czwartek, 8 czerwca 2017

Czy w Hiszpanii to rzeczywiście szkoła wychowuje dzieci?




O wychowaniu w Hiszpanii pisałam w jednym z poprzednich wpisów, który przeczytasz tutaj. Dzisiaj również chciałabym poruszyć ten temat, lecz tym razem z trochę innej perspektywy. W Barcelonie przeważa bezstresowy model wychowania, dzieci mają dużo swobody i pozwala się im na więcej. Czy wpływ na to ma późny wiek kobiet, w którym decydują się one na powiększenie rodziny? Być może dojrzalsze matki poprzez odkrywanie uroków macierzyństwa nieco później, bardziej się w nim zatracają i podświadomie chcą wynagrodzić dziecku późną decyzję pozwalając mu na wiele kaprysów. Kwestia ta na pewno wymagałaby rzetelnych badań, lecz to nie o tym chciałam dzisiaj pisać. 


W zeszłym tygodniu spotkałam się z dość kontrowersyjną opinią na temat właśnie wychowania dzieci w Hiszpanii. Opinia ta wyszła z ust Polki mieszkającej w tym pięknym kraju, a brzmiała następująco:


„W HISZPANII DZIECI WYCHOWUJE PRZEDSZKOLE I SZKOŁA, A NIE RODZICE.”



Zdanie to skłoniło mnie do refleksji i późniejszej decyzji odnośnie napisania dzisiejszego postu. 


W Hiszpanii dość powszechnym jest zapisywanie niemowlaków do żłobka. Z jednej strony uzależnione jest to krótkim okresem urlopu macierzyńskiego, który wynosi obecnie jedynie 16 tygodni, lecz z drugiej spotyka się też wiele matek, które dobrowolnie decydują się oddać dziecko do żłobka już od najmłodszych miesięcy życia. Oczywiście znajdziemy też rodziny, które na czas pracy powierzają opiekę nad dzieckiem niani, jednak ze względu na niezbyt dobrą sytuację ekonomiczną kraju, coraz mniej osób może pozwolić sobie na tego typu wygodę. Niania bowiem kosztuje do trzech razy więcej, niż wcześniej wspomniany żłobek. Instytucje te swoją ofertą zachęcają do skorzystania z ich usług maluchy już od trzeciego/czwartego miesiąca życia! Nie wyobrażam sobie codziennego zostawiania w żłobku czteromiesięcznego synka, mnie chyba dosłownie pękłoby serce. I tak, jak wiele matek ze względu na sytuację materialną jest zmuszonych do podjęcia owej decyzji, tak jest też wiele, które decyduje się na to dobrowolnie. 




Zaledwie parę dni temu rozmawiałam na ten temat z pewną znajomą (Hiszpanką), która ma 5-miesięczną córeczkę. Dziecko zapisała ona do żłobka już miesiąc temu na kurs, który rozpoczyna się na początku września, czyli gdy maluch skończy dziewiąty miesiąc. Argumentem, który przekonywał ją najbardziej był fakt, iż córka musi odciąć się nieco od mamy i zacząć integrować się z innymi dziećmi. Jak sama zapewniała, obecne finanse pozwoliłyby jej zostać w domu z dzieckiem nawet i przez kolejny rok, do czego podobno zachęcał ją nawet mąż, jednak jej decyzja była inna. Wspomniała też, że zapisałaby dziewczynkę wcześniej, ale niestety kurs rozpoczyna się dopiero we wrześniu. Do rozmowy włączyło się parę obecnych wtedy osób krzycząc głośno: Tak, tak, mój syn poszedł do żłobka, jak miał pół roku i żyje. A moja córka jak miała 8 miesięcy, bo to przecież normalne. Im wcześniej, tym lepiej. Trzeba przecież iść do pracy.


Dla odmiany przytoczę teraz słowa polskiej znajomej, z którą prowadziłam podobną rozmowę. Na pomysł zapisania rocznego dziecka do żłobka zareagowała w ten sposób:


„Nie żal im tych dzieci? Może chociaż niania? Żłobek, przecież to… Nie, no ja bym nie mogła.”



Nie wszyscy niestety są w stanie pozwolić sobie na opiekunkę, a moja wypowiedź nie ma na celu niczyjej oceny, a porównanie dwóch tak skrajnych opinii. Oczywiście na pewno znajdzie się Polka, która podzielać będzie zdanie Hiszpanki i odwrotnie.


Chciałabym jednak odnieść się do wspomnianych na początku wpisu słów: szkoła wychowuje.


Dzieci w Hiszpanii rozpoczynają naukę w wieku 3 lat, taka nasza zerówka. Nie jest ona obowiązkowa, jednak silny nacisk społeczny ma duży wpływ na decyzję rodziców. Edukacja obowiązkowa rozpoczyna się z 6. rokiem życia, a kończy w wieku 16 lat. Jak widać, dzieci od najmłodszych lat spędzają mnóstwo czasu w murach szkoły, bawiąc się z rówieśnikami, ale również ucząc manier, kultury i zasad dobrego wychowania. Ja etap ten mam jeszcze przed sobą, synek bowiem skończył dopiero 10 miesięcy, dlatego nie mogę wypowiadać się z własnego doświadczenia, którego zwyczajnie nie posiadam, a jedynie opierać się na opiniach innych lub na znalezionych informacjach. 




Według autora podanych słów, rodzice w Hiszpanii zbyt często zganiają obowiązek wychowania dziecka na instytucje takie, jak właśnie żłobek, przedszkole, czy szkoła. Uważają, że jednym z obowiązków nauczycieli jest przekazanie dziecku ważnych życiowych wartości i to właśnie ze szkoły, a nie z domu powinien on wynieść dobre maniery. Bardzo szybko więc decydują się na uczęszczanie dziecka do owych placówek zwalniając się tym poniekąd z obowiązku całodniowej opieki nad wychowankiem. Dzieci spędzają więc poza domem kilka dobrych godzin, a często w wolne dni uczestniczą w życiu towarzyskim rodziców. I tak na placu pod domem o godzinie 23 można spotkać nawet najmłodsze maluchy biegające radośnie wokoło stolików i bawiące się z innymi dziećmi. Innego dnia zostawiane są pod opieką dziadków i nikt nie robi z tego faktu wielkiego halo nawet, gdyby do podobnej sytuacji miało dochodzić co sobotę. Słowa umieszczone na początku artykułu mają nam sugerować, że hiszpańscy rodzice dużo mniej przejmują się prawidłowym wychowaniem dziecka uważając, że wychowa ich po prostu życie. Faktycznie z własnego doświadczenia wiem, że jestem tą matką, która spośród mi poznanych Hiszpanek najbardziej przejmuje się każdą drobnostką, przerabia trzy razy każdy fakt, czy bawi się w analizy psychologiczne dziecka. Nie będę jednak generalizować, ponieważ liczba znanych mi rodziców jest niewielka.

Uważam, że dziecko powinno spędzać czas w kreatywny sposób i warto, aby od najmłodszych lat uczyło się integracji z rówieśnikami. Dziecko, które wysyłane jest do tutejszej zerówki czerpie z tego wiele korzyści, a i rodzice mogą skupić się na innych sprawach. W końcu posiadanie dziecka nie wiąże się ze skupieniem życia tylko wokół niego i zapomnieniem o własnych potrzebach, prawda? Szkoła wychowuje, zgodzę się. Jednak najzdrowiej byłoby, gdyby wychowywała zarówno szkoła, jak i rodzice. Nie tak, jak sugeruje to autor tytułowych słów zarzucając, że rodzice prowadzając dziecko do żłobka/przedszkola/szkoły pozbywają się jakoby obowiązku i zdają się na owe instytucje, które sprawują nad ich dziećmi większą opiekę, niż oni sami.


Na koniec chciałabym zapytać Was, mamy, które mieszkają, bądź miały okazję mieszkać w Hiszpanii i poznać metody wychowawcze mieszkańców tego kraju. Zwłaszcza ci rodzice, których dzieci są nieco starsze i uczęszczają już do przedszkoli/szkół. Czy również uważacie, że w Hiszpanii to szkoła wychowuje dziecko? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii, gdyż ja ten etap mam jeszcze przed sobą. A Wy, mieszkające w Polsce mamy, jaką macie opinię na temat wczesnego wysyłania dziecka do żłobka?

niedziela, 4 czerwca 2017

7 powodów, dla których warto uczyć się języka hiszpańskiego




Chyba nikogo nie trzeba przekonywać o tym, jak znajomość języków obcych ułatwia życie. Jest mnóstwo mądrych przysłów, które mówią o tym, że języki otwierają nam drzwi na świat, są bramą do wiedzy i mapą innych kultur. Chciałbyś nauczyć się nowego języka, ale zastanawiasz się, który wybrać? W dzisiejszym poście przedstawię Wam kilka powodów, dla których warto, aby tym wyborem został język hiszpański. Przyjmijcie tekst z przymrużeniem oka, ponieważ jak zawsze oprócz cennych informacji znajdzie się również miejsce na dawkę humoru. 


7 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO UCZYĆ SIĘ JĘZYKA HISZPAŃSKIEGO


1. Język hiszpański to trzeci, zaraz po chińskim i angielskim najbardziej rozpowszechniony język na świecie. Posiada on status języka urzędowego aż w 22 krajach. Szacuje się, że ponad 500 milionów osób posługuje się nim jako językiem ojczystym, a ponad trzykrotnie większa liczba osób jest w stanie się w nim porozumieć. Już w samych Stanach Zjednoczonych blisko 50 milionów mieszkańców deklaruje znajomość języka hiszpańskiego. Włada nim podobno co 10 mieszkaniec planety. Jaki z tego wniosek? Istnieje ogromna szansa, że gdziekolwiek się znajdziesz, trafisz na kogoś, kto będzie posługiwał się tym językiem. Tak duża liczba osób znających język hiszpański ma również wpływ na wymagania rynku pracy. Pracodawcy coraz częściej szukają pracowników mówiących właśnie w tym języku. Hiszpański otwiera zatem także drzwi do kariery zawodowej. 


2. Hiszpański owładnął również Internetem. Na dzień dzisiejszy jest to drugi najczęściej używany język przez internautów. Znając hiszpański nie musisz martwić się, że nie zrozumiesz wrzucanych na YouTube filmików, krążących na Facebooku obrazków, czy toczących się zażartych kłótni między kibicami Realu Madryt i FC Barcelony. Ba! Będziesz mógł się nawet do nich dołączyć. 

 

3. Warto zauważyć, że znajomość języków obcych znacznie ułatwia podróżowanie. Zatem umiejętność posługiwania się trzecim najczęściej używanym na świecie językiem czyni wojaże dziecinnie prostymi i dużo przyjemniejszymi. Przy okazji pozwala lepiej poznać kulturę, zwyczaje i przyzwyczajenia danego kraju i jego mieszkańców. Przebywając w Hiszpanii nie będziesz musiał martwić się dłużej o to, że na zadane po angielsku pytanie, odpowiedź otrzymasz po hiszpańsku, jakby było to czymś zupełnie naturalnym.  A gdy zobaczysz bar z wielkim, zachęcającym napisem perritos calientes (ciepłe pieski), będziesz wiedział, że nie serwują w nim pieczonych zwierząt wyciąganych spod lady i podgrzewanych na ogniu, a zwykłe hot-dogi. 


4. Młodym ludziom znajomość języka hiszpańskiego da możliwość studiowania za granicą. W samej Hiszpanii nie wszystkie uczelnie zezwalają na naukę obcokrajowców w języku angielskim, nawet na wymianach studenckich typu Erasmus. Nie będziesz musiał martwić się o to, że wykluczą Twoją kandydaturę, a na teście kwalifikacyjnym być może rozmawiać po hiszpańsku będziesz lepiej, niż sam egzaminator. A jak się już dostaniesz, egzaminy nie będą stanowiły problemu i nie będziesz zmuszony zapuszczać żurawia do prac innych tak, jak niejeden student, który przez przypadek dostał się na wymianę, a jego znajomość hiszpańskiego sprowadza się do umiejętności zamówienia piwa i późniejszego podania adresu w taksówce wiozącej go do domu. 




5. Język hiszpański zapisał się na kartach kultury światowej. Pablo Picasso, Salvador Dali, Antonio Gaudi, Jose Carreras… Znajomość tego języka ułatwi Ci zgłębianie kultury hiszpańskojęzycznych artystów (i nie mam tu na myśli oczywiście tylko tych pochodzących z Hiszpanii). Być może posługując się hiszpańskim, a dzięki temu orientując się w kulturze i obyczajach danego kraju, będziesz w stanie lepiej zrozumieć przekaz dzieł niektórych artystów. 


6. Język hiszpański odgrywa ważną rolę nie tylko w kulturze, ale również w rozrywce. Na świecie mamy całe mnóstwo hiszpańskojęzycznych filmów, muzyki, książek. Filmy znanego nam Pedro Almodovara najczęściej tłumaczone są na język polski, ale istnieje wiele innych reżyserów dobrych, lecz mniej znanych produkcji, które mógłbyś oglądać bez najmniejszego problemu w wersji oryginalnej. To samo w przypadku książek. Miłośnicy Hiszpanii słyszeli pewnie o słynnym Cieniu wiatru Carlosa Ruiz Zafóna przetłumaczonego na wiele języków. Ale Hiszpania poszczycić się może innymi, równie ciekawymi pozycjami, które z hiszpańskim nie stanowiłyby dla Ciebie żadnego problemu. No i muzyka. W końcu wiedziałbyś, o czym śpiewa Enrique Iglesias i dlaczego cała Hiszpania zachwyca się piosenkami Nicky Jam. Śpiewałbyś głośno najnowsze hity Shakiry wiedząc, że śpiewasz o rowerze (piosenka Bicicleta). Zrozumiałbyś famę i uwielbienie Julio Iglesiasia i jego piosenek. Choć może znając ich tekst, wcale tej famy byś nie rozumiał? 




7. Mówiąc po hiszpańsku będziesz miał okazję pogadać sobie na wakacjach z Hiszpanami, którzy gadać akurat lubią, i to czasami aż zanadto. A z tych rozmów dowiedzieć się można czasami naprawdę ciekawych rzeczy. Z takiej pogawędki łatwo może narodzić się flirt, więc jak się zakochasz, to przynajmniej się dogadasz, bo Hiszpanom nie przychodzi łatwo wyrażanie się po angielsku. Zresztą, czy romantyczne poematy nie brzmią zawsze piękniej po hiszpańsku? Jak już mówimy o flircie, to może też trafić się ten niekoniecznie chciany. Ucząc się hiszpańskiego będziesz wiedziała, jak spławić Hiszpana, który natrętnie będzie próbował prawić Ci hiszpańskie komplementy udając, że on wcale nie rozumie po angielsku i że myślał, że kiedy mówiłaś nie jestem zainteresowana, tak naprawdę chciałaś zachęcić go do dalszych poczynań.  



Czy 7 to wystarczająca liczba powodów, dla których warto uczyć się języka hiszpańskiego? Gdyby dłużej się zastanowić, pewnie znalazłoby się jeszcze kilka. Może Wam przychodzi coś do głowy? Tekst był pisany oczywiście z dawką humoru, nie zmienia to jednak faktu, iż język hiszpański jest jednym z tych, któremu warto poświęcić czas. Jest przyjemny, lekki i wydaje mi się, że nie jest trudny. Zresztą, skoro mówimy już po polsku, języku podobno trudniejszym niż sam chiński, czy nauka któregoś może sprawić nam kłopot?