem w tłumie. Przy okazji tego punktu wspomnę również o tym, że niestety Barcelona, jak niektórzy mają w zwyczaju ją nazywać, jest miastem złodziei. Najlepiej torebkę zawsze mieć blisko przy sobie, szczelnie zapiętą, a w miarę możliwości cenne rzeczy zostawiać w hotelu/domu. Jeśli na wakacjach poruszasz się samochodem, muszę ostrzec Cię, że w Barcelonie w godzinach szczytu ciężko jest o znalezienie miejsca parkingowego i czasami jesteś zmuszona zostawić auto kilka ulic dalej od planowanego przystanku. 


WIZYTA U LEKARZA


Wybierając się z niemowlakiem na wakacje do egzotycznej Barcelony zalecałabym przed wyjazdem udać się do lekarza, aby skonsultować z nim ten wypoczynek. Upewnić się, że dziecko nie jest na nic uczulone, że jest odpowiednio zaszczepione i że lekarz nie widzi żadnych przeciwwskazań. Ja przynajmniej po usłyszeniu opinii specjalisty byłabym spokojniejsza. Zalecam również zabranie ze sobą podstawowych leków (choćby tabletek przeciwbólowych), aby uniknąć problemów z poszukiwaniem odpowiednika w hiszpańskich aptekach. 


UBIÓR


W Barcelonie latem praktycznie każdy dzień jest słoneczny, jednakże pogoda bywa zmienną także tutaj, dlatego obok letnich ubranek warto mieć pod ręką sweterek, czy długie spodenki dla dziecka, gdyby trafił się jeden z tych chłodniejszych dni, czy wieczorów. Ubrania przede wszystkim wygodne i luźne, aby dziecko nie pociło się podczas wakacyjnych wypraw. Tych starszych poruszających się już o własnym siłach warto wyposażyć w odpowiednie, odkryte obuwie, ponieważ z doświadczenia wiem, że upał może być bardzo dokuczliwy nawet dla stóp. 


TRANSPORT


Barcelona ma bardzo dobrze zorganizowaną komunikację miejską. Metro, autobusy, tramwaje. Ze względu na dużą ilość linii metra, to właśnie tym środkiem transportu najczęściej poruszają się mieszkańcy. Praktycznie każda stacja posiada windę, która idealnie nada się dla rodziców z dziećmi w wózkach. W większości pociągów na końcu/początku w wagonie znajduje się wygodne miejsce na wózek. I najważniejsza myślę kwestia – dzieci do lat 4 podróżują za darmo. Należy mieć przy sobie zawsze dokument tożsamości potwierdzający wiek dziecka. 


ATRAKCJE


Wakacje z dzieckiem w dużym stopniu uzależnione są właśnie od jego potrzeb. Oprócz zwiedzania i długich, wielogodzinnych wycieczek warto wziąć również pod uwagę kilka miejsc z atrakcjami dla dzieci. Barcelona oferuje atrakcje również dla najmłodszych, którym poświęcę cały osobny post. Warto jednak przed wyjazdem zrobić listę miejsc, które planujecie odwiedzić, a obok nich umieścić kilka przeznaczonych dla Waszych pociech.


Wypoczynek z dziećmi to piękny czas umacniający relacje rodzinne i zapewniający (przynajmniej w teorii) spokój psychiczny. Brak pracy, obowiązków, brak codziennego zgiełku i pośpiechu. Słońce, plaża, palmy, piękne widoki, mnóstwo atrakcji. Czego chcieć więcej? Warto więc zadbać o to, aby wspólny wypoczynek był dobrze zaplanowany. Urlop z dziećmi ma zapewnić im poczucie bezpieczeństwa i wygody.